Nowy numer 48/2020 Archiwum

Ten jego piękny uśmiech...

Miała 15 lat, gdy składała przysięgę, dołączając do Armii Krajowej. Otrzymała wówczas pseudonim "Kotwica". Dziś stała się dla wrocławian kotwicą do historii legendarnego dowódcy antykomunistycznego podziemia niepodległościowego. Jednego z najdzielniejszych żołnierzy wyklętych.

Ten jego piękny uśmiech...   Do rozmowy z p. Teresą chętnie włączała się publiczność, która kilkakrotnie nagrodziła bohaterkę oklaskami Maciej Rajfur /Foto Gość

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Teresę Partykę-Gaj z majorem Hieronimem Dekutowskim łączyło wiele. Oprócz pragnienia wolnej i niepodległej Polski oraz wielkich chęci do walki ze zbrodniczym systemem komunistycznym splotło ich szczere miłosne uczucie.

Niestety, ono nigdy nie rozwinęło się tak, jak sobie wymarzyli. Dla "Zapory", jednego z najbardziej niezłomnych partyzantów nie było miejsca w Polsce Ludowej. Po długiej walce partyzanckiej został aresztowany przez UB, w czasie śledztwa okrutnie katowany, a następnie stracony w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

W chwili śmierci, choć miał tylko 30 lat, wyglądał jak starzec z siwymi włosami, wybitymi zębami, połamanymi rękami, nosem i żebrami oraz zerwanymi paznokciami. Jego ostatnie słowa brzmiały: "Przyjdzie zwycięstwo! Jeszcze Polska nie zginęła!".

Jednym ze zwycięstw może małego kalibru, ale z wielkimi wartościami była projekcja dokumentalnego filmu zrealizowanego niedawno przez Instytut Pamięci Narodowej pt. "Zapora". Po niej uczestnicy seansu spotkali się z p. Teresą Partyką-Gaj, narzeczoną legendarnego majora.

- Dla niego walka była ważniejsza niż sprawy osobiste, dlatego byłam zaskoczona, że w filmie tak mocny akcent kładzie się na naszą osobistą relację. Nie spodziewałam się tego - mówiła sanitariuszka AK.

W czasach okupacji przeszła szkolenie w ramach oddziału Wojskowej Służby Kobiet. Tam poznała tajniki strzelania i obchodzenia się z bronią. Ukończyła także kurs sanitarny. Jako młoda dziewczyna zetknęła się z "Zaporczykami".

- Byłam pod wrażeniem tych partyzantów. W lubelskiej wsi panował dzięki nim wielki entuzjazm. Z okupantem niemieckim walczyli praktycznie wszyscy, będąc w strukturach AK. Po wojnie i wkroczeniu sowieckich wojsk do Polskich klimat się zmieniał - wspomina kobieta.

Po 1945 roku lokalna społeczność Lubelszczyzny znała "Zaporę" i jego odział. Podziwiano ich, a co za tym idzie pomagano, ukrywano, wspierano żywnością i dachem nad głową.

- Wraz z upływem miesięcy, a potem lat wielu zaczęło wątpić w tę walkę. Pojawiały się komentarze, że to bez sensu. Wszystko przez wielkie opresje, które spotykały współpracujących z „wrogami Polski Ludowej i bandytami”, jak określano partyzantów podziemia - tłumaczy Teresa Partyka-Gaj.

Dziś w rozrzewnieniem wspomina młodych wesołych chłopców, którzy zmęczeni po potyczkach z UB i MO siadali w lasach, czy stodołach i żartowali albo śpiewali np. słynny "Marsz Zaporczyków". Pieśń znała także cała okoliczna ludność.

Jaki był legendarny major Dekutowski oczami narzeczonej?

- Na początku wzbudzał wielki podziw. Znany z odwagi i męstwa, dlatego czułam respekt. Mimo, że drobny, niskiego wzrostu i niepozorny, potrafił być stanowczy. Raczej postrzegam go jako introwertyka. Wewnętrznie skupionego, opanowanego, spokojnego. W towarzystwie niewiele mówił, ale zawsze jak się odzywał, to konkretnie. I ten jego piękny uśmiech. Zawsze mnie urzekał - opisuje ukochanego wrocławianka.

Jako dowódca, jak twierdzi p. Teresa, przebywał blisko swoich żołnierzy. Mimo, że mógł na gospodarstwie spać w łóżku, wolał na słomie w stodole, przy swoich podkomendnych.

- Jadł z nimi, spał obok nich, po prostu z nimi był. Co nie oznacza, że nie wykazywał się surowością. Prowadził mocną dyscyplinę i musztrę. Przez to żołnierze go i kochali i szanowali - opowiada sanitariuszka AK.

Dzięki jej obecności na spotkaniu wrocławianie dotknęli legendy człowieka, który u komunistów wzbudzał strach, ale i respekt, a dla Polski poświęcił tyle, ile mógł - własne życie.

P. Teresa Partyka-Gaj na końcu wyraziła smutek, który wynika z jej wrażenia, że współcześnie, gdy żołnierze wyklęci wracają do świadomości Polaków, mało mówi się o majorze Hieronimie Dekutowskim. A jego historia po prostu wgniata w fotel i nie potrzebuje żadnego koloryzowania. To bohater z krwi i kości.

Wieczór z "Zaporą" odbył się w ramach III Dni z rotmistrzem Pileckim, które potrwają do 25 maja. TUTAJ możecie znaleźć dokładny plan kolejnych, interesujących wydarzeń.

A poniżej załączamy znakomity dokument o majorze Dekutowskim, który zrealizował IPN. Warto poznać tak zasłużoną postać poprzez to dzieło kultury.

IPNtv: ZAPORA - film dokumentalny
IPNtvPL

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama