Nowy numer 48/2020 Archiwum

Udane pożegnanie z nieudaną przygodą

Optymistycznym akcentem, bo wygraną ze Szwedami 26:24, polscy piłkarze ręczni zakończyli Euro 2016. Nadszedł czas podsumowań występu zdecydowanie poniżej oczekiwań.

Pierwsze 10 minut to wyrównana gra obu zespołów i błędy z dwóch stron - straty piłki Szwedów i zmarnowany karny przez Karola Bieleckiego. Na tablicy widniał remis 3:3. Polacy weszli w mecz bez energii, jakby bez motywacji, choć zespół mobilizował okrzykami i gestami Michał Jurecki. W 13. minucie sam zadecydował, że chce opuścić boisko. Szansę otrzymał debiutant na wielkiej imprezie - Piotr Masłowski.

W 15. minucie genialną interwencją popisał się Sławomir Szmal, czym wywołał głośny aplauz publiczności. We wrocławskiej hali Stulecia zostało jednak sporo pustych miejsc. Obiekt zapełnił się w 80 proc. Po prostych, niewymuszonych błędach Szwedów Polacy zbudowali sobie w 20. minucie trzy bramki przewagi (9:6).

Później jednak złapali zadyszkę i nikt nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności za grę w ataku. Skandynawowie doprowadzili do remisu 10:10, a nasz trener Michael Biegler rotował składem. Dobrze w mecz wszedł Bartosz Konitz, zdobywając efektowną bramkę rzutem z podłoża. Na przerwę po pierwszej połowie drużyny schodziły przy remisie 12:12.

Mecz, mimo że o stawkę, nie był już tak zacięty. Obie reprezentacje wiedziały, że grają o niewielki prestiż, dlatego nie widać było już tyle sportowej agresji, co we wcześniejszych spotkaniach. Początek drugiej części dobrze zagrali Szwedzi, rzucając dwie bramki i wychodząc na prowadzenie. Polacy wyrównali, ale nie ustrzegli się błędów.

Wciąż wysoką formę prezentował S. Szmal, dzięki któremu przeciwnik nie mógł odskoczyć z bramkami. Drużyny grały przez kilka minut gol za gol. W 50. minucie biało-czerwoni prowadzili 21:20. Zapowiadała się nerwowa końcówka. Dodatkowo karę dwóch minut wykluczenia otrzymał Piotr Grabarczyk.

Ciężar gry w tym momencie wziął na siebie B. Konitz, który - mimo gry w osłabieniu - rzucił dwie bramki z trudnych pozycji. Piękne trafienie z koła dołożył Kamil Syprzak i na 3 minuty przed końcowym gwizdkiem Polacy prowadzili 25:24, mając piłkę w ataku. W decydującej chwili Przemysław Krajewski zmarnował rzut karny.

Na szczęście to samo chwilę później zrobił Lucas Nilsson i to polscy piłkarze ręczni mogli cieszyć się ze zwycięstwa 26:24. Ostatecznie więc na Euro 2016 zajęli 7. miejsce.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama