Nowy numer 48/2020 Archiwum

Do małżeństwa na... kajaku

Zakochanie to uczucie, a miłość to postawa i decyzja. Te dwie rzeczy absolutnie się nie wykluczają, a wręcz przeciwnie, doskonale się uzupełniają. Drugi dzień "Laboratorium Miłości" to panel dyskusyjny: "MY! I co dalej? Czy istnieje recepta na udany związek?".

- Czasami w małżeństwie im bardziej szukamy tych uczuć, tym mniej tego mamy. Kiedy jesteśmy otwarci i gotowi na przyjęcie tego, to uczucie przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie - mówiła Ilona Tarasiuk, szczęśliwa i spełniona żona oraz terapeutka.

Zakochanie to nie jest obce uczucie, nawet dla o. Mariusza Simonicza, duszpasterza z DA "Redemtor".

- W swoim życiu uszczęśliwiłem tylko jedną kobietę, tę z którą się nie ożeniłem. Wielokrotnie spotkałem się na katechezie z argumentami: „Ksiądz nie ma żony, czy dziewczyny, co mi ksiądz będzie mówił”. Ja też byłem zakochany zanim wstąpiłem do stanu kapłańskiego, też mam przeszłość i swoje doświadczenia - oświadczył redemptorysta.

Jak żartobliwie stwierdził, od kiedy złożył śluby, jest w stałym, aczkolwiek burzliwym związku. Często się kłóci i zdarzają się nawet ciche dni.

- Pan Jezus mnie fascynuje i porusza, bo działa niespodziewanie. Podczas głoszonych rekolekcji nagle po Mszy św. przychodzi obca osoba i mówi, że to słowo ją bardzo dotknęło i chce zmienić swoje życie. I jak tu nie zakochać się w Panu Jezusie, który posługuje się takim narzędziem jak ja? - opowiadał o. Mariusz Simonicz.

Małżeństwo to dynamiczny układ i nie da się go w pełni ustawić. Należy je pielęgnować i oddać się drugiej osobie, uszczęśliwiać ją i troszczyć się o nią.

- To jak żywa tkanka. Tutaj niczego nie da się przewidzieć i zaplanować dokładnie. Czasami trzeba sobie coś ostro powiedzieć, czasami przytulić, a czasem łezka też popłynie. Jak cudownie jest się przeprosić po trudnej wymianie zdań - wyjaśniała Małgorzata Kramarz, doradca psychologiczno-pedagogiczny i wykładowca.

O podtrzymywaniu marzeń i udanym związku oraz ogromnej sile dziecięcych marzeń, które później pomagają walczyć o szczęście i miłość mówiła Ilona Tarasiuk. - One pomagają mi w pielęgnowaniu uczuć. Otwieram się na małżonka, na jego pomysły, ale też zaczynam komunikować mu swoje potrzeby, inicjuje. Dbam więc w związku o swoje uczucia - stwierdziła Ilona Tarasiuk.

Przyznała również, że dopiero po kilku latach w pełni zrozumiała, o co chodzi mężowi z kwestią wiary w dobre intencje.

- Ja od zawsze zakładałem dobre intencje mojej żony. Nawet jeśli w czymś się zawiodłem, np. w postawie, która np. była dla mnie bolesna, łatwiej było mi przetrwać trudne chwile, bo miałem świadomość, że Ilona nigdy nie chciała dla mnie źle, nie robiła tego ze złośliwości, ale po prostu zderzyły się dwie różne koncepcję. Ważne, żeby o tym pamiętać, bo inaczej wtedy człowiek podchodzi do konfliktu - wyjaśniał Jakub Tarasiuk.

Benjamin Franklin powiedział kiedyś: „Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później”.

- Z mojej pracy psychoterapeutycznej widzę, że często ludzie robią odwrotnie. Czas przed ślubem jest na rozeznanie, ale nie w kontekście, czy druga osoba spełni wszystkie moje wymagania, ale czy będę potrafił/potrafiła ją kochać - stwierdziła.

Oboje z mężem są wychowankami duszpasterstwa akademickiego, do którego serdecznie zachęcają. - To uformowało dwie ważne postawy w moim życiu na kolejne lata: po pierwsze do życia w społeczeństwie i ewangelizowania oraz w sferze miłości i małżeństwa.

Prowokacyjnie o mieszkanie ze sobą przed ślubem zapytał moderator dyskusji Paweł Trawka, stwierdzają ironicznie, że przecież ludzie nie poznają się dobrze, jeśli nie zamieszkają pod jednym dachem.

- Tak bardzo czekaliśmy na to, żeby ze sobą zamieszkać, żeby rozpocząć współżycie, że właśnie dopiero jak to nadeszło, nadeszła razem z tym prawdziwa wolność. Nasze życie zmieniło się o 180 stopni i zaczęła się ogromna przygoda. Życzę każdemu, aby czekał na to, a potem rozkoszował się tym, smakować - mówił Jakub Tarasiuk.

Przywołał swoje studenckie czasy, kiedy wraz z przyszłą wówczas żoną i rówieśnikami z duszpasterstwa wyjeżdżali na spływy kajakowe. Pod namiotami jednak nigdy ze sobą nie spali.

- Chciałam tak postępować, żebym nie miała się czegoś wstydzić. Oczywiście, pożądanie istniało, ciągnęło nas do siebie, ale znaliśmy swój ideał i walczyliśmy o czystość - wspominała Ilona Tarasiuk.

Jej mąż zakończył temat trafną anegdotą:

- Są dwie sytuacje bardzo dobrze weryfikujące i sprawdzające narzeczonych przed ślubem. Pierwsza: dialogi narzeczeńskie, które polecamy każdemu i druga… kilkudniowy spływ kajakowy - stwierdził z humorem.

Płynąc w jednym kajaku kilka godzin dziennie i będąc zależnym tylko od siebie, można naprawdę dobrze się poznać.

- Leje deszcz, jesteście odcięci od wszelkiej pomocy itp. Nasze pierwsze spływy to była wieczna kłótnia. Płyniemy szybko na górskiej rzece. Przed nami konar. Wiecie, liczą się ułamki sekund.  I mówię: Ilona, chwyć za wiosło i skręcamy w prawo!”, na co Ilona spokojnie: „a dlaczego?” - spuentował mężczyzna.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama