Nowy numer 43/2020 Archiwum

Ktoś w nocy podpalił wózek Jacka Zapotocznego!

Polak, śpiąc w środku, dzięki przytomności umysłu zdołał się uratować… Teraz jego biegowa podróż do Fatimy stoi pod dużym znakiem zapytania.

Jacek dobiegł do francuskiej miejscowości Luriecq. Tam na parkingu w centrum postanowił przenocować w wózku, który ciągnie ze sobą. O 1.30 w nocy obudził go niepokojący swąd.

- Zacząłem kaszleć i dusić się, bo w powietrzu był dym. Szybko wyskoczyłem w skarpetkach z wózka i zobaczyłem, że mój przenośny nocleg zaczyna się palić! - relacjonuje prosto z trasy dla „Gościa Wrocławskiego” Jacek Zapotoczny.

Oławianin zareagował bardzo przytomnie. Od razu wyrzucił z wózka butlę gazową i by ugasić rozprzestrzeniający się ogień wylał swój cały zapas wody.

- Dobrze, że nie spałem twardym snem, bo mógłbym się udusić w ciasnej plandece. Dzień wcześniej zatrułem się żółtym serem, wymiotowałem i miałem gorączkę, więc nie czułem się najlepiej - opowiada biegacz, który trwa w pielgrzymce biegowej z Oławy do Fatimy.

Głupi dowcip przeobraził się w ogromne niebezpieczeństwo. Jacek podejrzewa, że ktoś podłożył w nocy pod jego wózek racę. Słyszał też śmiech kilku osób, ale gdy wyskoczył w czasie incydentu na zewnątrz, nikogo nie było. Krzyczał i wzywał pomocy, ale nikt się nie pojawił, choć było to praktycznie pod urzędem miasta.

- Plandeka od spodu jest przysmalona, płyta drewniana spalona, śpiwór nadpalony, spaliły się przy tym flagi. Zastanawiam się, co teraz zrobić. Jestem rozbity i przestraszony. Tego bym się nigdy nie spodziewał - mówi 26-latek, który przebył już ponad 1300 kilometrów i doświadczył wiele dobra od napotkanych ludzi.

Obecnie fizycznie oławianin czuje się trochę lepiej. Gorączka minęła, ale organizm trudniej się regeneruje. W wózku nie da rady do końca się wyspać, więc myśli nad kupnem materaca i kilkudniowej przerwie w biegu.

- Gdy ugasiłem ogień, nie mogłem zasnąć do rana. Bałem się każdej przejeżdżającej ciężarówki, bo myślałem, że we mnie wjedzie. Muszę to wszystko przemyśleć, jestem teraz kłębkiem nerwów. Uzupełniłem zapas wody, ale nigdzie się nie ruszam - mówi Jacek Zapotoczny.

Jest w stałym kontakcie z rodziną, która namawia biegacza do powrotu. Jacek za kilka godzin podejmie decyzje, czy będzie kontynuował pielgrzymkę do Fatimy. Obecnie znajduje się przed Masywem Centralnym, ok. 90 km od Lyonu i 35 km od Saint-Etienne.

Redakcja „Gościa Wrocławskiego” prosi o modlitwę za Jacka o wytrwałość i podjęcie słusznej decyzji. Poniżej zdjęcia nadesłane od Jacka.

Ktoś w nocy podpalił wózek Jacka Zapotocznego!  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ktoś w nocy podpalił wózek Jacka Zapotocznego!  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ktoś w nocy podpalił wózek Jacka Zapotocznego!  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ktoś w nocy podpalił wózek Jacka Zapotocznego!  

 

 

 

 

 

 

Ktoś w nocy podpalił wózek Jacka Zapotocznego!  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ktoś w nocy podpalił wózek Jacka Zapotocznego!  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama