GN 43/2020 Archiwum

Nie jesteśmy od ścierki i mopa...

...ale od Bożego Serca! Historia tego zgromadzenia zaczyna się tak naprawdę na długo przed 3 sierpnia 1937 r., kiedy papież Pius X oficjalnie je zatwierdził.

Minęło 80 lat od podpisania dokumentu zatwierdzającego Zgromadzenie Sióstr Bożego Serca Jezusa. Zakonnice są bardzo mocno związane z Dolnym Śląskiem i Wrocławiem. Okazją do przypomnienia o siostrach, których, jak same mówią, nawet wielu księży nie kojarzy, jest także 75. rocznica śmierci założycielki zgromadzenia - sługi Bożej Gabrieli Klausy.

By zrozumieć, jak powstało zgromadzenie, należy cofnąć się do roku 1903, kiedy to Gabriela Klausa została zachęcona przez ks. Paula Oppermanna do pracy charytatywnej we Wrocławiu. Na prośbę kapłana Gabriela opracowała w 1904 r. statuty dla niewiast poświęcających się apostolatowi osób świeckich. Rok później założyła we Wrocławiu Sodalicję Bożego Serca dla udzielania pomocy duchowej i materialnej rodzinom oraz dzieciom, która dała podwaliny pod wrocławską Caritas.

Wraz z sodaliskami G. Klausa w 1905 r. poświęciła się Najświętszemu Sercu Maryi Niepokalanej, a rok później oddała się Bożemu Sercu. 16 listopada 1928 r. zgromadzenie zostało zatwierdzone przez ówczesnego ordynariusza wrocławskiego kard. Adolfa Bertrama na prawie diecezjalnym, a niecałe 9 lat później zatwierdził je papież.

Historia sióstr Bożego Serca Jezusa, choć nie jest usłana różami, silnie wiąże się z Wrocławiem. To tutaj znajduje się dom generalny. W 1945 r. zgromadzenie stanęło przed widmem unicestwienia. W granicach Polski pozostały bowiem tylko cztery zakonnice, a dom został im zabrany. Odzyskały go dopiero 10 lat później. Jednak udało się im przetrwać próbę czasu, chociaż współcześnie jest ich tylko 34.

Pracują nie tylko na Dolnym Śląsku, ale także w dwóch placówkach na Ukrainie, jedna zakonnica przebywa w Brazylii, a dwie w Niemczech. We Wrocławiu jest ich 16, a po dwie siostry posługują w Jeleniej Górze-Cieplicach, w Bardzie Śląskim, Starczowie i Wołowie.

Obecnie na całej drodze formacji są jedynie dwie kobiety. - Nigdy nie było nas zbyt wiele. Gdy wstępowałam do zakonu 25 lat temu, we Wrocławiu pracowało 17 sióstr. Z jednej strony można pomyśleć, że odczuwamy brak powołań, a z drugiej, patrząc na historię zgromadzenia, jest nas dość dużo - mówi s. Aneta Banyś.

Przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Bożego Serca Jezusa przypomina zamysł założycielki, by pomagać ludziom w najtrudniejszej sytuacji, sierotom i dzieciom upośledzonym. Podkreśla jednak za Gabrielą Klausą, że najważniejszym charyzmatem zakonnic nie jest działanie na zewnątrz, tylko modlitwa i wynagradzanie Bożemu Sercu.

- Matka założycielka pragnęła, byśmy były pocieszycielkami Bożego Serca. W tym mieści się głębia naszego charyzmatu. Chodzi o trwanie przy Jezusie i wynagradzanie Mu za grzechy nasze i całego świata. Musimy to odkrywać każdego dnia na nowo - tłumaczy s. A. Banyś. Jak dodaje, wszystko, co siostry odczuwają, co robią na co dzień, ma zostać poświęcone w duchu wynagrodzenia Bogu. Nie dla chwały ludzkiej czy zarobku, ale przede wszystkim dla pocieszenia Bożego Serca.

Najczęściej siostry Bożego Serca Jezusa posługują w ramach katechez czy jako zakrystianki. Jedna z nich pracuje z głuchoniemymi prawie 50 lat. Inne prowadzą centrum klubowe dla dzieci z zespołem Downa, organizując zajęcia ruchowe, plastyczne, kuchenne, itd. W ciągu roku organizują także rekolekcje dla młodzieży żeńskiej, które mają charakter powołaniowy. - Nie ukrywamy, że modlimy się o nowe powołania. Pracy jest dużo, grzechów ludzkości, za które trzeba wynagradzać Bogu, mnóstwo - mówi s. A. Banyś. 

Skąd ta mała liczba kandydatek? Przełożona generalna podejrzewa, że być może wokół życia zakonnego narosło dużo krzywdzących stereotypów. Świat gdzieś pędzi. Może dziewczęta nie zauważają we współczesnych zakonnicach tego, co one widziały kiedyś w siostrach zakonnych?

- Na zakonnice patrzą przez pryzmat ścierki i mopa. Nie tak wygląda życie zakonne. To fascynujące wyjście do drugiego człowieka i pokazanie sobą Ewangelii i Chrystusa, który czyni życie pięknym. Spójrzmy na to, jak się nazywamy: siostry Bożego Serca Jezusa. To nas stawia w samym centrum, przy Panu Bogu. Jesteśmy siostrami, które adorują Serce Boże, kochające mimo zranień. Ja codziennie czuję jego bicie. To niesamowita przygoda - podsumowuje s. Aneta Banyś.

Już samo zawołanie zgromadzenia: „Wszelka chwała należy się Sercu Bożemu” zapowiada tę przygodę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama