Nowy numer 48/2020 Archiwum

Pieniądze wszystkiego nie załatwią

O ingerencji organów państwowych we władzę rodzicielską oraz o potrzebie zmiany prawa rodzinnego w Polsce z dolnośląską poseł Beatą Kempą z Solidarnej Polski rozmawia Karol Białkowski.

Karol Białkowski: Często zła sytuacja materialna jest przyczyną odbierania dzieci przez państwo i umieszczania ich w ośrodkach bądź rodzinach zastępczych?

Beata Kempa: Statystyki w tym zakresie są różne. Nie jest jednak istotne, ile takich przypadków jest, ale to, że do takich sytuacji dochodzi. Każde dziecko odebrane rodzicom ze względu na warunki ekonomiczne – pomijając oczywiście patologię, gdy dziecku grozi utrata zdrowia lub nawet życia – to dramat dla obu stron. Ze zbyt wielką łatwością do tego się dopuszcza. Ostatnio przez media przetoczyło się kilka takich historii rodzinnych.

Winny jest system?

Musimy być bardzo uważni. Nie możemy pozwalać, by ze względu na takie, a nie inne przepisy prawa dochodziło do tzw. urzędniczego albo prewencyjnego odbierania dzieci. To, że ktoś uważa, że hipotetycznie może się „coś” w danej rodzinie wydarzyć, nie może usprawiedliwiać tych czynności. Sprawę trzeba naprawdę dobrze przeanalizować.

Co zatem państwo powinno robić, gdy rodzina nie ma co do garnka włożyć i być może dzieci chodzą głodne?

Należy zauważyć jedną ważną rzecz. Jeśli dzieci zostaną przekazane do rodziny zastępczej, czy do domu dziecka, to za nimi idą określone kwoty przezaczone na zapewnienie im bytu. Gdyby, tak jak sugerowała jedna z matek, państwo przekazało chociaż połowę tych pieniędzy do rodzin biologicznych, to być może udałoby się ich nie rozbijać i zapewnić dzieciom normalne wychowanie. Taka pomoc nie musiałaby być stała. Są osoby, które potrzebują jej czasowo, do momentu ponownego „stanięcia na własne nogi”, np. znalezienia pracy.

Jak zatem sytuacja prawna wygląda w tej chwili?

Ustawy o pieczy zastępczej oraz o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie umożliwiają odbieranie dzieci nawet bez pokwitowania, bez wcześniejszego poinformowania rodziców. Dopiero później sąd potwierdza, bądź nie, decyzję urzędnika. To działanie bezduszne i bezrefleksyjne, bo przecież w takiej sytuacji konsekwencje dla psychiki dziecka są zawsze negatywne. Chcę przeciwko temu zaprotestować. Do odebrania dzieci z rodzin biologicznych dochodzi z różnych przyczyn. Po pierwsze pozwala na to prawo, po drugie państwo nadmiernie ingeruje w życie rodzinne, po trzecie do interwencji może dojść ze względu na np. donos sąsiedzki, który się weryfikuje dopiero po czasie. Oczywiście nie mówimy tutaj o patologiach, gdzie interwencja powinna być zdecydowana i szybka. Dochodzi jednak do pewnych absurdów – tam, gdzie reakcja powinna być natychmiastowa, zdarza się tragedia, a tam, gdzie nie powinno jej być, odbierane są dzieci. To sprawia, że są ludzie w trudnej sytuacji ekonomicznej – sama takich poznałam – którzy nie pójdą do ośrodków pomocy społecznej, bo boją się, że instytucja, po zbadaniu sprawy, przydzieli im opiekuna urzędniczego, który będzie mógł później podjąć decyzję o ewentualnym odebraniu dzieci, i to tylko ze względu na biedę.

Jakie widzi Pani rozwiązanie? Jest już projekt zmian?

Po pierwsze powinniśmy zadbać o to, by sędziami rodzinnymi byli najlepsi z najlepszych. Oni przesądzają o losie małych dzieci, dlatego, aby prawidłowo interpretować akta spraw, powinni być doskonale zorientowani z zakresu psychologii, psychologii rozwojowej czy pedagogiki. Już od dłuższego czasu są też przygotowane dwa projekty ustaw, które leżą w lasce marszałkowskiej. Domagałam się, jeszcze za czasów ówczesnej marszałek Ewy Kopacz, aby przegłosować te propozycje. To są jednozdaniowe nowelizacje w kodeksie rodzinnym, które mają zakazać odbierania dzieci z rodzin biologicznych ze względu na trudne warunki ekonomiczne.

O wydanie oceny moralnej dotychczasowych przepisów o odbieraniu dzieci poprosiła Pani działające przy archidiecezji wrocławskiej Obserwatorium Społeczne. Dlaczego?

Gdy nie znalazłam odzewu u marszałka Sejmu, w instytucji państwowej, uznałam, że państwo nie zadziałało jak trzeba. Tymczasem Kościół zawsze w sprawach moralności, obrony rodziny, obrony godności człowieka, zwłaszcza dziecka, ma jasne i jednoznaczne stanowisko. udziela konkretnego wsparcia, również, a może przede wszystkim, praktycznego. Bardzo się cieszę i jestem wdzięczna Obserwatorium Społecznemu i abp. Józefowi Kupnemu za zajęcie się tym problemem. Stało się to bardzo szybko oraz fachowo, przy wsparciu ekspertów. Dzięki tej merytorycznej analizie mamy kolejne argumenty, by przekonać innych do zmian. Jest też szansa, że o tym, czego powinniśmy się wstydzić, zaczniemy publicznie mówić. Dzięki wzmocnieniu przekazu przez ludzi Kościoła ten głos będzie jeszcze lepiej słyszalny i istnieje szansa, iż uwrażliwimy społeczeństwo na sytuację w rodzinach, co może skutkować konkretnymi, pozytywnymi reakcjami, a nawet pozasystemową pomocą bliźnim.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama