Nowy numer 42/2020 Archiwum

Do Fatimy coraz bliżej

Jacek Zapotoczny minął połowę drogi i teraz biegnie przez Francję. Oławianin na co dzień namacalnie doświadcza, że Bóg ma go w opiece.

Wyruszył 30 czerwca ze swojego rodzinnego miasta, by przebiec prawie 3 tys. kilometrów i stanąć u stóp Pani Fatimskiej. – Bywa bardzo różnie. Momentami ledwo wspinam się z moim prawie 60-kilogramowym wózkiem na wzniesienia. Raz jest 11 stopni Celsjusza (1400 m n.p.m.), innym razem upał i 35 stopni. Nie poddaję się – mówi specjalnie dla „Gościa” prosto z trasy 26-latek.

Zapas jedzenia skończył mu się po ok. 2 tygodniach od startu. Musiał radzić sobie sam, ale ciągle powtarza, że Bóg się nim opiekuje. – Spotykam dużo pomocnych ludzi, od których dostaję nie tylko pożywienie, ale i nocleg. W środę 3 sierpnia trafiłem na Szwajcara, który wziął mnie do swojego domu. Przyjął mnie po królewsku, poczęstował kilkoma rodzajami sera. Pierwszy raz jadłem ser z miodem w toście – opowiada Jacek. Zdarza mu się zboczyć z zaplanowanej trasy, by zobaczyć jakieś wyjątkowe miejsce. Tak było z obozem koncentracyjnym w niemieckim Dachau. – Bardzo chciałem zwiedzić to historyczne miejsce. Nie wiem, czy dane mi będzie przyjechać kiedyś w te okolice, więc zmobilizowałem się i nadłożyłem 40 kilometrów. Bóg wtedy mnie mocno doświadczył. Spotkałem tam religijną Polkę i uczestniczyłem we Mszy Świętej – mówi oławianin. Nie ukrywa, że przeżywa właśnie swoją pielgrzymkę życia, w której regularnie dopadają człowieka kryzysy i słabsze momenty. – Zdarzały się takie dni, że krzyczałem do siebie na wzgórzach, gdy szczyty ciągnęły się w nieskończoność. Byłem zły, poirytowany, wydzierałem się na bezludziu do siebie, bo już nie miałem siły ciągnąć tego wózka – tłumaczy biegacz. Ma za sobą taki czas w Niemczech, że 3 dni przebywał na odludziu. Nie widział człowieka. Biegł przez pola i drogi rolne bez wody do picia. Pamięta moment, gdy stanął i po prostu z bezradności chciał się rozpłakać. Lekarstwem na kryzys była modlitwa. Mężczyzna chwytał wtedy różaniec. Nie odpuszczał. Wiedział, że Bóg jest przy nim. Przetrwał. – Proszę o modlitwę za mnie i dziękuję za tę dotychczasową. Jeśli taka jest Boża wola, dotrę do Fatimy – stwierdził pielgrzym.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama