Nowy numer 3/2021 Archiwum

Uczta czeka

O tym, jak zasiąść do stołu słowa Bożego i zacząć korzystać z jego skarbów, mówi ks. dr hab. Rajmund Pietkiewicz – biblista, prorektor Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu.

Agata Combik: Gdzie w naszej archidiecezji szukać solidnej formacji biblijnej?

Ks. dr hab. Rajmund Pietkiewicz: Takim miejscem jest na pewno Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu, gdzie wiedzę biblijną można zdobywać w ramach studiów magisterskich – stacjonarnych czy niestacjonarnych, studiów podyplomowych – teologicznych oraz teologiczno-katechetycznych. Niedawno na PWT ruszył dwuletni kurs biblijny – organizowany we współpracy z Dziełem Biblijnym, które w archidiecezji podejmuje również rozmaite biblijne inicjatywy. Klaretyni w swojej parafii pw. św. Wawrzyńca we Wrocławiu prowadzą Szkołę Formacji Biblijnej, w wielu parafiach działają Kręgi Biblijne.

Jak zacząć lekturę Pisma Świętego? Czytać je „od deski do deski” czy może raczej koncentrować się na czytaniach z danego dnia?

Moim zdaniem, żeby czytać Biblię na wyrywki, na przykład pochylając się nad czytaniami z liturgii niedzielnej, trzeba znać kontekst całości. Chrześcijanin przynajmniej raz w życiu powinien przeczytać Pismo Święte w całości. Myślę, że najlepiej zacząć od Nowego Testamentu – od Ewangelii, Dziejów Apostolskich, następnie można sięgnąć po listy św. Pawła, Apokalipsę. W takiej kolejności, bo kiedy przeczytamy w Dziejach Apostolskich o podróżach św. Pawła, będziemy lepiej rozumieli, jak powstawały jego listy, pisane do wspólnot, które odwiedzał, czy do współpracowników.

A Stary Testament?

Tu lekturę proponowałbym zacząć od ksiąg historycznych, począwszy od Księgi Rodzaju po 2 Księgę Machabejską. Pewne fragmenty – jak listy imion czy opisy starotestamentowych obrzędów – można początkowo pominąć. Osoby zaczynające spotkanie z Biblią mogą „utknąć” przy tych opisach i zniechęcić się – nie zaszkodzi więc, jeśli zostawimy je na później. Po lekturze najważniejszych ksiąg historycznych sięgnijmy po księgi mądrościowe i prorockie (najtrudniejsze).

Z jakich pomocy korzystać?

Można sięgnąć po wydania Pisma Świętego opatrzone obszerniejszym komentarzem niż Biblia Tysiąclecia – choćby po Biblię Paulistów (Edycji św. Pawła) czy Biblię Poznańską. Mogę polecić „Ewangelie z komentarzem duszpasterskim” o. Tadeusza Loski SJ. Nie brak portali z komentarzami, homiliami, pomocami do lectio divina (spotkania ze słowem Bożym przez lekturę, rozważanie, następnie osobistą modlitwę i kontemplację – lectio, meditatio, oratio, contemplatio). Jeśli chodzi o przygotowanie do liturgii niedzielnej, poleciłbym na przykład audycje w Radiu Maryja (piątki o 18.45 – „W poszukiwaniu Słowa” – z komentarzami członków Stowarzyszenia Biblistów Polskich) czy codzienne krótkie komentarze w Telewizji Trwam.

Czy warto uczyć się biblijnych tekstów na pamięć, skoro raz po raz następują zmiany w tłumaczeniu Pisma Świętego?

Warto. Tradycja przyswajania ich sobie jest bardzo dawna – pierwsi chrześcijanie znali na pamięć cały psałterz i Ewangelie. Chodzi o to, by słowo Boże nosić w sercu. Sam kiedyś uczyłem się na pamięć Listu do Hebrajczyków i zacząłem wtedy o wiele lepiej go rozumieć. Zobaczyłem, jak często powtarzają się w nim pewne zwroty, jak powracają niektóre motywy – zrozumiałem strukturę tego tekstu. W Ruchu Światło–Życie jest zwyczaj wybierania na każdy dzień „Słowa Życia”. Może to być zdanie czy kilka słów, które nam towarzyszą, do których wracamy. To bardzo pożyteczna praktyka.

Niektórzy kładą nacisk na zdobycie jak największej wiedzy biblijnej, inni twierdzą, że najważniejsza jest modlitwa, zastanowienie się, co przez dany tekst Bóg do mnie mówi…

Czytając słowo Boże, powinniśmy szukać najpierw sensu wyrazowego – odkrywać, co natchniony autor miał na myśli. Przydaje się tu wiedza biblijna. Każdy inny sens Pisma Świętego bazuje na wyrazowym. Dalej pytać należy o sens duchowy – zgłębiając jednocześnie Stary Testament i Nowy Testament, widzimy w NT wypełnienie zapowiedzi zawartych w ST. Szkołą takiej lektury jest liturgia. Kiedy już znamy obiektywny sens tekstu, wyrazowy i duchowy, wtedy możemy zadać sobie kolejne pytanie: co mnie osobiście w tym tekście uderza, co Bóg do mnie przez niego mówi? Jeśli zaczniemy od tego ostatniego pytania, to istnieje groźba, że nasza lektura będzie bardzo subiektywna; może się okazać, że błędnie interpretujemy tekst.

Szczególną formą życia słowem Bożym jest modlitwa liturgią godzin…

Jest ona oparta na modlitwie psalmami, która ma bardzo długą tradycję, nie tylko wśród chrześcijan, ale i u Żydów. To w ich środowisku powstała Księga Psalmów. Można je czytać w sensie wyrazowym, zastanawiając się m.in., jak konkretnie powstał dany psalm, w jakich okolicznościach, gdzie. Liturgia godzin pokazuje także duchową drogę modlitwy psalmami. W psałterzu odkryć można wiele zapowiedzi Chrystusa, Jego męki, śmierci, zmartwychwstania, a także zapowiedzi Kościoła. Bardzo pomocne przy modlitwie psalmami są krótkie komentarze umieszczone przed nimi w brewiarzu, tzw. argumenty, zaczerpnięte z tekstów ojców Kościoła. Można popatrzeć także na psałterz jako na ideał modlitwy i pytać: czy ja umiem tak się modlić? Mamy psalmy na każdą okazję. Przykładowo psalm 51 jest przeznaczony dla człowieka, który widzi swój grzech i chce za niego odpokutować; mamy psalmy poranne, psalmy uwielbienia. W liturgii godzin jesteśmy jakby włączeni w rozmowę Boga Ojca i Syna Bożego, w wewnętrzny dialog Osób Trójcy (co widać choćby w Ps 110). Najważniejsze w karmieniu się słowem Bożym to… zacząć.

agata.combik@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama