Nowy numer 44/2020 Archiwum

Nieoszlifowany diament nie świeci

W archidiecezji wrocławskiej jeden na ok. 19 tys. maturzystów wybiera uczelnię, która daje nie tylko kontynuację kształcenia, ale przede wszystkim początek wielkiej przygody z Panem Bogiem.

To miejsce, dom i środowisko, którego rolą oraz charyzmatem jest rozeznawanie powołania kandydatów do kapłaństwa i formowanie ich na księży w kontekście dzisiejszych wyzwań. – Każde seminarium jest poniekąd zanurzone w swoim konkretnym czasie. Nie ma dwóch takich samych seminariów, bo każde odpowiada na zapotrzebowania diecezji i żyje jej klimatem, jej kontekstem historycznym – tłumaczy ks. dr Adam Łuźniak, rektor Metropolitalnego Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu. Czerwone mury budynku przy Katedralnej 14 wzywają młodzieńców, którzy noszą w sobie szczerą chęć służenia Bogu i ludziom.

Szczerość to podstawa

Czym jest powołanie czy iskra zwiastująca jego początek? – To niepokój zasiany przez Bożą łaskę i dręczące pytanie: „Czy jestem powołany do kapłaństwa?”. Pozytywnie nurtujące wyzwanie. Trochę tak jak człowiek, który staje nad brzegiem morza zaciekawiony tym, co jest za horyzontem. Dlaczego, choć ma wszystko na brzegu: dom, zabezpieczenie oraz żywność, wsiada w łódkę i płynie przekonać się, co za nim jest? – pyta ks. rektor Łuźniak. Po ludzku to odkrywcze pragnienie człowieka, w wymiarze wieczności zaś realizacja wezwania Pana Boga: „Zostaw wszystko, co masz, i pójdź za Mną”. – Stając się klerykiem, nie możesz być skoncentrowany na gromadzeniu dóbr, na własnej wygodzie. Chodzi o to, by skupić uwagę na bogactwie ducha i otwartości serca wbrew współczesnej pokusie posiadania – mówi ks. Maciej Małyga, ojciec duchowny we wrocławskim seminarium. W tych studiach chodzi o wykształcenie, ale nie tylko takie z książek, lecz wykształcenie postawy służby. – Nie menedżera ani zarządcy, ale sługi, który poświęca się dla zbawienia ludzi, najważniejszej sprawie w ich życiu – stwierdza ks. Adam Łuźniak. – Jeśli jest szczerość na początku życia seminaryjnego, można bardzo wiele rzeczy wypracować i osiągnąć. Takich, których może na początku drogi brakuje – dodaje rektor MWSD we Wrocławiu.

Podstawa pochodzi z rodziny

Kapłani pracujący w seminarium zwracają uwagę, że szerokim problemem społecznym, który ma wpływ i rzutuje na kleryków, jest coraz słabsza rola rodziny i relacji w jej wnętrzu. – Nie traktujemy jednak tego jako czegoś, co może dyskredytować, ale to spore wyzwanie dla kandydatów w ich pracy wewnętrznej i dla nas, opiekunów, także – opowiada ks. Małyga. Coraz częściej alumni pochodzą z rodzin niepełnych, rozbitych. – Trzeba w formacji rozeznać, jaki negatywny ślad w świadomości i zachowaniu kandydata pozostawił ten uszczerbek. Pamiętajmy jednak, nie ma środowisk przegranych w kontekście powołania – mówi ksiądz rektor. Bo kto lepiej zrozumie dysfunkcję rodziny niż ten, kto z takiej rodziny wyszedł? Kto będzie miał empatię i skuteczniej podpowie rozwiązania, jak się zmierzyć z problemem? Również konsumpcyjny pośpiech świata, wszechobecna gonitwa za „mieć”, a nie „być”, postępująca globalizacja i wirtualizacja rzeczywistości odbijają się na zdolności nawiązywania relacji u młodych, gdyż coraz częściej komunikują się za pomocą klawiatury zamiast „na żywo”. Mają trudności z jasnym wyrażaniem myśli. Ksiądz rektor w tej kwestii uzupełnia jeszcze: – Z drugiej strony panuje duży głód rozmowy. Po kilku miesiącach pobytu w seminarium klerycy odnajdują wartość spędzania czasu razem, swobodnej towarzyskiej wymiany myśli, poczynając od poważnych tematów, po te mniej istotne – mówi.

Zaprzeć się samego siebie

Seminarium edukuje, kształci, ale przede wszystkim formuje. Człowiek pozbywa się swojego subiektywizmu, nie układa wszystkiego, zaczynając od siebie, tylko stara się podporządkować swoje pragnienia woli Jezusa. – Nie może stawiać własnego poglądu czy zdania ponad obiektywny głos Chrystusa wyrażony przez Kościół – konstatuje ks. A. Łuźniak. Na koniec przytacza trafne porównanie: Kleryk jest jak nowo odkryty diament. Po wydobyciu z kopalni (wejście w życie seminaryjne) jest niewątpliwie cenny, ale dopiero po dokładnej obróbce (czyli po przeżyciu przemyślanej formacji) jego wartość wzrasta kilkakrotnie. Później święta posługa kapłańska, podobnie jak osiągnięty blask szlachetnego kamienia, rozlewa się na otoczenie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama