Nowy numer 3/2021 Archiwum

O życiu na "kocią łapę"

Za nami pierwsza konferencja z cyklu "Parowiec" w DA "Redemptor". Prelekcję pt. "Mieszkanie razem przed ślubem - dlaczego nie?" wygłosił opiekun duszpasterstwa o. Mariusz Simonicz CSsR.

Redemptorysta na początku podkreślił, że nie wolno na ten temat milczeć. Podkreślił, że ważne są dwa czynniki: wiary oraz emocjonalny. Trzeba jednak zwrócić uwagę na formę przekazu, bo można powiedzieć komuś prawdę jednocześnie traktując go tak, że zamknie się w sobie. Najprościej jest powiedzieć: "Warto żyć inaczej".

Młodzi ludzie często myślą, że ślub bez wspólnego mieszkania jest szaleństwem. Tłumaczą to potrzebą przetestowania związku. Jest to oczywiście mit. Ojciec Mariusz pytał nieco żartobliwie: "Czy testujesz telewizor zanim go kupisz?". Zaznaczył, że pierwszą kwestią jest trwałość. Małżeństwo jest zobowiązaniem. - Nie jest łatwo wylogować się z małżeństwa - mówił. Przekonywał, że jeśli pojawią się problemy, to w relacji partnerskiej możemy się rozstać, nie ma żadnego zobowiązania. W małżeństwie wspólne pokonanie owych problemów i scala związek.

Duszpasterz zaznaczył, że celem zamieszkania razem przed ślubem nie jest intymność, dzielenie się duchowe, czy też emocjonalne. Jest nim coś więcej, jest nim namiętność. Bliskość, zrozumienie - te kwestie schodzą na drugi plan. Pragnieniem jest  skonsumowanie związku.

O. Mariusz przypomniał, że związek to nie przedmiot, który trzeba przetestować. Redemptorysta podał też dane statystyczne, z których wynika, że aż 73 proc. małżeństw, które zamieszkały razem przed ślubem rozpadło się. Zwrócił też uwagę, że rosnąca popularność konkubinatów pokazuje, iż ludzie boją się zobowiązania, boją się podjąć decyzji na całe życie. - Nad związkiem trzeba pracować. Udany związek trzeba budować od podstaw. Istotne jest, że ja ci nie daję od razu wszystkiego co mam. Musisz okazać się osobą godną obdarowania - wyjaśniał.

W dalszej części konferencji o. Simonicz zwrócił uwagę, że młodzi tłumaczą decyzję zamieszkania razem ich wzajemną miłością. Podkreślił istnienie dwóch postaw. Pierwsza to spojrzenie na małżeństwo jako wyraz miłości. Druga, bardziej egoistyczna, wyraża się w słowach: "kocham Cię i będę z Tobą dopóki będzie nam razem dobrze, a jak nie to się kulturalnie rozstaniemy". - Jednak przed małżeństwem osoby nie należą do siebie. Będąc parą nie mają praw do siebie. Sama miłość nie daje nam prawa do drugiej osoby - tłumaczył. Zaznaczył także, że te argumenty nie będą przemawiać do osób niewierzących.

Warto zwrócić uwagę, że młodzi ludzie podejmują te decyzje świadomie i dobrowolnie. Również świadomie i dobrowolnie przekraczają przykazanie. Stwarzają okazję do grzechu przez co nie mogą otrzymać rozgrzeszenia. Samo narażanie się też jest grzechem.

- Inne jest serce mężczyzny, a inne kobiety. To serce trzeba w tym okresie dopasować, a nie ciało - przekonywał studentów o. Mariusz. Przypomniał również prawo pierwszych połączeń. Na czym ono polega? Każde pierwsze doświadczenie staje się swoistym wzorcem dla kolejnych. Jeżeli odbyło się w lęku, to te lęki zostaną w podświadomości w innych relacjach. Może to prowadzić do wielu negatywnych skutków, np. chorobliwej zazdrości.

Duszpasterz akademicki zaznaczył, że rozwiązaniem nie jest wspólne mieszkanie bez współżycia. To nic nie znacząca deklaracja. Wspólne mieszkanie to nie tylko seks, ale również wspólne, małżeńskie problemy. Zaznaczył, że wbrew wszelkim pozorom bycie razem może utrudnić wzajemne poznanie, bo do tego potrzebny jest dystans.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama