GN 48/2020 Archiwum

Mamo, mamo dobij!

"Na tę egzekucję KBW przyszło podpite. I nie, że sędzia odczytał wyrok. Wyprowadzili, oczy zawiązane i karabinami, jak tylko mogli, tak siekli. W trakcie brutalnej egzekucji ranna Helena Motyka miała głośno krzyczeć: »Mamo, mamo dobij!«".

Gdy w środku pięknego polskiego lata, 18 lipca 1946 roku, w więzieniu przy ul. Kleczkowskiej 35 we Wrocławiu prokurator odczytywał wyrok, śpiewali „Pod Twoją obronę”. W ostatniej chwili przed śmiercią, tuż po pocałowaniu krzyża, razem krzyknęli: „Niech żyje Polska!”. Wśród nich była 22-letnia Helena Motykówna, aresztowana i skazana na karę śmierci wraz z innymi żołnierzami z oddziału. Do samego końca nie straciła hartu ducha i nie dała satysfakcji stalinowskim oprawcom.

- To jedyna zidentyfikowana kobieta pól 81A oraz 120 - Kwater Ofiar Terroru Komunistycznego. Co więcej, „Dziuńka” została stracona, gdy była w zaawansowanej ciąży (8.–9. miesiąc) - mówi Eugeniusz Gosiewski, wiceprezes Stowarzyszenia „Odra–Niemen”.

Naoczny świadek wydarzenia, Idzi Gatner, napisał potem:

"Pod mur postawili tę kobietę w ciąży [Helenę Motykę] i tego Idziego [Piszczałkę] i innych. Ja to widziałem. Ile tam było, dwadzieścia, trzydzieści metrów. Na tę egzekucję KBW przyszło podpite. I nie, że sędzia odczytał wyrok. Wyprowadzili, oczy zawiązane i karabinami jak tylko mogli, tak siekli. W trakcie brutalnej egzekucji ranna Helena Motyka miała głośno krzyczeć: »Mamo, mamo, dobij!«. Więźniowie, słyszący i obserwujący dramatyczny przebieg rozstrzeliwania skazanych, rzucili się wówczas do okien i zaczęli walić w miski. Był to ich protest".

Razem z Heleną zamordowano jeszcze innych żołnierzy: Romana Roszkowskiego, Edwarda Szemberskiego i Idziego Piszczałkę. Szczątki Heleny Motykówny spoczywają na cmentarzu osobowickim we Wrocławiu.

Mamo, mamo dobij!   Helena Motykówna "Dziuńka" stracona została w zaawansowanej ciąży 18 lipca 1946 w więzieniu na ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu. Archiwum Odry-Niemen

***
Eugeniusz Werens ps. „Pik” po wojnie dotarł do Wrocławia, gdzie nawiązał kontakty z byłymi członkami Armii Krajowej i Narodowej Organizacji Wojskowej. 26 stycznia 1946 roku, w mundurze kapitana Wojska Polskiego, w towarzystwie dwóch kompanów udał się do kawiarni „Odrodzenie”, mieszczącej się przy ul. Szczytnickiej. Pech chciał, że zastali w niej kocioł Urzędu Bezpieczeństwa. Doszło wówczas do strzelaniny, w wyniku której zginęło trzech funkcjonariuszy UB i MO, a Eugeniusz Werens został ranny w nogę. Podczas udanej ucieczki ucierpiał jeszcze bardziej w wypadku samochodowym.

- Niestety, nie miał potem szczęścia. Kilka miesięcy później, w drugiej połowie maja, bezpieka trafiła na trop grupy „Pika”. Został aresztowany jako ostatni w Kielcach wraz z żoną i jej rodziną. Na początku przewieziono go do aresztu WUBP we Wrocławiu, a następnie trafił do więzienia przy ul. Kleczkowskiej - mówi wiceprezes Stowarzyszenia „Odra–Niemen”. Po jednodniowym procesie Werens z resztą swej grupy usłyszeli wyroki śmierci. Wykonano je 16 kwietnia 1947 roku w więzieniu przy ul. Kleczkowskiej.

- Wcześniej żonę Werensa, Krystynę Matuszczak, skazano na 7 lat. W więzieniu na świat przyszła ich córka Lucyna, którą pozwolono ojcu zobaczyć tylko raz - dodaje Gosiewski. Ciało Eugeniusza Werensa pochowano na cmentarzu osobowickim. Szczątki zostały zidentyfikowane w wyniku prac zespołu prof. Krzysztofa Szwagrzyka z IPN.

Mamo, mamo dobij!   Po jednodniowym procesie Eugeniusz Werens ps. "Pik" z resztą swej grupy usłyszeli wyroki śmierci Archiwum Odry-Niemen

 

***

We Wrocławiu do dzisiaj mieszka sporo rodzin żołnierzy wyklętych, którzy tu żyli, walczyli, a potem byli sądzeni i mordowani. Należy do nich mjr Zbigniew Lazarowicz ps. „Bratek”, członek AK oraz Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Żołnierz niezłomny oraz syn jednego z wielkich niezłomnych - ppłk. Adama „Klamry” Lazarowicza – członka kierownictwa Zrzeszenia WiN, więźnia politycznego, zabitego 1 marca 1951 w więzieniu mokotowskim w Warszawie.

To właśnie w kolejne rocznice mordu członków IV Zarządu WiN obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

- Wszyscy przeszli okrutne trzyletnie śledztwo, z nieustannym biciem, głodzeniem i torturami. Każdemu z nich proponowano kolaborację. Bez wahania odmawiali, świadomie wybrali śmierć. Jestem dumny z działań ojca i swoich. Cieszę się, że po latach zakłamywania historii żołnierzy drugiej konspiracji, Polska poznaje prawdę o tych bohaterach - mówi Zbigniew Lazarowicz.  

Mamo, mamo dobij!   Na pamiątkę m.in. egzekucji Adama Lazarowicza ps. "Klamra" uchwalono Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych Zasoby internetu

 

 

 

 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama