Nowy numer 3/2021 Archiwum

Słowo, którego nie wolno wymawiać

Ludobójstwo! Oj, przepraszam. Wymsknęło mi się. Nie powinienem.

Do tego krótkiego monologu można sprowadzić kwestię mówienia o rzezi wołyńskiej. Obchodzimy 73. rocznicę krwawej niedzieli i, trzeba przyznać, że z roku na rok robimy to coraz świadomiej. Dla Polaków to bardzo bolesny kawałek historii, który, niestety, wciąż budzi, nie wiedzieć czemu, wiele kontrowersji. Moim zdaniem, wynikających ze zwykłej niewiedzy.

Dotknął mnie fragment homilii ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, którą wygłosił niedawno we Wrocławiu podczas obchodów: „To barbarzyństwo, które nie mieści się w żadnych kategoriach. Niemające żadnego uzasadnienia i usprawiedliwienia. Dlaczego to wspominamy? Obowiązkiem chrześcijanina jest pamięć o męczennikach (...). Walczymy o prawdę o KL Auschwitz, tragedii smoleńskiej czy zbrodni katyńskiej, ale równocześnie kłamiemy i zasypujemy prawdę o ludobójstwie na Wołyniu tylko ze względów politycznych. To jest sprawa, która musi być wykrzyczana”. Więcej TUTAJ.

W życiu codziennym spotykam w tym kontekście ludzi, którzy bardzo różnie reagują na fakt masowych mordów dokonanych na ludności polskiej przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i tzw. Ukraińską Powstańczą Armię na Kresach Południowo-Wschodnich II RP. I mam wrażenie, że ten podział się niepotrzebnie pogłębia.

Jaki agresywny ten ksiądz. Wręcz zionie nienawiścią. I jak brzydko się wyraża. „Barbarzyństwo”, „ludobójstwo”. Lepiej o tym nie mówmy. To już historia. Nie ma co rozdrapywać starych ran. Niepotrzebnie wypomina. Jeszcze Ukraińcy usłyszą. A przecież zależy nam, żeby był pokój. Nie drażnijmy nikogo. Ukraina musi sama się z tego rozliczyć. A poza tym, to my też mamy swoje na sumieniu. Bo były odwety. Bo żołnierze Armii Krajowej też podobno mordowali kobiety i dzieci. W AK było trochę bandytów, itd. itd.

A ks. Isakowicz kontynuuje: „Systematyczne zabójstwa modlących w kościołach są rzeczą niepojętą. Zginęło kilka tysięcy ludzi, mordowano kapłanów siekierami w czasie odprawiania Mszy św. Nad niektórymi pastwiono się w sposób okrutny. Palono i burzono kościoły. Ks. Karola Barana z Wołynia przerżnięto piłą na pół, a uczynili to ludzie, którzy na co dzień chodzili do cerkwi prawosławnej czy greckokatolickiej. Podobny los podzielił także ks. Ludwik Wrodarczyk, obecny kandydat na ołtarze. Ukraińscy nacjonaliści porwali go i zawlekli do inne wsi. Tam przesłuchiwali go i okrutnie torturowali. Następnie jeden z oprawców rozrąbał mu klatkę piersiową siekierą i wyjął serce”.

O nie, niepotrzebnie przeczytałem. Będą mi się śniły koszmary. Przemoc, okrucieństwo, potworność. Zmieńmy temat. Po co te straszne słowa, jak „rozrąbał” lub „siekiera”. Nie można inaczej? 

Tak mówią, i co gorsze, tak myślą. W epoce, gdzie na co drugim kanale telewizyjnym puszczają brutalne filmy, a dzieciaki na ekranie komputera /laptopa /czegokolwiek, mówiąc ich językiem, łoją w gry pełne krwi i drastycznych scen.

Ale ludobójstwo na Kresach lepiej przemilczeć. Nie dość, że niewygodne, to jeszcze jakie okrutne, niehumanitarne. Gdzie tu logika? Przekazywanie historii wybiórczo prowadzi do zguby. I nie chodzi mi o dokładne opisy okrutnych tortur i zbrodni UPA na Polakach. Choć one przemawiają do wyobraźni. 

Ta historia właśnie krzyczy o pamięć, a my chcemy ją schować jak najgłębiej, bo nam nie pasuje do życiowej układanki szczęścia. Trochę ze względów politycznych (stosunki polsko-ukraińskie w tym kontekście to osobny temat), trochę nie ten klimat powszechnego dobrobytu i dmuchanej jedności w Europie.

A, przepraszam, dla niektórych to w ogóle nie było ludobójstwo. Po co tak zaogniać? Dzisiaj mówienie prawdy zrównuje się z mową nienawiści. Lepiej brzmi: „konflikt polsko-ukraiński” albo: „działania wojenne”. Przecież chodziło o niepodległość naszych wschodnich sąsiadów! Polacy, halo, nie rozumiecie?

No tak: wojna z kobietami, dziećmi i starcami. Piłami, siekierami, kosami i widłami. Pewien historyk powiedział kiedyś: „Jeszcze nigdy nie zbudowano przebaczenia i pojednania w oparciu o kłamstwo i przemilczenie”.

Symboliczna data 11 lipca, czyli krwawa niedziela, która łączy kilka barbarzyńskich mordów na Kresach II RP, niestety, wywołuje jeszcze inne skrajne zachowanie z drugiej strony.

Wszyscy Ukraińcy są temu winni. To naród wiecznie Polakom podległy, który identyfikuje się z UPA, więc trzeba z nimi walczyć. Nasz głupi, niewykształcony wróg wciąż hołduje bandytom i zbrodniarzom, takim jak Bandera. Stawia pomniki i nazywa nimi ulice. Nic się nie nauczyli, więc trzeba ich tępić. Tych, co żyją w Polsce tym bardziej. 

Efektem takiego myślenia jest kolejne dewastacja grobu Stepana Bandery w Monachium, która tylko pogarsza sprawę. I, oczywiście, trzeba się opowiedzieć: albo też byś zdewastował, czyli jesteś „prawdziwy polski patriota”, a jak nie, to jesteś zdrajca i na pewno wspierasz ideologię nacjonalizmu UPA.

Absurd. Dlaczego? Bo: zło dobrem zwyciężaj. Zbrodnia wołyńska nie upomina się o zemstę, tylko o należną pamięć i prawdę, która będzie powszechnie znana. M.in. dlatego ks. Isakowicz-Zaleski wspomina zawsze sprawiedliwych Ukraińców, którzy ratowali od zguby Polaków przed UPA. Bo świat nie jest biało-czerwony, ani żółto-niebieski. Ma zdecydowanie więcej kolorów.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama