Nowy numer 49/2020 Archiwum

Czy faceci to tylko wzrokowcy?

Na to pytanie odpowiadał przed studentami podczas prelekcji dr Jacek Gulanowski.

Wramach kolejnego spotkania z cyklu „Kurs na Połówkę” w duszpasterstwie akademickim MOST 19 stycznia gościł doktor pedagogiki, adiunkt Uniwersytetu Wrocławskiego zajmujący się także poradnictwem rodzinnym. Od razu zaznaczył, że trudno jest jednoznacznie rozwiać postawioną wątpliwość, ale można ją na różne sposoby analizować. – W tym przypadku stykamy się z problemem generalizacji. Musimy kierować się pewnymi średnimi wartościami, od których zawsze znajdą się wyjątki – tłumaczył naukowiec.

Przywołał popularny w społeczeństwie, a podważany w nauce pogląd, że ludzi można podzielić na wzrokowców i słuchowców, czyli według najlepszego sposobu przyswajania informacji. – W przypadku mężczyzn wydaje się, że idziemy w kierunku wzroku. Jeżeli na ulicy mija ich skąpo ubrana kobieta, od razu zwrócą na nią uwagę. Jeżeli zaś żona powtarza: „Mógłbyś nie śmiecić?” lub „Napraw wreszcie ten kran!”, to jakoś wtedy ten kanał słuchowy nie funkcjonuje – żartował prelegent. Przypomniał przy tym, że sama męska populacja też jest bardzo zróżnicowana, choćby pod względem osobowościowym, kulturowym czy klasowym. Na koniec dr Jacek Gulanowski stwierdził, że mężczyźni obserwują i rzeczywiście ważne są dla nich bodźce wzrokowe, ale dla kobiet również. – Panowie i panie patrzą na to samo, lecz po prostu widzą coś innego. Zwracają uwagę na inne szczegóły – analizował. Nie ma się także co oszukiwać, wygląd jest ważny w związku. – Oczywiście, nie determinuje naszego życia. To jednak jeden z elementów kompleksowego obrazu drugiej osoby. Mam także poradę taktyczną: dbanie o własną aparycję przynosi korzyści w związku. Z drugiej strony nie wolno budować relacji tylko wokół tego – dodał prelegent. Jedna z uczestniczek spotkania potwierdziła, że kobiety są także wzrokowcami, ale do tego spojrzenia dochodzi u nich spora dawka emocji. – Zgadzam się jeszcze z panem Jackiem, że wybieramy nasze „połówki” na zasadzie podobnego środowiska, domu i wychowania. Najważniejsze jest to, aby z tą drugą osobą stworzyć kochającą się rodzinę. I żeby nie odchodzić od siebie dalej niż na „odległość ręki” – podsumowuje Aleksandra Grzegocka, studentka chemii biologicznej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama