Nowy numer 27/2020 Archiwum

Nastawieni na zwycięstwo

O działalności Solidarności Walczącej i o tym, co pozostało dziś z idei, które były bliskie jej twórcom 35 lat temu, opowiada Kornel Morawiecki, przywódca SW, poseł na Sejm, marszałek senior.

Karol Białkowski: Solidarność Walcząca to Pana dzieło?

Kornel Morawiecki: Tak nie można powiedzieć. To był pewien proces, który łączył wiele osób. Dyskutowaliśmy o otaczającej nas rzeczywistości i o działaniach zbiorowych, które powinniśmy podjąć. Decyzję o powołaniu Solidarności Walczącej podjęliśmy z moimi przyjaciółmi.

To znaczy, że dotychczasowa działalność opozycyjna była według Was niewystarczająca?

Absolutnie. Wyciągaliśmy wnioski na podstawie oceny ówczesnej sytuacji – po pół roku od wprowadzenia stanu wojennego, patrząc na butę komunistyczną i tych, którzy uważali, że już wszystko wygrali. Chcieliśmy im przekazać, że tak naprawdę niczego nie wygrali i że opór społeczny trwa, że będziemy się konspirować, będziemy im przeszkadzać i nastawiamy się na zwycięstwo z komunizmem.

Pół roku później w naszej ulotce, w naszym credo, zostało zapisane, że naszym celem jest doprowadzenie do rozpadu Związku Radzieckiego i odzyskania wolności przez takie narody jak Białoruś, Ukraina, Gruzja czy Litwa. Było to wówczas czystym szaleństwem.

Jakie znaczenie miały dla działalności Solidarności Walczącej podpisane w sierpniu 1980 r. porozumienia?

Olbrzymie. Podobnie stan wojenny, który traktowaliśmy jako zdradę, jako nóż w plecy całemu społeczeństwu. Jego wprowadzenie krzywdziło cały naród i było skierowane przeciwko NSZZ „Solidarność”, ale też wartościom, jakie niosło poczucie solidarności, oraz powiewowi wolności po podpisaniu porozumień sierpniowych. Najgorsza była wspomniana buta. Powstał też dokument Rady Prymasowskiej, który miał bardzo ustępliwy charakter i dzielił winę za ówczesną sytuację niemalże po równo na władzę i Solidarność, co wydawało nam się niedopuszczalne. Nie podobało nam się, że episkopat trochę się kłania komunistom. Ten układ jednak został odtrącony i zrozumieliśmy, że nic nie da dogadywanie się z rządzącymi. Wtedy zdecydowaliśmy się na Solidarność Walczącą.

W jaki sposób budowaliście struktury SW? Jak weryfikowani byli członkowie organizacji, by zabezpieczyć się przed przeniknięciem współpracowników służb bezpieczeństwa?

Najwięcej zależało od samego początku naszej działalności. Dla nas był to szczęśliwy czas, bo w gremium założycielskim – radzie Solidarności Walczącej i później dołączonym komitecie wykonawczym – nie było osób donoszących. Gdyby było inaczej, od razu bylibyśmy ubezwłasnowolnieni. A później budowa struktur opierała się w jakimś stopniu na micie. Naszą pracą przekonywaliśmy kolejne osoby, i tak organizacja rozrastała się na inne miasta. Drugim elementem budującym były chęci. Rozmawiałem z różnymi osobami i pytałem, jak wyglądała łączność z nami. W odpowiedzi usłyszałem, że z centralą nie było jej w ogóle. Moi rozmówcy opowiadali, że byli pod wrażeniem działalności SW i postanowili podobną zorganizować na „swoim” terenie, niosąc te same idee w bliskim sobie środowisku. To sprawiło, że kiedy zostałem zatrzymany i próbowano biciem wydobyć ze mnie zeznania obciążające, nie mogłem nikogo wydać, bo wielu osób po prostu nie znałem.

Skoro między różnymi ośrodkami nie było często komunikacji, w jaki sposób organizowaliście konspiracyjną działalność?

Ona była w programie. Przede wszystkim oczywiste było, że musimy działać w konspiracji. W wydawanych przez nas gazetkach podziemnych jasno określaliśmy nasze zamiary względem ustroju i konkretne cele. To przesłanie docierało do członków SW. Istniała też koordynacja naszych działań na różnych stopniach. Na przykład były dni, gdy robiliśmy manifestacje i chcieliśmy, aby miały jak najszerszy zasięg – by były w całej Polsce, albo – jeśli we Wrocławiu – żeby zaangażowało się w nie wiele grup. To dotyczyło też kolportażu prasy podziemnej czy nadawanych audycji radiowych. Sprawa wymagała szkoleń dla drukarzy czy obsługujących nadajniki, które były rozkładane na czas nadawania programu i składane po jego zakończeniu. Na tym polegała nasza podziemna praca.

W momencie gdy doszło do rozmów władz PRL z opozycją, Solidarność Walcząca krytykowała sens tych negocjacji i zasadność Okrągłego Stołu. Dlaczego?

Bardzo krytykowała. Według relacji prasy, radia i telewizji Okrągły Stół nie miał za zadanie obalenia komunizmu, ale jego reformowanie, czyli podzielenie się odpowiedzialnością. To nam nie odpowiadało. Uważaliśmy, że ten system dojrzewa do tego, aby całkowicie upaść. Na to liczyliśmy. A ta ugoda wydawała nam się zgniła w takim sensie, że obie strony mają coś zyskać – ta strona, która się umawia, ma uzyskać dostęp do władzy, a ta, która rządzi, ma podzielić się odpowiedzialnością za to, co się stało, i za to, co będzie się działo. Wydawało nam się to bardzo niewłaściwe i za małe...

I dziś wychodzące na jaw dokumenty potwierdzają Wasze przypuszczenia...

Trochę tak, ale z drugiej strony my też nie mieliśmy racji. Nie wiedzieliśmy, co przyniesie przyszłość. Zaskoczyły nas pozytywnie wybory z 4 czerwca 1989 r., które były całkowitym zwycięstwem społeczeństwa. Wynikiem Okrągłego Stołu była jednak m.in. wyprzedaż majątku, utrata naszej, solidarnościowej tradycji. To były jednak konsekwencje wyrosłe na stanie wojennym. Bo już wtedy łamano powszechny opór Polaków poprzez więzienia czy zmuszanie do emigracji najlepszych działaczy, tych, którzy stworzyli majątek gospodarczy Polski. To były ubytki, które nasz naród ponosił. Dlatego później łatwiej było przeprowadzić Okrągły Stół w dużej części swoimi agentami. Niestety, teraz okazuje się, że pan Lech Wałęsa był sterowany, w jakimś stopniu był im potrzebny do tej operacji. Skutki były złe, ale z drugiej strony obudziło to wiarę narodu, że można więcej. Skoro możemy mieć 35 proc. parlamentarnej obsady w wolnych wyborach, to czemu nie chcieć 100 proc. Te nasze żądania szybciej zostały zrealizowane w innych krajach. W Albanii wolne wybory odbyły się szybciej niż w Polsce. To pewien paradoks. Przykład Polski rozprzestrzeniał się tak bardzo i sytuacja geopolityczna zmieniła się na tyle, że upadł Związek Radziecki.

Co zostało ze wzniosłych haseł i idei, o które walczyła Solidarność Walcząca, dziś, gdy niezwykle głęboki i szeroki rów podziałów przebiega także w środowisku, które stało w jednym szeregu razem z Panem?

Na pewno została dewiza „wolni i solidarni” i na niej budujemy partię polityczną. Chcielibyśmy mieć udział w rządzeniu Polską i w zasypywaniu tych podziałów.karol.bialkowski@gosc.pl

Solidarność Walcząca

Organizacja powstała w czerwcu 1982 roku. Kierowana przez Kornela Morawieckiego, była pewnym fenomenem, skupiając zwolenników bardziej zdecydowanych działań wobec władzy komunistycznej. Główny nurt Solidarności szukał w pierwszych miesiącach stanu wojennego drogi do kompromisu, natomiast Solidarność Walcząca była tą organizacją, która od początku wskazywała, że kompromisy z komunistami nie mają sensu, że należy podjąć walkę. Podobnie było w roku 1989, gdy SW nie chciała żadnych rozmów z komunistami, domagając się pełnej wolności. O fenomenie organizacji świadczy podejmowana działalność: kontrwywiad, poczta podziemna, bogata działalność wydawnicza, radio Solidarności Walczącej, wydział wschodni, który zajmował się pomocą ruchom dysydenckim na terenie całego bloku wschodniego, a na zachodzie prężnie działające przedstawicielstwa. Organizacja odcisnęła duże piętno nie tylko na najnowszej historii Wrocławia, ale w ogóle całego kraju. Do tej pory Solidarność Walcząca nie doczekała się własnego miejsca w historiografii. Służby bezpieczeństwa zniszczyły większość dokumentów, a Solidarność Walcząca, jako organizacja konspiracyjna, nie przechowywała dokumentów organizacyjnych. Kilka tygodni temu wrocławski oddział Instytutu Pamięci Narodowej rozpoczął projekt badawczy „Solidarność Walcząca na Dolnym Śląsku 1982–1990”, którego celem jest dokumentacja, a później popularyzacja wiedzy o działalności konspiracyjnej organizacji.

Uwaga, konkurs!

Centrum Historii Zajezdnia wydało komiks „Zryw” autorstwa Juliusza Woźnego i Martina Ventera traktujący o Solidarności Walczącej. Publikacja jest hołdem dla tych, którzy ryzykowali życiem, zdrowiem, często poświęcali zawodowe kariery, szczęście rodzinne dla celu, który uznali za najważniejszy – niepodległości Polski. Mamy dla naszych czytelników trzy egzemplarze komiksu. Wystarczy napisać na adres: wroclaw@gosc.pl mejl o tytule: SW z odpowiedzią na pytanie: „W którym roku nastąpiło formalne rozwiązanie Solidarności Walczącej?”. Prosimy, aby w treści znalazły się również imię i nazwisko oraz telefon kontaktowy. Na mejle czekamy 3 lipca od godz. 10. Nagrody otrzymają trzy pierwsze osoby, które prześlą prawidłową odpowiedź.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama