GN 42/2020 Archiwum

Maksymalista - nie tylko w obozie

W ramach Międzynarodowego Festiwalu Filmów Niepokalanów odbyło się spotkanie z Tomaszem Terlikowskim poświęcone św. Maksymilianowi M. Kolbe, a także z Dominiką Figurską. W czwartek organizatorzy zapraszają do debaty o prawdzie na ekranie.

Publicysta – autor niedawno wydanej biografii św. Maksymiliana Marii Kolbego – zauważa, że sylwetkę „szaleńca Niepokalanej” przesłania nam w jakiś sposób jego męczeństwo w Auschwitz. Często jedynie to wydarzenie z życia świętego franciszkanina jest nam znane. Tymczasem jego życiorys to cała kopalnia niezwykłych historii.

T. Terlikowski zarysował przed słuchaczami drogę przyszłego męczennika – począwszy od dzieciństwa i odkrycia jego talentów przez pewnego aptekarza, poprzez militarne pasje, tęsknotę matki za życiem zakonnym i płynące stąd decyzje, rzutujące na całą rodzinę, cudowne uzdrowienie palca Maksymiliana wodą z Lourdes – co uchroniło go przed amputacją, uniemożliwiającą przyjęcie święceń kapłańskich. Autor ukazał okoliczności narodzin Rycerstwa Niepokalanej, rozkwitającą pasję ewangelizacyjną Maksymiliana i… jego doświadczenia słabości – gdy po studiach w Rzymie zostaje wykładowcą, bardzo źle ocenianym przez studentów (uznają, że mówi wolno, cicho, zajęcia są nieciekawe). Podejmuje „szalony” pomysł wydawania pisma – w czym zyskuje wsparcie… zmarłego o. Wenantego Katarzyńca (do którego raz po raz zwraca się z prośbami w sprawach finansowych). „Rycerz Niepokalanej” w momencie największego rozkwitu miał nakład 1,5 mln egzemplarzy. Jeden numer udało się wydać podczas II wojny światowej.

Franciszkanin wykorzystuje każdą okazję by ewangelizować – jak w przypadku pewnego prawnika, który wręcz uciekał przed przekonującym go do Chrystusa zakonnikiem („niestety, okazało się, że w spodniach biega się szybciej niż w habicie” – wspominał o. Maksymilian). Zdumienie budzi śmiałość działania przy zakładaniu Niepokalanowa czy prowadzenia misji, w tym działalności wydawniczej, w Japonii. Kiedy zostaje gwardianem klasztoru liczącego 800 braci, wprowadza w nim żelazną dyscyplinę. – Jego bracia chodzą często boso, ale jednocześnie uczestniczą np. w kursach pilotów samolotów – mówił prelegent. Niewiele brakowało, a po świecie krążyłyby samoloty i statki wprzęgnięte w służbę Niepokalanej.

Co nam pozostało po tym niesamowitym człowieku? – W czasach komunizmu fascynujące było dla ludzi zachowanie przez świętego godności w strasznych okolicznościach. Potem, przez ok. 20 lat, zwracano w Polsce uwagę na innych świętych. Dziś zainteresowanie o. Maksymilianem powraca – zauważył Tomasz Terlikowski. Podkreślił, że bez o. Kolbe nie byłoby takiego Kościoła, jaki znamy w Polsce. „Szaleniec Niepokalanej” miał potężny wpływ na ks. Blachnickiego, który mnóstwo zaczerpnął z jego pism, na ks. Jerzego Popiełuszkę, Prymasa Tysiąclecia czy franciszkańskich męczenników z Peru.

– Maksymilian przypomina nam, że ewangelizacja jest czymś fundamentalnym. On spalał się w głoszeniu miłosierdzia, głoszeniu chwały Niepokalanej. Kolejny rys jego przesłania to: nie ma rzeczy niemożliwych, a także: wszystko dla Boga – mówił prelegent. – Pozostawia nam także dziś wezwanie do otwarcia się na Ducha Świętego poprzez Maryję. On działa poprzez Nią… Maksymilian pewnie byłby dumny z „Różańca do granic”. Uczył, by nie zatrzymywać dla siebie wielkich darów, jakie mamy jako Polacy: wiary, maryjności. Jest przykładem tego, że wszystko jest możliwe, jeśli człowiek zawierzy Niepokalanej.

Goście spotkania usłyszeli o jedynej zachowanej relikwii I stopnia św. M. M. Kolbe. Tuż przed dramatycznymi wydarzeniami jego życia jeden z braci zgolił mu długą brodę, jaką wtedy nosili misjonarze, i – bez wiedzy Maksymiliana – schował ją, z myślą o ewentualnych przyszłych relikwiach.

Niezwykłe okazało się m.in. przyjrzenie się rodzinnemu środowisku świętego – nie pozbawionemu bynajmniej różnych problemów. O. Kolbe modlił się długo o nawrócenie starszego brata – Franciszka, który odszedł z zakonu, a później odszedł od żony, od bliskich. Ostatecznie brat wymodlił mu powrót do Boga, do rodziny. Wcześniej, jakkolwiek by się losy Franciszka nie toczyły, Maksymilian zostaje z nim w relacji, nie przerywa kontaktów. Jest cierpliwy. – Zapewne, gdyby przeżył Auschwitz, komuniści nie pozwoliłyby mu dalej żyć. Możliwe, że słuch by po nim zaginął – podobnie jak stało się z ks. Zygmuntem Kaczyńskim… Ten kapłan, także marzący o dzienniku katolickim, pozostawał w konflikcie z Maksymilianem. Przed wojną był równie znany jak on. Zginął zamordowany przez komunistów. Dziś niewiele osób o nim słyszało – wyjaśniał T. Terlikowski. – Widać męczeństwo franciszkanina było poniekąd potrzebne, by jego kult się rozprzestrzeniał.

Tego samego dnia wieczorem w ramach festiwalowych wydarzeń widzowie spotkali się również z Dominiką Figurską, która zaprosiła ich na "Dekalog I" Krzysztofa Kieślowskiego. Wspominała o wydarzeniach, przez które Bóg "dopomina się o nas". Ona sama musiała na nowo Go odkryć, po kryzysie wiary przeżytym w nastoletnim wieku. W filmie "Dwie korony" Michała Kondrata zagrała mamę o. Maksymiliana. – To była "niezniszczalna" kobieta, o bardzo silnej wierze. Dopiero straszna śmierć syna załamała ją – mówi. – Uważam, że ten święty zasługuje na film fabularny na światowym poziomie.

W ramach festiwalu kolejne propozycje: 26 października o 13.00 w Centrum Historii Zajezdnia przy ul. Grabiszyńskiej 184 odbędzie się prowadzony przez Krzysztofa Kunerta panel dyskusyjny „Prawda na ekranie”, z udziałem pięciu gości: Krzysztof Zanussi, Tomasz Terlikowski, o. Michał Legan, Łukasz Adamski i Arnaldo Casali. Więcej TUTAJ.

Maksymalista - nie tylko w obozie   Dominika Figurska w DCF Agata Combik /Foto Gość

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama