GN 48/2020 Archiwum

Dołączył do nas o 22.37

Stolica Dolnego Śląska kolejny raz stała się miastem spotkań, jak niegdyś nazwał ją Jan Paweł II. Tym razem Czech spotkał tutaj Chrystusa. Zwieńczeniem, a jednocześnie początkiem tej przygody był chrzest.

Ktoś mógłby to nazwać ironią losu, inny – chichotem historii. Obywatel czeski w 2017 roku przyjął chrzest w polskim kościele. 1051 lat wcześniej, w 966 roku, polskiego księcia ochrzcił Czech. Po dziesięciu wiekach Europa pod względem religijności znacznie się zmieniła. Widać to doskonale na przykładzie Jana Lupomeskiego.

Dzieciństwo zlaicyzowane

Jan przyjechał do Polski na dobre 14 kwietnia 2016 roku. Wcześniej studiował prawo na Uniwersytecie Karola w Pradze i na Uniwersytecie Cambridge. Był doradcą prezydenta Republiki Czeskiej Václava Klausa, tamtejszego ministra obrony narodowej oraz ministra edukacji. Pracował także jako asystent parlamentarzystów Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS). – Pochodzę z rodziny ateistycznej, rodzice nie byli ochrzczeni, nie chodzili do kościoła, o chrześcijaństwie i Bogu w ogóle nie rozmawiali. W moich szkołach – zarówno w podstawówce, jak i w szkole średniej – nikt nie był chrześcijaninem. W ogóle nie znałem żadnego chrześcijanina. Nie mieliśmy w szkole religii. Po prostu Jezus Chrystus nie istniał w mojej rzeczywistości – opisuje 32-latek. Czechy jednak, podobnie jak Polska, budowały swoją tożsamość przez wieki na bazie doktryny, filozofii i etyki chrześcijańskiej. W Pradze, z której pochodzi Jan, znajduje się wiele sakralnych budowli i dzieł sztuki. Nie można obok nich przejść obojętnie. – Współcześni Czesi doceniają Kościół właśnie przez m.in. architekturę, malarstwo, rzeźbę, jego pozytywny wpływ na etykę, literaturę, filozofię. Panuje powszechny szacunek do Kościoła katolickiego – opowiada Jan Lupomesky. Przyznaje, że choć jego ojczyzna dzisiaj jest na wskroś ateistyczna, wielu Czechów wierzy w byt nadprzyrodzony, jakiś głębszy sens życia, nadludzką siłę stwórczą nieobjętą rozumem. – Nie nazywają tego Bogiem, nie mówią o Trójcy Świętej. To coś niezdefiniowanego – tłumaczy mężczyzna, który dopiero w Polsce zrozumiał, kim jest Bóg. Widział tutaj, podobnie jak w swojej ojczyźnie, majestatyczne świątynie, obrazy itd., ale oprócz tego zetknął się z żywym i prawdziwym chrześcijaństwem, które reprezentują ludzie, a nie wytwory kultury. – We Wrocławiu spotkałem Jezusa Chrystusa – stwierdza Jan Lupomesky.

Chcę być chrześcijaninem jak oni!

Jak więc zaczęła się jego droga do chrztu świętego? – Mieszkając w Polsce, nie da się nie zauważyć, że otaczają cię katolicy zaangażowani w Kościół. Ja osobiście bardzo lubię chodzić na różne konferencje i panele. Pierwsza rzecz, która mnie we Wrocławiu uderzyła, to fakt, że te rozmowy, debaty, prelekcje w środowisku chrześcijańskim prowadzone są na wyższym poziomie intelektualnym niż ich laickie odpowiedniki. Tam pojawiał się element niepowtarzalny, który podnosił poziom, nieosiągalny dla ateistycznych dyskusji – uważa Jan Lupomesky. – Dotknęła mnie też postawa wiernych. Tak pięknie potrafią szerzyć dobro, pokazują swoim życiem coś pozytywnego, radosnego, dla mnie inspirującego. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że widzę w nich Jezusa – wspomina Jan. Te silne bodźce odbierane na polskiej ziemi zaczęły go bardzo intrygować. Zapragnął poznać bliżej coś, czego nie doświadczył w Czechach. – Zobaczyłem w tym sens. Szybko postanowiłem, że chcę zostać chrześcijaninem z powodu sytuacji w Europie. Odwracanie się od chrześcijańskiej doktryny, która Stary Kontynent zbudowała, czy wręcz niszczenie jej jest jednym z głównych powodów upadku Europy. Od dawna widziałem, jak bardzo religia chrześcijańska jest atakowana, a ja chciałem jej bronić. Zaczęło się więc od takiego gestu zewnętrznego, chęci dołączenia do społeczności chrześcijan – opowiada Jan Lupomesky. Po rozmowach z kilkoma księżmi Czech trafił do Dominikańskiego Ośrodka Przygotowania Dorosłych Katechumenów do Chrztu Świętego przy kościele św. Wojciecha we Wrocławiu. Przeszedł półroczną ścisłą formację do przyjęcia sakramentu, ale, jak zaznacza, z osobistego punktu widzenia szykował się do momentu narodzin dla Kościoła od roku. – W trakcie spotkań u ojców dominikanów przeżyłem kilka przełomowych chwil i przeszedłem przez wiele rozważań. Zacząłem szybko zamieniać w swoim sercu ten jedynie zewnętrzny gest przynależności do chrześcijaństwa na wewnętrzną potrzebę przynależności do Boga – wyjaśnia Jan.

Już nie Jan, lecz Rafał

Najważniejszy moment nastąpił w noc Zmartwychwstania Pańskiego, z 15 na 16 kwietnia. – Chrzest był absolutnie wyjątkową chwilą. Wszystko doskonale pamiętam. Zostałem ochrzczony o godz. 22.37. Czułem wielką radość i szczęście w sercu. To dla mnie nowy początek wielkiej przygody z Jezusem – oświadcza Jan. – Bóg stał się dla mnie sensem, nadzieją i drogą. Przełom nastąpił, gdy zauważyłem, że Chrystus żyje we mnie, że nie jestem sam – konstatuje. Dziś 32-latek stara się jak najczęściej uczestniczyć we Mszy św. Udaje mu się to 2–3 razy w tygodniu, a oprócz tego uczęszcza też na niedzielną Eucharystię. – Niezwykle intymną i ważną dla mnie modlitwą stał się Różaniec. On najbardziej do mnie dociera. Staram się w wolnych chwilach odmawiać jedną dziesiątkę. Rano zaraz po przebudzeniu, w czasie pracy, po drodze dokądś, kiedy tylko tego potrzebuję. Wieczorem próbuję odmawiać całość, ale czasem zasypiam w trakcie… Muszę jednak powiedzieć, że wtedy mam zawsze najlepszy sen – uśmiecha się Jan. Dodaje, że codziennie czytając teksty ks. Józefa Tischnera, przechodzi jako neofita swoje osobiste rekolekcje. Sięga także po słowa św. Augustyna i kard. Stefana Wyszyńskiego. Wcześniej przeczytał dużo życiorysów świętych, aby znaleźć odpowiedniego patrona chrzcielnego. Ostatecznie wybrał Rafała Archanioła. – Poznałem jego historię i ona do mnie trafiła. Archanioł Rafał jest m.in. patronem podróżujących, a symbol drogi w moim chrześcijaństwie stał się kluczowy. To także patron emigrantów, a ja przecież wyemigrowałem z ojczyzny – tłumaczy.

Budować czeskie Westerplatte

Chrzest zupełnie zmienił życie Jana Rafała Lupomeskiego, jednak Czech nie wymazał przeszłości. Jego zdaniem każdy Polak, nawet ten, który uważa się za niewierzącego, w argumentacji wychodzi od Jezusa Chrystusa i potem dochodzi do problemu – czy tego chce, czy nie. A wszystko dlatego, że dorastał i kształcił się w kraju na wskroś katolickim. – Można powiedzieć, że Polacy wiarę wysysają z mlekiem matki. To wielki komfort i dar, ponieważ wzrastacie w rzeczywistości, w której Bóg jest nie tylko obecny, ale także działa przez ludzi. Ja w swojej argumentacji, kiedy chcę coś sobie lub innym udowodnić, wychodzę z rzeczywistości ateistycznej i dopiero szukam Jezusa Chrystusa, ponieważ przez 30 lat wychowywałem się i dorastałem w świecie bez Boga. Treści religijne, które wy przyjmujecie bezwarunkowo, ja muszę często przemyśleć logicznie – wyjaśnia Czech. Podkreśla, że wiara w jakiś byt nadprzyrodzony mieści się w granicach logicznego myślenia. Natomiast wyznawanie nauki Jezusa Chrystusa jest dla niego związane już z przeżyciem wewnętrznym, pragnieniem serca, czymś więcej niż rozumowym postrzeganiem religii. – Dzisiaj wiem, że to działanie Ducha Świętego. Przez długi czas miałem z tym kłopot – przyznaje Czech. Po przyjęciu chrztu 32-latek czuje wewnętrzne zobowiązanie, by teraz szerzyć chrześcijaństwo i przekazywać dar wiary, który otrzymał. Dlatego też poważnie myśli o ewangelizacji w swojej ojczyźnie. – Chciałbym uruchomić portal www.westerplatte.cz, na którym umieszczałbym regularnie przetłumaczone na język czeski polskie teksty z chrześcijańskim punktem widzenia. Dla Czechów Westerplatte ma przesłanie pozytywne, ponieważ przypomina dzielną obronę przed systemem faszystowskim – mówi Jan Rafał. W tym kontekście bardzo ważne są dla niego także słowa św. Jana Pawła II: „Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie – jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte”. – Widzę w tym sens ewangelizacji swojej ojczyzny: obronę najważniejszych wartości, pokazywanie ich i dzielenie się nimi – podsumowuje neofita i po chwili namysłu dodaje: – Musicie zrozumieć, że żyjecie w niezwykłym luksusie wiary. We Wrocławiu w każdym kościele, czyli na co trzeciej ulicy, odprawia się kilka Mszy św. dziennie. W niedzielę Eucharystia sprawowana jest w tym mieście praktycznie o każdej godzinie, przez cały dzień. Macie mnóstwo okazji do spowiedzi. Można powiedzieć, że jesteście objęci kompleksową opieką duszpasterską. Doceńcie ją! Dla Czechów to rzeczywistość nieosiągalna i niewyobrażalna – apeluje Jan Rafał Lupomesky.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama