Nowy numer 48/2020 Archiwum

Film "Wołyń" zszokował młodzież

Podczas kolejnego pokazu specjalnego filmu "Wołyń" organizowanego przez redakcję "Gościa Wrocławskiego" w sali kinowej zasiadło 250 uczniów Technikum nr 1 z Wołowa. Jak odebrali obraz Wojciecha Smarzowskiego?

Do Multikina Pasaż Grunwaldzki przyjechała praktycznie cała szkoła z inicjatywy ks. Wojciecha Buźniaka, katechety. Pokaz specjalny stał się dla uczniów nietypową i bardzo pouczającą lekcją historii, tym bardziej ze względu na obecność p. Stanisława Srokowskiego.

Autor książki „Nienawiść”, na podstawie której oparto scenariusz filmu „Wołyń”, główny konsultant merytoryczny przy produkcji, w krótkiej prelekcji przed seansem przybliżył zebranym historię ludobójstwa przedstawionego w filmie.

Podkreślił, że reżyser starał się pokazać bardzo uczciwie i rzetelnie tamtą rzeczywistość. Dotyczy to również odwetu Polaków na Ukraińcach, który jest właściwie potwierdzeniem zbrodni.

- Gdyby nie było ludobójstwa, nie doszłoby do odwetu, który, jak powinniśmy podkreślać, miał niewspółmiernie mniejszy zasięg niż sama rzeź - mówił Stanisław Srokowski.

Od razu też potępił odwet stwierdzając, że każdy akt nienawiści, obojętnie z której strony nadchodzi, jest złem. Ale warto pamiętać, że agresja z polskiej strony wynikała z wielkiej bezradności na wylewające się wokoło okrucieństwo.

Dlaczego doszło do tak strasznego ludobójstwa?

- Ukraińcy chcieli zbudować swoje niezależne państwo i za wzór wzięli sobie model hitlerowski. Hitler dokonywał strasznych mordów, nacjonaliści ukraińscy także. Zabijali nie tylko Polaków, ale Ormian, Żydów, Cyganów, a także wielu swoich rodaków, którzy nie wspierali tej zaplanowanej rzezi - tłumaczył młodzieży gość specjalny pokazu.

Wspomniał także o Ukraińcach, którzy nie popierali tej fali nienawiści i zaznaczył, że każda wojna jest złem, bo rodzi barbarzyństwo i niesie za sobą straszne żniwo śmierci.

- Film dotyka jeszcze jednej bardzo ważnej płaszczyzny i stawia niezwykle istotne w czasach współczesnych pytanie: Co się dzieje z człowiekiem, kiedy zapomina o Bogu? Świat bez Boga nie ma wartości i wtedy człowiek doprowadza do ruiny samego siebie. Film mówi o zatracaniu wartości przez narody, które muszą żyć w świecie jakiegoś porządku, żeby nie popaść w chaos - wyjaśniał Stanisław Srokowski.

Jak odebrali go uczniowie i pedagodzy?

- Film jest bardzo ważnym wydarzeniem, jeśli chodzi o polską kinematografię. Przekazuje najważniejsze wartości, które są bardzo potrzebne w życiu zwłaszcza młodego człowieka. Nasza polska historia jest coraz bardziej deptana, dlatego tym bardziej się cieszę, że mogliśmy przyjechać tutaj z młodzieżą. Dla naszych uczniów ponagimnazjalnych nie jest to obraz drastyczny. O wiele bardziej okrutne sceny spotykają w ulubionych grach komputerowych. A tutaj pokazana jest przecież prawda, od której nie można uciekać - mówił zaraz po seansie Sebastian Simlat, nauczyciel języka polskiego.

- Odbiór u mnie był bardzo emocjonalny, dlatego, że ta historia dotyczy mojej rodziny ze strony mamy. Znałam ją od małego, bo babcia pilnowała, żeby dzieci i wnuki o tych trudnych losach Polaków na Kresach usłyszały. Powtarzam je także swoim dzieciom. Uważam, że film w sposób drastyczny, ale bardzo profesjonalny i wierny odtwarza tragiczne wydarzenia z ziemi wołyńskiej - mówi Magdalena Kuska, wicedyrektor wołowskiego technikum.

Podkreśla, że przyjechała do kina z całą szkołą, ponieważ chciała razem z nauczycielami wzbudzić u młodzieży chociaż na chwilę taką myśl, że historię swojego kraju i swoich przodków należy znać i pielęgnować. - Myślę, że wielu naszych uczniów nie poszłoby do kina na ten film, a w grupie nastąpiła pewna mobilizacja - dodaje wicedyrektor.

- Cieszymy się, że mogliśmy zobaczyć "Wołyń". Był bardzo mocny. Zrobił na nas wrażenie, szczególnie to okrucieństwo Ukraińców podczas napadania na wioski. Scena, które mnie poruszyła, to rozrywanie końmi emisariusza, żołnierza Armii Krajowej Zygmunta Jana Rumla. Nie możemy o tej historii zapomnieć, bo ona jest częścią polskiej tożsamości - mówi Mateusz Duszyński.

- Najbardziej zapadła mi w pamięć postać Zosi, dlatego, że ukazywała wielką matczyną miłość. Polka dzielnie opiekowała się swoim dzieckiem, gdy naokoło śmierć zbierała żniwo. Może nam służyć za wzór. Przed oczami mam scenę, jak banda  UPA wyrywa matce niemowlaka i poprzebija go widłami. To straszne - dzieli się Paulina Machel.

- Mimo tych strasznych tragedii wokół siebie, tego piekła, Zosia wciąż wierzyła w miłość do ukochanego i do dziecka. To budujące, że w tym całym morzu nienawiści miłość okazuje się silniejsza - puentuje Patryk Leciejewski.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama