Nowy numer 48/2020 Archiwum

Ręce i farby potrzebne od zaraz

Ręce do pracy, farby na ściany pokojów. Dla Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego dla Dorosłych św. Jerzego prowadzonego przez siostry boromeuszki.

- Rozpoczęliśmy w naszym ośrodku odnawianie pomieszczeń, w których przebywają chorzy, gdyż zaczęły w szybkim tempie niszczeć. Robimy to sukcesywnie w miarę możliwości i środków, które posiadamy. Dlatego każda pomoc się przyda. Jeżeli znajdziemy więcej chętnych robotników, którzy charytatywnie pomogą nam odmalować pokoje, będziemy mogli kupić więcej farby. I na odwrót. Może ktoś chciałby kupić na farbę albo wesprzeć finansowo, wtedy może uda nam się opłacić pracowników - tłumaczy siostra Berenike, która pracuje w ośrodku św. Jerzego przy ul. Rydygiera 22-28 we Wrocławiu.

Do odmalowania jest ponad 20 pomieszczeń, dlatego każda para rąk się liczy. Jak na razie udało się odświeżyć jeden pokój.

- Jeżeli ktoś ma ochotę, by zrobić coś dobrego, to zapraszamy. Malować można od rana do wieczora, my się dostosujemy i przeniesiemy chorych z remontowanego pomieszczenia. Wystarczy się do mnie zgłosić i umówić konkretny termin - zachęca s. Berenike.

Zaznacza, że można to robić grupami, dlatego zachęca szczególnie ludzi młodych np. studentów. Z siostrą boromeuszką można się kontaktować telefonicznie pod numerem telefonu 504 464 230 lub podejść do ośrodka  na Nadodrzu od poniedziałku do piątku od 10.00 do 16.00 i pytać o siostrę Berenike.

Na Rydygiera z własnej woli ciągną młodzi ludzie. Studenci duszpasterstwa akademickiego "Maciejówka", młodzież gimnazjalna i licealna z dominikańskiej wspólnoty "Piętrobus" i ta od sióstr urszulanek, przedszkolaki pod opieką sióstr salezjanek oraz uczniowie szkoły integracyjnej. Ale zaglądają także starsi. Z Jelcz-Laskowic przyjechały kiedyś panie po sześćdziesiątce z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. 

- Bardzo cieszę się, że udaje się przyprowadzić ludzi z różnych środowisk. Jedni odwiedzają bardziej inni mniej systematycznie. Wolontariusze przychodzą pomodlić się, poczytać coś chorym, porozmawiać, choć... bardziej ich wysłuchać. Nie trzeba dużo potrafić, żeby pomóc - mówi s. Berenike. Podkreśla, że jej podopieczni potrzebują po prostu drugiego człowieka.

Zakład opieki z 80 podopiecznymi prowadzą trzy siostry boromeuszki wraz z zespołem osób świeckich. Trafiają tu chorzy z różnych powodów. Samotność i niesamodzielność w chorobie nie pozwala im funkcjonować. Rodzina nie ma możliwości opieki z powodów zawodowych albo odległości. Czasem w grę wchodzi celowe opuszczenie.

Więcej o tym niezwykłym miejscu, które potrzebuje obecności, a które samo jest pełne radości i miłosierdzia przeczytacie w tekście:

Mury pełne uśmiechu

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama