Nowy numer 43/2020 Archiwum

Biały to dopiero początek

Dwa tygodnie u podnóża Tatr w ramach obozu adaptacyjnego w Białym Dunajcu minęły jak z bicza strzelił. Zapewne wielu jego uczestników, pociągniętych przykładem, zechce się zaangażować w życie jednej z wrocławskich wspólnot akademickich.

Taki jest cel – wprowadzenie studentów do duszpasterstw. Bywa, że góry ściągają uczestników, dla których obóz staje się momentem zwrotnym w życiu i relacjach z Kościołem. W rozmowach z nimi o tym, jak trafili „na Biały”, często się słyszy – „przez przypadek”. Inicjatywa nie jest jednak agitacją, a raczej pokazaniem, że oprócz poświęcania czasu na zdobywanie wiedzy oraz na „studiowanie” po zajęciach warto zainwestować w rozwój ducha. Po pokazywaniu przychodzi czas na realizację. Ten etap rusza równolegle z rozpoczęciem roku akademickiego. Co istotne, udział w obozie w Białym Dunajcu nie jest niezbędny, aby zajrzeć do duszpasterstw akademickich. To propozycja dla wszystkich studentów.

Zdobywanie i drugi człowiek

Kornelia Cieślik pochodzi spod Wrocławia. Rozpoczyna właśnie swój nowy naukowy etap w życiu. Wybrała matematykę na Uniwersytecie Wrocławskim. Przed pierwszymi zajęciami postanowiła poznać trochę więcej osób podobnych do siebie. Dlaczego wybór padł na obóz adaptacyjny w Białym Dunajcu? Słyszała o nim niejednokrotnie od swoich rodziców, którzy kilkakrotnie byli jego uczestnikami. Opowiadali, że to wyjątkowa propozycja na start studiów. Posłuchała. O tym, że dziewczyna znalazła się w chacie „Maciejówki”, zdecydowało losowanie. – Brałam pod uwagę tylko te duszpasterstwa, które mam „po drodze”, a więc „Most”, „Dominik” i „Maciejówkę”. Los wskazał na to ostatnie i nie żałuję – opowiada. Pierwszą rzeczą, która ją zaskoczyła po przyjeździe do Białego Dunajca, było przywitanie kadry obozowej. – Uderzyła mnie otwartość i chęć opieki nad nami, pierwszakami. Oni zadbali o to, byśmy poczuli się chciani – dodaje. Kornelia zaznacza, że jej oczekiwania dotyczące obozu potwierdziły się, a nawet było lepiej, niż się spodziewała. – Miałam dość dokładny obraz od rodziców. Największym zaskoczeniem było chyba jednak to, że 14 dni minęło jak mgnienie oka. Nie było czasu na nudę, grafik był bardzo napięty, ale nie było w tym żadnej przesady. Wszystko dopięto na ostatni guzik – podkreśla. Drugim zaskoczeniem były... nieprzespane noce, przegadane z nowymi znajomymi. Mimo zmęczenia, rano nie było problemu, by wstać i wyruszyć w góry. – Siły przychodziły nie wiadomo skąd – dodaje. Jak się okazało, w samych górskich wyprawach nie chodziło o to, by zdobywać szczyty. Kilkanaście godzin marszu było kolejną okazją do integracji. – Oczywiście fajnie jest być zdobywcą, zobaczyć wspaniałe wyniki i poczuć dumę z osiągniętego celu wędrówki, ale czymś najwspanialszym było zbliżenie się do drugiego człowieka.

Klimat buduje wspólnotę

Mateusz Basiak jest świeżo upieczonym studentem kierunku indywidualne studia informatyczno-matematyczne na Uniwersytecie Wrocławskim. Pochodzi ze Świdnicy, ale już od kilku lat jest związany ze stolicą Dolnego Śląska. – Chodziłem tu do liceum i właśnie w szkole usłyszałem o obozie w Białym Dunajcu po raz pierwszy. Ktoś mówił, że się wybiera. Drugi raz usłyszałem o tej propozycji w czasie Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej. Mówiono tam wiele pozytywnych rzeczy i dlatego się zdecydowałem – opowiada. Przyznaje, że szukał takiego środowiska, w którym ważne będzie chrześcijańskie spojrzenie na życie. Wcześniej Kościół był mu bliski, ale dotychczas nic nie wiedział o duszpasterstwach akademickich. Podczas obozu adaptacyjnego mieszkał w chacie DA „Dach”. Dlaczego wybrał właśnie jezuicką wspólnotę? – Nie mam dobrej odpowiedzi. Wybór był losowy. A później uświadomiłem sobie, że bardzo mało wiem o jezuitach, ich charyzmacie i działalności. Na pewno wpływ miało i to, że duszpasterstwo mieści się w pobliżu miejsca, w którym wynajmuję mieszkanie – zaznacza. Jakie wrażenia przywiózł z Białego Dunajca? – Było wspaniale i jestem niezwykle szczęśliwy, że podjąłem decyzję, by wziąć w nim udział. To była doskonała mieszanka chodzenia po górach i pozytywnych wydarzeń, przede wszystkim ludzi. Jadąc tam, byłem przekonany, że poza wędrówkami niewiele mnie czeka. Okazało się, że są jeszcze eventy towarzyszące – bieg otrzęsinowy, Festiwal Piosenki Wszelakiej czy turniej siatkówki, które były czymś, co budowało klimat obozu – opowiada. Największe wrażenie zrobiła na nim kolacja ostatniego dnia. – Ten wieczór kończący obóz był wyjątkowy. Czuć było atmosferę wspólnoty i przyjaźni oraz tego, że na Białym Dunajcu nic się nie kończy, a będzie trwało w czasie roku akademickiego. Mateusz wierzy, że znajomości przetrwają, a może przekształcą się w prawdziwe przyjaźnie. Zaznacza, że nie sposób poznać wszystkich uczestników wydarzenia, których jest blisko 700, ale są 2–3 osoby, z którymi złapał lepszy kontakt i już po powrocie kontakt z nimi jest ciągle bardzo żywy. – Słyszałem też, że w czasie tego obozu można znaleźć męża czy żonę. Tego jeszcze nie wiem – dodaje. A co dalej? – Te dwa tygodnie pozwoliły mi bardzo zżyć się z duszpasterstwem. W naszej chacie część osób działała już wcześniej w „Dachu” i jako wspólnota wciągali nas, pierwszoroczniaków. Nie wiem, jak to się ułoży. Zdaję sobie sprawę, że podczas studiów różnie może być z czasem, ale mam nadzieję, że nie braknie go na spotkania w duszpasterstwie.

Studencka inspiracja

Barbara Piesiak jest wrocławianką. Od października będzie studentką Politechniki Wrocławskiej wydziału mechanicznego na kierunku zarządzanie i inżynieria produkcji. O Białym Dunajcu dowiedziała się z ulotki, którą otrzymała przed swoim liceum. – Gdy ją wyrzucałam do kosza, w oczy rzuciła mi się nazwa „Biały Dunajec”. Zaintrygowała mnie, ale wkrótce o wydarzeniu zapomniałam – wspomina. Po jakimś czasie o obozie zaczęli rozmawiać jej znajomi, i to był impuls, by sprawdzić, czym tak naprawdę ten studencki Biały Dunajec jest. – Poza tym szukałam czegoś, czym mogłabym zagospodarować wakacyjny wrzesień. Wiele obozów odbywa się wcześniej i propozycji jest znacznie mniej. Poza tym myślałam już o tym, by zaczepić się w jakimś duszpasterstwie. Złożyło się więc doskonale – dodaje. To, co przeżyła w czasie dwóch tygodni, było zgodne z jej oczekiwaniami. – Jestem osobą, która lubi być rzucana na głęboką wodę. Nie boję się miejsc i wyjazdów, na których nie znam nikogo. Gdy dowiedziałam się, że będzie tam ok. 700 uczestników, stwierdziłam, że to jest to, czego szukałam – mówi. Dodatkowym elementem były poszukiwania podobnych sobie, czyli osób, dla których wiara jest czymś ważnym w życiu oraz kochających wysiłek fizyczny. – Do tej pory jeździłam na różne spotkania, w których były przede wszystkim elementy religii i wiary, a sport był przy okazji. Tu aktywność nie była czymś na drugim planie. Jakieś zaskoczenie? – Chyba to, jak mało czasu zajęło mi, aby zżyć się z obcymi ludźmi – mówi. Podkreśla, że wpływ na to miały na pewno wspólne godziny na szlaku i czasem ekstremalne sytuacje, gdy potrzebne było wsparcie. To zbliża – tłumaczy. Basia jest przekonana, że obóz spełnia postawione cele. – Ja poznałam nie tylko moją „Przystań”, ale również kilka innych wspólnot. Jestem przekonana, że dla mnie to był początek przygody z duszpasterstwami akademickimi, choć jeszcze nie wiem, które wybiorę ostatecznie. Na pewno „Przystań” mnie zainspirowała i zachęciła do przyjścia ponownie..•

Na dobry start

Poszczególne duszpasterstwa akademickie organizują od 1 do 3 października tzw. dni na dobry początek. Zwykle mają one charakter rekolekcji, ale również spotkań integracyjnych oraz kulturalnych. Zainteresowanych odsyłamy bezpośrednio na strony duszpasterstw po więcej szczegółów. Natomiast finałem tych spotkań jest Msza św. inaugurująca nowy rok akademicki. Jest to wspólna inicjatywa wszystkich duszpasterstw. W tym roku odbędzie się ona 4 października o 19.30 w kościele pw. Najświętszego Imienia Jezus, czyli kościele uniwersyteckim (pl. Uniwersytecki 1). Wcześniej dla chętnych będzie próba śpiewu (16.30 w „Maciejówce”, pl. Nankiera).

Muzycznie skok w nowy rok

Już po raz 8. DA „Redemptor” wraz ze Stowarzyszeniem Centrum Młodzieży Akademickiej „Razem” oraz Uczelnianą Organizacją Studencką „Donum” zapraszają na Koncert na Tekach. Celem wydarzenia jest integracja młodzieży akademickiej, a także zaproszenie do angażowania się w działalność duszpasterstw akademickich czy innych wspólnot. Na scenie między akademikami Politechniki Wrocławskiej na tzw. Wittigowie wystąpią w tym roku Marika oraz obchodzący swoje 20. urodziny zespół Maleo Reggae Rockers. Impreza jest bezpłatna i bezalkoholowa. Koncert rozpocznie się w czwartek 5 października o 18.30.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama