Nowy numer 44/2020 Archiwum

Z kamerą w poszukiwaniu sensu

Wybitny, ale niedoceniany. Wierzący w Boga, ale, jak sam mówił, niepotrzebujący instytucjonalnego pośrednika. Jak dziś patrzymy na Krzysztofa Kieślowskiego?


Ogólnopolska Interdyscyplinarna Konferencja Naukowa pod hasłem „Światłem i cieniem wydobywał prawdę o człowieku” podjęła dogłębną analizę twórczości, jak i postaci wybitnego polskiego reżysera. W tym roku przypada bowiem 20. rocznica śmierci artysty. Z tej okazji w Wyższym Seminarium Duchowym Franciszkanów we Wrocławiu przeprowadzono 9 marca cykl wystąpień i prelekcji.


– Jürgen Habermas wśród czterech poważnych kryzysów współczesności wymienia brak poczucia sensu. Krzysztof Kieślowski w sposób niezwykle staranny światłem i cieniem wydobywa, jako mistrz szczegółu, ten sens. Pokazuje, że człowiek musi się zatrzymać. Zwraca się do nas z wezwaniem: żyj uważnie! – tłumaczy współorganizator konferencji s. Joanna Kazimiera Wawrzynów. Dodaje przy tym, że uczestnicy starali się zobaczyć po prostu człowieka. – Nie tylko skupialiśmy się na treściach filozoficznych i teologicznych, ale na środkach prowadzących do głębokiego postrzegania, np. porównywaliśmy muzykę i obraz w filmie – relacjonuje urszulanka.
Jednym z gości specjalnych wydarzenia był przyjaciel Kieślowskiego i kolega po fachu, także wybitny polski twórca, Krzysztof Zanussi. Opisywał swojego przyjaciela jako artystę oddanego prawdzie, którego ogromnie fascynowało poszukiwanie sensu życia. – Zapytałem go kiedyś podczas zdjęć do filmu, jak to jest, że on, agnostyk, opowiada o świętych obcowaniu. „Ja czuję ciągle swoich rodziców. Oni są ze mną”. To było czysto metafizyczne wyznanie, które zadaje kłam ocenom, że jak ktoś nie przyklęka przed ołtarzem, to już wiadomo, do jakiego worka trafia – opowiada Zanussi. Kieślowskiego charakteryzuje jako człowieka nadzwyczaj radykalnego, który bronił się przed karierą, zagłaskaniem, przed zakłamaniem we własnym życiu. 
– Miał w sobie żarliwość, za którą go ceniłem i lubiłem. Ja bym chciał widzieć takich krytyków filmowych, artystów i księży, którym żarliwie zależy na tym, żeby ktoś inny nie marnował swojego życia. Świat to straszna przygoda i bardzo łatwo się w niej zagubić. To najgorsze, co nas może spotkać – skwitował prelegent. Przypomnijmy, że wiele festiwali międzynarodowych systematycznie odrzucało filmy Kieślowskiego, argumentując, że są zbyt polskie i świata nie zainteresują. Stwierdzono, że nie rozumie on współczesności wedle zasady: „Jak ktoś mówi nie to, co mówią wszyscy, nie rozumie współczesności”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama