GN 48/2020 Archiwum

To był wielki dar Boży dla Wrocławia

Przygotowania i przebieg 46. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego we Wrocławiu wspomina bp Edward Janiak, dziś ordynariusz diecezji kaliskiej, a wówczas biskup pomocniczy archidiecezji wrocławskiej i kierownik sekretariatu wydarzenia.

Karol Białkowski: Pamięta Ekscelencja, kiedy dowiedzieliście się w Kurii Metropolitalnej o tym, że 46. MKE odbędzie się we Wrocławiu?

Bp Edward Janiak: W kwietniu 1993 roku. Mam wpisany w pamięci taki niezwykły telefon, który odebrałem po południu od ks. Stanisława Dziwisza, sekretarza Ojca Świętego, z pytaniem, czy kard. Henryk Gulbinowicz jest w rezydencji. Wówczas dowiedziałem się, że za piętnaście minut będzie rozmowa telefoniczna Jana Pawła II z kardynałem. Właśnie wtedy zapadła decyzja, że 46. Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny odbędzie się we Wrocławiu. Oficjalne pismo skierowane z Watykanu, podpisane przez papieża, datowane jest na 29 maja 1993 roku.

Jaka była motywacja Ojca Świętego, żeby MKE odbył się właśnie w stolicy Dolnego Śląska?

Jako odpowiedź najbardziej stosowny będzie cytat z listu Ojca Świętego. „Tak oto, po raz pierwszy w historii Kongresów, przyszła kolej na Polskę, a w szczególności na prastarą Archidiecezję Wrocławską. Za cztery lata będzie ona gospodarzem światowego spotkania wiernych wokół Tajemnicy Eucharystii. To zaszczytne zadanie powierza się Kościołowi polskiemu, dla którego rok 1997 będzie również rokiem obchodów tysiąclecia męczeńskiej śmierci Świętego Wojciecha, Patrona naszej Ojczyzny. Zadanie to powierzone zostaje w sposób szczególny jednej z najstarszych diecezji polskich, która już wkrótce obchodzić będzie własne tysiąclecie. (…) Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny odbywający się w Europie Środkowo-wschodniej, podnoszącej się do życia w wolności po latach ateistycznego zniewolenia, będzie wymownym świadectwem wiary i pobożności eucharystycznej, która pomimo przeszkód lub wręcz prześladowań religijnych zachowała niezwykłą głębię i bogactwo form. Będzie to więc Kongres wymiany darów duchowych pomiędzy Kościołami Wschodu i Zachodu, Północy i Południa, niemal w wigilię Roku 2000”.

Ogromne przedsięwzięcie, jakim była organizacja wydarzenia, spędzała sen z powiek Księdzu Biskupowi? Co było najtrudniejszym wyzwaniem? A może było coś, co z perspektywy czasu okazało się zabawną historią?

Od strony organizacyjnej było to wyzwanie skierowane do wszystkich mieszkańców, gdyż wszystkim nam zależało na tym, aby Wrocław pokazać światu od najlepszej strony. Widoczne było zaangażowanie władz państwowych, wojewódzkich i miejskich, nie mówiąc już o strukturach kościelnych. Stworzyliśmy sekcje przygotowujące kongres włączające przedstawicieli świeckich. W delegacji udaliśmy się do Sewilli, miejsca ostatniego Kongresu. Był to piękny okres integracji środowiska kościelnego i władz wojewódzkich oraz miejskich. Trudności było wiele. Dotyczyły przede wszystkim infrastruktury hotelowej. 20 lat temu baza nie była tak dobrze rozbudowana jak dziś. W związku z tym najpiękniejsze świadectwo dali mieszkańcy Wrocławia. Otworzyli domy rodzinne dla gości pochodzących ze Wschodu, a było ich ponad piętnaście tysięcy. Co do zabawnej historii, to przedstawię jedno ze spotkań w Sekretariacie Kongresu, gdzie mieszkańcy Wrocławia zgłaszali gotowość przyjęcia gości zagranicznych. Byli tam zaangażowani wolontariusze – studenci znający języki obce. Byłem w biurze, gdy przyszła do mnie wolontariuszka Marta i poprosiła, abym sam przyjął pewne małżeństwo, ponieważ ona nie wie, co im odpowiedzieć. Byłem już wtedy kilka miesięcy biskupem i musiałem mieć dużą samokontrolę w tym, co mówiłem, mając świadomość pełnionego urzędu. Otóż ci państwo zgłosili 5 pokoi do naszej dyspozycji. Trudność była w tym, że był to... klub nocny. Decyzją władz miasta w czasie tak wielkiego wydarzenia religijnego miały być zamknięte wszystkie kluby i agencje nocne oraz nocne sklepy z alkoholem. Bardzo jasno i stanowczo musiałem powiedzieć, że nie możemy skorzystać z tej oferty. Podziękowałem za chęć, a pan, wychodząc z biura, powiedział mi, żebym przemyślał tę decyzję, ponieważ oni są gotowi wyłączyć neony i nikt by się nie zorientował, gdzie mieszkał. Mówię o tym, ponieważ ten fakt oddaje klimat w mieście – życzliwość wszystkich środowisk i wielkie zaangażowanie mieszkańców, którzy starali się stanąć na wysokości zadania.

Przygotowanie Kongresu to zadanie nie tylko dla władz diecezji. Zapewne i mieszkańcy Wrocławia zdali egzamin. Decyzja o organizacji MKE zapadła w zaledwie 3 lata po upadku komunizmu. Czy to był dobry czas, by tak ogromne przedsięwzięcie przeprowadzić?

Bolesne doświadczenie trudnego okresu minionego było bardzo dobrą okazją, by proklamować Eucharystię jako źródło wolności. W tzw. testo base opracowanym przez teologów środowiska wrocławskiego na podstawie hasła kongresowego „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1) zaznaczono, że być może nigdy przedtem tak jak w naszym wieku nie został odczuty powiew wolności, a jednocześnie podeptane zostały podstawowe prawa ludzi i narodów. „Ludzkość naszego stulecia osiągnęła wspaniałą dojrzałość własnej świadomości dotyczącej godności osoby, ale też być może nigdy przedtem nie dokonano tak straszliwych zbrodni przeciw wolności i prawom człowieka. Zjawisko wolności ludzkiej, społecznej i politycznej, odzyskanej niedawno po wielu latach totalitaryzmu w krajach Europy Wschodniej, a jednocześnie kryzys prawdziwej wolności odczuwany również w krajach rozwiniętych i z długą tradycją demokratyczną, stanowią poważne wyzwanie dla Kościoła”. Patrząc z perspektywy czasu, myślę, że był to dobry okres na przygotowanie ogromnego wydarzenia religijnego, biorąc pod uwagę dobrą współpracę z Komitetem dla MKE z kardynałem Eduardo Gagnonem na czele.

Jakie owoce pozostały po 46. MKE?

Myślę, że owoce Kongresu Eucharystycznego we Wrocławiu są bogate i różnorodne. Mają wymiar duchowy, materialny oraz budowały poczucie tożsamości Wrocławian. W wielu parafiach archidiecezji wrocławskiej powstały kaplice całodziennej adoracji Najświętszego Sakramentu i ten piękny duchowy owoc trwa do dzisiaj. Zostało też przygotowane tzw. dzieło charytatywne. Powstał dom opieki dla ludzi chorych w Henrykowie prowadzony Caritas. Kongres był wyzwaniem, w którym widzieliśmy szansę na budowanie wspólnoty. Zależało nam, by przygotować się dobrze organizacyjnie na przyjęcie gości, okazać zarówno piękno, jak i duszę miasta – otwartość, gościnność i atmosferę, którą tworzą wrocławianie. Odnowiono Ostrów Tumski i rynek wraz z iluminacją, Halę Stulecia, port lotniczy, poświęcono odbudowane świątynie, ale też sześć nowych konsekrowano z racji Kongresu. Kongres był też promocją Polski i Wrocławia; zapisał się w historii miasta jako wyjątkowe wydarzenie, otwierając drogę do dalszego rozwoju stolicy Dolnego Śląska.

Nie zapytałem jeszcze o szczególnego gościa. Jak Ekscelencja wówczas zapamiętał pobyt Ojca Świętego Jana Pawła II we Wrocławiu?

Jako głębokie przeżycie, uczucie radości z licznych spotkań z umiłowanym Ojcem Świętym w naszym Wrocławiu – od powitania w drodze z lotniska, kiedy papież błogosławił nowy kościół na osiedlu Gądów, poprzez spotkania w ratuszu, przejazd ulicami miasta, po pamiętną „Statio Orbis” – Mszę św. na zakończenie Kongresu przy Hotelu „Wrocław” z udziałem rzeszy pielgrzymów. Zapamiętaliśmy słynne kichnięcie Ojca Świętego, które – jak powiedział z rozbrajającym uśmiechem – miało „charakter ekumeniczny”. Wspominam również wyjątkowo uroczystą procesję Bożego Ciała, w której uczestniczyły tłumy wrocławian, z intrygującą tęczą, która pojawiła się nad miastem. Po 20 latach, z tak dużej perspektywy czasu, uważam, że organizowanie i przeżycie 46. MKE było wielkim darem Bożym.

karol.bialkowski@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama