Nowy numer 44/2020 Archiwum

Bóg był z nami zawsze

Sanitariuszka i łączniczka Armii Krajowej. Aresztowana drugi raz przez NKWD została skazana na 20 lat katorgi w rosyjskiej Workucie. Wróciła po 12 latach w 1956 roku i od tamtej pory do dziś mieszka we Wrocławiu. Z Wandą Cejko-Kiałką rozmawia Maciej Rajfur.

Maciej Rajfur: W klimacie syberyjskim, 160 km na północ od koła podbiegunowego, na wiecznej zmarzlinie, w sercach polskich zesłańców tliła się wciąż wiara w Boga?

Wanda Cejko-Kiałka: Zostaliśmy wychowani w wierze katolickiej, choć przyznam się, że czasem nie potrafiłam się modlić, doświadczając w obozie potwornych połajanek. Wtedy mówiło się: „O, Boże” i kładło się spać, żeby jak najwięcej odpocząć. Ale dziś wiem z całą pewnością, że Bóg był z nami zawsze, a my z nim.

Bez zwątpienia? Bez pretensji o tak ciężki los?

Owszem, tam, w dalekiej Workucie, patrzyłam w niebo i pytałam „Boże, gdzie jesteś?”. W czasie tej katorgi, gdy nas bito, poniżano, traktowano jak podludzi. Mimo traumatycznych przejść zachowałam wiarę w Boga. Myślę, że dzięki Jego obecności w naszych sercach przetrwaliśmy. Trudno bowiem wytłumaczyć, dlaczego jeden człowiek ma cierpieć z powodu drugiego. Tak po prostu jest.

Mimo to zawsze jest za co dziękować.

O tak, ja dzisiaj dziękuję Bogu za każdy przeżyty dzień i za to, że spotkałam w tych trudnych chwilach dobrych ludzi. Wśród nich nawet obywateli radzieckich, którzy ratowali od śmierci. Jedni chcieli nas zgładzić, inni ocalić. Świat nie jest czarno-biały.

W Kościele trwa Rok Miłosierdzia. Czy jest Pani w stanie wybaczyć swoim oprawcom? Zbrodniarzom, którzy na Pani oczach zabijali, zamęczali niewinnych? Tym wszystkim, których spotkała Pani na swojej trudnej życiowej drodze?

Początkowo było z tym bardzo trudno. We Wrocławiu, gdy szłam ulicą i naprzeciwko pojawiał się sowiecki żołnierz w mundurze, mimowolnie zaciskałam pięści i zgrzytały mi zęby. Ale z biegiem czasu mi przeszło. Myślę teraz, że przecież ich Bóg osądzi, a ja tutaj, na ziemi, nie muszę tego robić. Otrzymają po śmierci to, na co zasługują według Bożej sprawiedliwości. Ja zaś dziękuję, że przeżyłam tę tragedię, a w wieku 94 lat jestem samodzielna i mogę stać na własnych nogach.

Co dzisiaj chciałaby Pani przekazać młodym ludziom?

Gdy wyjeżdżałam z obozu, myślałam, że nareszcie nie będę wysłuchiwać obelg, przekleństw i bluzgów, które cały czas wpada- ły w ucho. Tam ludzie mieli to chyba we krwi. Bardzo mnie więc dzisiaj boli, gdy słyszę, jak młodzież brzydko mówi. Proszę, kochajcie Polskę i polski język, ponieważ jest piękny. Szanujcie go. A będąc gdziekolwiek, stawajcie się godnymi reprezentantami swojej ojczyzny i mówcie o niej prawdę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama