Nowy numer 3/2021 Archiwum

Cały świat we Wrocławiu – Galilei

Modlą się i tańczą, poznają polskich świętych i jedzą pierogi. Pielgrzymów ŚDM zapamiętamy na długo.

Otoczeni gościnnością, sami nie pozostają dłużni. Kolumbijczycy namalowali na Nowym Dworze we Wrocławiu plansze do gry w Chińczyka, Francuzi u karmelitów bosych zachwycili wszystkich śpiewem, Brazylijki z katolickiej wspólnoty Palavra Viva – gorącym sercem. – Naszym charyzmatem jest głoszenie światu Jezusa – tłumaczyły.

Bliscy, choć z daleka

Podczas Mercy Festu na wrocławskich Karłowicach w podziw wprawił wszystkich występ dziewczyn z Korei. – Nasz taniec nazywa się „buchaechum”, „taniec radości” – mówiła Koreanka Shin. By zaprezentować go we Wrocławiu, musiały długo ćwiczyć. – Jest trudny. Przy wykonywaniu go ważna jest dobra współpraca z innymi tancerkami, umiejętne posługiwanie się wachlarzami. Gości z bardzo daleka nie brakowało. O. Simon Pierre Badji pracuje w Gwinei Bissau. Do Polski przyjechał z grupą 15 osób. Chce podczas ŚDM pokazać młodym z Afryki inne oblicze wiary. – Bycie chrześcijaninem w Polsce i w Afryce czy Ameryce Łacińskiej nie jest tym samym. Ten sam Bóg, ta sama wiara, ale różne realia. Odkrywanie tych różnic jest wielkim bogactwem – dodaje. S. Josiane Constance Dieme z Senegalu zaznacza, że dla jej 12-osobowej grupy bardzo ważni są św. Jan Paweł II i św. Faustyna. – Chcemy poznać miejsce, skąd pochodzą, i zabrać to uwielbienie dla nich do siebie, by przekazać je naszym rodakom – dodaje. Dla Juana Jose z Meksyku niesamowite okazało się spotkanie ludzi tak wielu narodowości, dla których ważne jest doświadczenie żywego Chrystusa. – Czuję się tu jak w domu – podkreśla. I bardzo ciepło wypowiada się o goszczącej go rodzinie. – Mam wspaniałą polską babcię. Kocham ją! – przekonuje. Natomiast pochodzący z Kecskemét w środkowych Węgrzech Balazs zwraca uwagę na klimat wydarzenia. – Spotkaliśmy tu wiele grup, które wzajemnie się pozdrawiają. Czuć tę wspaniałą atmosferę jedności i otwartości – zaznacza. Czego oczekuje po ŚDM? – Wewnętrznej przemiany.

Do korzeni

Takiego pielgrzyma się we Wrocławiu nie spodziewali. Do parafii Odkupiciela Świata na wrocławskiej Polance przyjechała 49-osobowa grupa Francuzów z Nancy. Był wśród nich człowiek mocno związany z Polską – Philippe Cichonski, a właściwie Filip Cichoński. – Moi rodzice to Polacy. Ja mam 31 lat i urodziłem się już we Francji, ale mówię po polsku, bo w domu rozmawialiśmy po polsku – tłumaczy. Dlaczego wybrał się na Światowe Dni Młodzieży? – Dawno nie byłem w Polsce, ostatni raz 10 lat temu. W dzieciństwie przyjeżdżałem wiele razy. Co ciekawe, moja rodzina pochodzi z Wrocławia. Mam tu jeszcze dziadka, kuzynów, i wujków. Liczę, że uda mi się z nimi zobaczyć – opowiadał pielgrzym z Nancy. Jego historia łamie stereotypy. Rodzice są zdeklarowanymi ateistami. Syn był wychowywany w rodzinie niewierzącej w Boga w laickiej Francji.– Pewnego dnia obudziłem się, a właściwie Bóg mnie obudził z tego letargu. Co się stało, że uwierzyłem? Nie wiem, po prostu w niedzielę zapragnąłem pójść na Mszę do kościoła. Poszedłem i tak już zostało – mówi 31-latek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama