Nowy numer 44/2020 Archiwum

Pociąg palcem na wodzie pisany?

Na podstawie dokumentów, jakie przyjął prezydent Wałbrzycha, nie można stwierdzić, by znalezisko takie zostało w tym miejscu potwierdzone - mówił wojewoda dolnośląski Tomasz Smolarz o "złotym pociągu". Dodał jednak, że badania będą kontynuowane.

Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej podsumowywał posiedzenie Wojewódzkiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego, zwołanego na wniosek prezydenta Wałbrzycha w związku ze złożeniem zawiadomienia o znalezieniu pociągu pancernego z czasów II wojny światowej.

Podkreślał, że słowo „kryzys” należy rozumieć raczej w znaczeniu „sytuacji nadzwyczajnej”, a posiedzenie miało głównie na celu zadbanie o bezpieczeństwo na terenie, gdzie rzekomo pociąg ma się znajdować.

Zapadły postanowienia dotyczące zabezpieczenia terenu przez odpowiednie służy (policja, straż ochrony kolei, straż leśna, straż miejska Wałbrzycha) oraz – w związku z niedawnym pożarem w tej okolicy – zakazu wstępu do lasu i na tereny kolejowe. Przypomną o tym odpowiednie tablice.

– W dalszej kolejności planujemy dokonanie analizy wspomnianych dokumentów pod względem historycznym, geologicznym, geograficznym, technicznym – mówił, dodając, że chodzi o kilka stron materiałów i nieczytelne do końca mapy. – Prezydent Wałbrzycha jeszcze dziś złoży wniosek do mnie, a ja skieruję go do Ministerstwa Obrony Narodowej, celem przeprowadzenia przez siły zbrojne czynności rozpoznawczych z użyciem georadaru, by wykluczyć tam istnienie potencjalnego znaleziska – tłumaczył wojewoda.

Czemu mówimy z góry o „wykluczeniu”? – dociekali dziennikarze. Wojewoda, jak również prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej, podkreślali, że nic nie wskazuje na to, by doniesienia o „złotym pociągu” potwierdziły się.

Od czasów II wojny światowej nieustannie pojawiają się podobne pogłoski. R. Szełemej wyjaśnia, że obecne doniesienie uruchomiło takie, dotąd niestosowane w podobnych wypadkach procedury, ponieważ – wedle jego wiedzy – było pierwszym, które przybrało formę formalnego pisemnego zgłoszenia. Barbara Nowak-Obelinda, dolnośląska konserwator zabytków, przypomniała o trwającej od lat w okolicach Wałbrzycha działalności „poszukiwaczy skarbów”, jak i miłośników historii. – Odkrywane były sztolnie na Dolnym Śląsku – mówiła – ale nie znaleziono tu nigdy np. złota czy dzieł sztuki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama