Nowy numer 33/2018 Archiwum

A jaki jest twój powód?

Dokonała aborcji po tym, jak została zgwałcona. Później dowiedziała się, że sama poczęła się w wyniku gwałtu...

Mało brakowało, a wzruszającego świadectwa holenderskiej proliferki wrocławianie by nie wysłuchali. Władze Uniwersytetu Medycznego pod naciskiem odwołały bowiem w ostatniej chwili jej wykład, zarzucając mu „pseudonaukowość”. Nieformalna Katolicka Wspólnota Studentów Medycyny zorganizowała jednak spotkanie na terenie byłego szpitala bonifratrów.

– Przynajmniej raz w roku to wszystko wracało. W Dzień Matki. Nie mogłam uniknąć myśli, że moje dziecko nie żyje, że trafiło w kawałkach do kosza z odpadkami– opowiadała Irene van der Wende. Swoją historią chce przekonać o istnieniu bardzo silnego syndromu poaborcyjnego, który wciąż wielu traktuje jako wymysł Kościoła i organizacji pro life. Konsekwencja aborcji została opisana naukowo i jest uwzględniana także w podręcznikach psychiatrii. Opowiadanie Holenderki rozpoczyna się od gwałtu, który przeżyła w wieku dwudziestu paru lat. Młoda kobieta po tragicznym wydarzeniu udawała przed sobą i otoczeniem, że nic się nie stało. Sześć tygodni później udała się do lekarza, ponieważ zauważyła, że sukienki są za małe.– Kiedy doktor powiedział mi, że jestem w ciąży, poczułam, jakbym się zapadała w przepaść– wspomina proliferka. Od razu skierowała swoje kroki do kliniki aborcyjnej. Działała pod presją czasu, bo ciąża była już w stopniu zaawansowanym i lada moment mijał termin „rozwiązania problemu” (jak wówczas o tym myślała).– Do dziś wszystko dokładnie pamiętam. Każdy detal sali. To budzi we mnie wspomnienia, a co za tym idzie, traumę. Ostatnio w Polsce widziałam czarno-białe kafelki w restauracji. Szybko odwróciłam wzrok, bo obraz sprzed lat wracał – mówiła prelegentka. Szokująco brzmi jej relacja z poczekalni tuż przed usunięciem ciąży, w której siedziała razem z sześcioma innymi kobietami.– Żartowały, śmiały się, swobodnie dyskutowały o powodach aborcji. Jedna mówiła, że ma już dwoje dzieci, więc trzecie będzie za dużym obciążeniem, inną męczyły ciążowe mdłości i chciała jak najszybciej się ich pozbyć. Byłam ostatnia w kolejce. Słysząc te wszystkie wymówki, zaczęłam się zastanawiać, jaki jest mój powód?– opowiadała Irene van der Wende. W windzie zwróciła się do pielęgniarki: „Przecież jestem matką”. Ta jakby zupełnie rutynowo odpowiedziała spokojnie: „Wszystkie tak mówicie w ostatnim momencie”.– Przeżyłam najczarniejszy dzień mojego życia. Okazało się, że ta trauma odezwała się później w zupełnie nieoczekiwanym momencie: kiedy urodziłam córkę. Wróciły wspomnienia, choć był to pozytywny czas, który na pierwszy rzut oka mógłby pozwolić zapomnieć o aborcji. Ale nie. Podczas narodzin dręczyła mnie myśl o chwili, kiedy zabiłam swoje pierwsze dziecko – stwierdziła Holenderka. Tłumaczyła, że o aborcji nie da się zapomnieć i wrócić do normalności, ponieważ wraz ze śmiercią dziecka ucina się na zawsze kawałek serca. Przełom przyszedł, gdy na zdjęciu zobaczyła, jak rozwinięte są 8-tygodniowe dzieci w łonie matki. Malutkie uformowane stopy, rączki, główka, oczy. Niestety, była to fotografia dziecka po aborcji, a więc dosłownie w strzępach. To wstrząsnęło Irene.– Nie mogłam tego przeżyć. Płakałam przez kilka dni i wtedy przyrzekłam sobie, że resztę życia spędzę na tym, by mówić, co naprawdę dzieje się w klinikach aborcyjnych. Wielu twierdzi, że te dzieci to tylko zlepek komórek, ale nie możemy im zabrać godności, bo tak naprawdę siebie z tej godności odzieramy – podsumowała Irene van der Wende. Wiele lat po aborcji Irene powiedziała wszystko swojej mamie. Nie do końca zrozumiała jej ówczesną reakcję – mocne długie przytulenie. Po jakimś czasie, przy zupełnie innej okazji, spotkała się z mamą, a ta zwierzyła się córce z wielkiego sekretu rodzinnego: otóż Irene sama także poczęła się w wyniku gwałtu.– Pomyślałam, to straszne, ale zaraz… Fajniej byłoby być poczętym w kochającym się związku po romantycznej kolacji z winem, a nie wskutek przemocy. Ale czy to odbiera mi jakoś wartość? Absolutnie. Mama po gwałcie miała myśli samobójcze. Udało jej się przetrwać trudny moment i postanowiła mnie wychować, dlatego uważam ją za wielką bohaterkę – skomentowała Holenderka. Odwołała się także w swoim wystąpieniu do znanego hasła zwolenników aborcji: „Moje ciało – moja sprawa”.– Gdzie tu logika? Nie słyszą, że dziecko też mówi: to jest moje ciało! Twoje ciało, twoja sprawa? To znaczy, że masz 4 ręce, 4 nogi, 2 głowy… a to trochę dziwne. Zaś w przypadku aborcji w wyniku gwałtu, w tym są nawet trzy osoby – jest gwałciciel, kobieta i dziecko. Owszem, mężczyzna ją skrzywdził, ale to jej decyzja i jej odpowiedzialność, czy za ten fakt ukarze dziecko i zabierze mu życie. Żadna w tym sprawiedliwość – tłumaczyła Holenderka.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma