Nowy numer 48/2020 Archiwum

Bardzo szczęśliwa trzynastka

Przykład rodziny Komorowskich pokazuje, że najbardziej „pechowa” liczba na świecie może oznaczać wielkie życiowe szczęście.

Najstarsze dziecko ma 40 lat, najmłodsze – 16. Szczęście państwa Elżbiety i Zdzisława Komorowskich z Ujeźdźca Małego k. Trzebnicy ma 13 twarzy. To Beata, Magdalena, Kamila, Tomasz, Karol, Krzysztof, Katarzyna, Malwina, Milena, Mariusz, Arkadiusz, Daria oraz Oliwia.

Prawdziwa satysfakcja

Pierwszy raz rodzicielską radość poczuł w wieku 22 lat. Gdy jako trzynasta i ostatnia rodziła się Oliwia, miał 46 lat. Nigdy nie zakładali z małżonką, że ich rodzina rozrośnie się do tego stopnia. – Chcieliśmy stworzyć wielodzietną familię, ponieważ żona wychowywała się tylko z bratem, a ja ze starszą o 13 lat siostrą, która szybko wyszła z domu i zostałem sam – opowiada mąż i ojciec Zdzisław. Najtrudniejsze momenty przechodzili przy ostatnich narodzinach. Bali się o los Oliwii ze względu na swój wiek, że nie zdążą jej wychować, że będzie miała najtrudniej. – Wszystkie nasze pociechy urodziły się zdrowe. Oczywiście nigdy nie było nam lekko, ale z drugiej strony nie mogę powiedzieć, żebyśmy znaleźli się w sytuacji dramatycznej – wspomina. Każde narodziny przebiegały bez komplikacji. Mężczyzna przyznaje, że Boże błogosławieństwo nie opuszczało rodziny. – Udało się wychować dzieci na porządnych ludzi. To nasza wielka satysfakcja – mówi dzisiaj 62-letni Z. Komorowski.

Jakim cudem?

W domu państwa Komorowskich panował zawsze klimat szczerości, uczciwości i łagodności. – Jesteśmy osobami wierzącymi, modlimy się regularnie i uczęszczamy do kościoła, dlatego też dzieci wzrastały w duchu chrześcijańskiej miłości – opowiada ojciec rodziny. Najtrudniejsze czasy już dawno minęły. Teraz to dzieci bardziej pomagają rodzicom, odwdzięczając się za trud wychowywania. Rodzice musieli ciężko pracować w gospodarstwie, ale nigdy nie pozwolili, by ich pociechy były zaniedbane. – Nie miały gorzej niż w innych rodzinach. Nie musiały się wstydzić ani my za nie. W szkole nie sprawiały problemów, były chwalone i doceniane. Nie zdarzyło się, żeby ktoś mi się skarżył na dzieci – nie ukrywa mężczyzna. Wielu pytało: jakim cudem można dobrze wychować 13 dzieci? Gdzie leży klucz do takiego życiowego sukcesu? – Choć skończyłem 60 lat, papierosa nie wypaliłem, nigdy nie byłem pijakiem. Myślę więc, że ważny jest przykład rodziców. Moja żona to kobieta robotna, dzieci zawsze utrzymywała w czystości. Dziś, gdy przychodzi niedziela lub święta, idziemy do kościoła, wszyscy wspólnie siadamy w ławce. To właśnie odbieram jako sukces. Choć rodzic już emeryt, może trochę zgarbiony, krzywy, dzieci dalej stoją przy nim i wspierają go. Nie wstydzą się. Tak działa Boża łaska – tłumaczy Z. Komorowski.

Radosny hałas

Komorowscy to rodzina zaangażowana w życie parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Koczurkach. Od wielu lat udzielają się na miarę swoich możliwości we wspólnocie kościoła filialnego pw. NMP Królowej Polski w Koniowie. – Żyję w rodzinnym hałasie, który daje wiele radości. Rodzina się rozrasta, mamy już pięcioro wnuków. Wszyscy jesteśmy zżyci – opisuje ojciec i dziadek. Jak stwierdza, współcześnie ludzie gonią za majątkiem, pieniądzem, ustatkowaniem się, a potomstwo odkładają „na potem”. A u Komorowskich odwrotnie. – Nigdy pod mostem nie mieszkaliśmy. Trzeba było mocniej zakasać rękawy, bo życie nie było usłane różami, ale nikt głodny nie chodził. Od nikogo nie braliśmy, sami na wszystko zapracowaliśmy – zaznacza. Dzieci widziały, że rodzicom nie jest lekko, i od kiedy mogły, pomagały w gospodarstwie, zarabiały dodatkowe pieniądze i kupowały sobie potrzebne ubrania, przybory itd. Dzięki temu nabrały pokory i nauczyły się dyscypliny oraz pracowitości, co zaowocowało w przyszłości. Rodzice rozmawiali z nimi o wartości pracy, rozsądnym podejściu do pieniądza, pomaganiu sobie w rodzinie. Po wielu latach w trudzie wychowania i dorobku Zdzisław Komorowski dochodzi jednak do smutnej konkluzji, że nie otrzymywał znaczącego wsparcia od otoczenia, choćby ze strony władz lokalnych. – Nie odczułem nigdy specjalnej pomocy czy jakiejś ulgi z powodu wielodzietności. Nie mam o to żalu, ale stwierdzam po prostu fakt. Najbliższe środowisko reagowało najczęściej zdziwieniem, jak dajemy radę z taką gromadą dzieci. Pochwał ze świecą szukać – podsumowuje. Dzisiaj dzieci są jego pociechą, nagrodą i satysfakcją. Niedawno obchodził z żoną 40. rocznicę zawarcia sakramentu małżeństwa.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama