Nowy numer 44/2020 Archiwum

Wspólnota jest fundamentem

Arcybiskup Józef Kupny o Światowych Dniach Młodzieży, Dniach w Diecezjach i przesłaniu dla Kościoła w Polsce.

Karol Białkowski: Dni w Diecezji to wielkie przedsięwzięcie, które wymagało ogromnego zaangażowania wielu podmiotów. Co było największym wyzwaniem podczas przygotowań?

Abp Józef Kupny: Zaufanie Panu Bogu, że On to wszystko poprowadzi. Historia ŚDM uczy, że dobre inicjatywy zawsze będą musiały być okupione cierpieniem i niezrozumieniem. Wystarczy wspomnieć reakcję różnych środowisk na propozycję św. Jana Pawła II zorganizowania pierwszego spotkania młodych. Wówczas wielu „rozsądnie” radziło papieżowi, by nie podejmował takiego ryzyka. Z tej lekcji powinniśmy zawsze wyciągać wnioski. Ona uczy, że jeśli jest to Boże dzieło – Bóg będzie je błogosławił. Takim znakiem Bożego błogosławieństwa są dla mnie wszyscy zaangażowani w przeprowadzenie Dni w Diecezjach, począwszy od naszego diecezjalnego sztabu, który pracował kilka lat, by ten tydzień mógł przebiec tak wspaniale i by pomóc wszystkim doświadczyć młodości Kościoła. To prawie 1000 wolontariuszy, 100 parafii, które otworzyły się na przyjęcie pielgrzymów, księży proboszczów, wikariuszy, członków różnych grup, stowarzyszeń, sponsorów, dziennikarzy, aż na rodzinach, które przyjęły młodych w swoich domach, i władzach naszego miasta oraz regionu kończąc. Jestem im wdzięczny, bo ich bezinteresowna pomoc oraz wsparcie odbierałem zawsze jako znak, że Bóg posługując się ludźmi, działa przy organizacji ŚDM.

Co nam zostanie po ŚDM?

Jeszcze przed zakończeniem Światowych Dni Młodzieży powiedziałem, że nasz kraj jest niczym pole zasiane słowem Bożym. Od nas zależy, czy temu ziarnu pozwolimy kiełkować i rozwijać się. Nie wiem, jakie mogą być owoce, i nie wiem, co pozostanie po ŚDM. Źle, gdybyśmy już mieli gotowe recepty, bo owoce nie rodzą się w strukturach czy organizacjach, ale w sercach konkretnych ludzi. Na pewno zależy mi bardzo na tym, by ten potencjał, który ujawnił się w naszym Kościele, nie został zmarnowany. Najpierw jednak trzeba spotkać się z uczestnikami ŚDM. Niech opowiedzą, czego doświadczyli i jak wyobrażają sobie ciąg dalszy, który powinien nastąpić.

Co trzeba zrobić, by atmosfera tych dni nam nie uciekła, by stała się inspiracją do aktywności w Kościele?

Ważne, że w tym czasie wszyscy byliśmy razem: duchowni, świeccy, członkowie różnych grup, stowarzyszeń, rodziny, młodsi i starsi. Doświadczyliśmy Kościoła nie jako instytucji, ale jako wspólnoty zebranej w imię Jezusa. To jest fundament, na którym można i trzeba budować.

Młodzież dzisiejszych czasów jest wymagająca? Jak sprostać jej wymaganiom? Jakie powinno być duszpasterstwo młodzieży?

To nie jest tak, że kiedyś młodzi byli mniej wymagający, niż są dziś. Młodość ma to do siebie, że nosi w sobie ciekawość, marzenia i pragnienia. Oczekuje i szuka autentyczności. Nie znosi obłudy, fałszu i sztuczności. Młody człowiek bardzo szybko jest w stanie rozpoznać, kto jest prawdziwym świadkiem. Jak powinno wyglądać duszpasterstwo młodzieży, pokazał św. Jan Paweł II i pokazuje wielu duszpasterzy, którzy także dziś posługują w naszej diecezji. Papież Polak wyjeżdżał z młodymi na kajaki, wychodził z nimi w góry. Był blisko nich w różnych sytuacjach życiowych. Z drugiej strony na tych wyjazdach – jak wiemy – nigdy nie brakowało chwil wspólnej modlitwy i osobistych spotkań z Bogiem.

Miłosierdzie to dobre przesłanie na życiową ścieżkę?

To jedyne przesłanie na życiową ścieżkę, bo odpowiada na biedy naszej epoki, wśród których za papieżem Franciszkiem możemy wymienić odrzucenie i samotność, a co za tym idzie – podziały między ludźmi, brak nadziei i radości oraz poważne kryzysy. Miłosierdzie każe nam otworzyć oczy i serca, nadstawić ucha, bo tym wszystkim biedom Bóg chce zaradzić naszymi rękami.

Jakie jest najważniejsze przesłanie nauczania papieża Franciszka w tych dniach?

Ważne oprócz treści wygłoszonych homilii i papieskich przemówień jest także to, czego papież nie wypowiedział ustami, ale co można wyczytać z jego gestów. Myślę, że każdy punkt tej pielgrzymki wskazywał program dla Kościoła w Polsce. Wizyty na Wawelu czy ta milcząca w Auschwitz, tak mocno podkreślające konieczność troski o „dobrą pamięć”. Spotkania z młodymi w oknie przy Franciszkańskiej, pokazujące, na czym polega bycie blisko tego pokolenia i wychodzenie do drugiego człowieka. Nie wolno zapomnieć także spontanicznych odwiedzin chorego wówczas, a dziś już śp. kard. Franciszka Macharskiego, które mocno podkreślały jedność biskupa Rzymu z braćmi w biskupstwie i które przypominają nam o konieczności budowania takiej samej jedności pomiędzy sobą w diecezjach, parafiach i rodzinach. W końcu wizyta u małych pacjentów czy zaproszenie osób niepełnosprawnych do tramwaju. To milczące, ale bardzo skuteczne głoszenie Dobrej Nowiny. Gdybym miał podsumować papieskie przesłanie jednym słowem, bez wahania byłby to termin: „bliskość”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama