Nowy numer 49/2020 Archiwum

Więzienna misja komandosa AK

To była żywa lekcja historii z pierwszej ręki z inicjatywy „Gościa Wrocławskiego”. Osadzonych w Zakładzie Karnym w Wołowie odwiedził porucznik Armii Krajowej, członek elitarnej jednostki Kedyw.

Wołowskie więzienie we współpracy z wrocławskim oddziałem „Gościa Niedzielnego” zorganizowało spotkanie, na które jego uczestnicy czekali już bardzo długo. O czasach okupacji podczas II wojny światowej, czyli o walce o wolną Polskę, opowiadał skazanym Andrzej Uchwat, ps. „Wichura”.

Gość tym bardziej niezwykły, że jeden z niewielu żyjących komandosów Kedywu – jednostki specjalnej AK do zadań sabotażowo-dywersyjnych. – Moja przygoda w partyzantce zaczęła się, gdy miałem 17 lat, od akcji sabotażowych na pociągi. Potem rozprowadzałem biuletyny, czyli prasę AK-owską. W końcu wzięli mnie do Kedywu, gdzie służyłem 1,5 roku. Byłem dobrym strzelcem i znałem język niemiecki – mówił kombatant, który od razu złapał dobry kontakt z więźniami. Opowiadał im m.in. o „likwidowaniu konfidentów, którzy donosili hitlerowcom na Polaków” i potyczkach z niemieckimi oddziałami. – Określano nas mianem komandosów. I tak to trzeba chyba nazwać. Dobierano nas, tworząc ścisłe grono. Byliśmy dobrze przeszkoleni pod względem strzelania z broni, dlatego wykonywaliśmy tzw. mokrą robotę – wyjaśnia pan Uchwat. Wybrańcy, bo tak o nich mówiono, wykazywali się lojalnością i odwagą, dlatego kierowano ich w miejsca najtrudniejszych misji. – Nie istniała żadna rekrutacja. Dowódcy wcześniej sprawdzali człowieka na podstawie tajnych akcji. Później mieliśmy carte blanche – podsumował Andrzej Uchwat. Podkreślał, że to była jego pierwsza wizyta w zakładzie karnym i cieszy się, że mógł przekazać kawałek swojego życia w takim miejscu. – Każdy Polak powinien stanąć przed okazją zgłębiania losów swojej ojczyzny – stwierdził.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama