Nowy numer 46/2018 Archiwum

Narodzony na nowo

Kiedyś wpajano mu nauki Marksa, teraz zgłębia prawdy wiary. Zawodowy żołnierz, który pokonał w życiu niejedną trudną sytuację. W tym roku dołączył do armii Zwycięzcy.

Pan Jerzy przyjął sakrament chrztu św. we wrocławskim kościele dominikanów pw. św. Wojciecha. Matką chrzestną została pani Jadwiga – opiekunka z Towarzystwa Pomocy św. Brata Alberta. Podczas uroczystości przy pl. Dominikańskim nowo ochrzczony mężczyzna przyjął również bierzmowanie i Pierwszą Komunię Świętą. Towarzyszyło mu kilku przyjaciół ze schroniska przy ul. bp. Bogedaina, gdzie obecnie mieszka. Świętowali potem przy kawie i ciasteczkach.

Ktoś czuwa

Ojciec pana Jerzego był wysokim rangą wojskowym. – To były czasy komunizmu, praktykowanie wiary w rodzinach wojskowych nie było dobrze widziane, nie zostałem ochrzczony – wspomina. – Gdy byłem dzieckiem, chodziłem sobie czasem popatrzeć do kościoła, który znajdował się obok naszego domu na pl. Grzybowskim w Warszawie. To jeden z największych kościołów warszawskich [pw. Wszystkich Świętych] – piękny, ale wtedy bardzo zniszczony. Potem, w Polsce czy za granicą, zwiedzałem świątynie w celach turystycznych. I taka była moja styczność z Kościołem. O Bogu słyszał czasem od mamy, z pochodzenia Azerbejdżanki. – Bardzo ciepło o Nim mówiła, choć prawie nie praktykowała – dodaje. – Ze 2–3 razy byliśmy po kryjomu w cerkwi w Warszawie. Gdyby ojciec się o tym dowiedział, byłby wielki szum. Choć co tak naprawdę kryło się w jego sercu, nie wiem. Znalazłem kiedyś dokumenty świadczące o tym, że był jako dziecko osobą praktykującą. Jego siostra pozostała głęboko wierząca. Ojciec był skryty, trudno powiedzieć, co myślał. Jerzy wychowania religijnego nie otrzymał, ale wpajano mu oczywiście określone zasady moralne. Kiedy odbywały się jeszcze w szkołach lekcje religii, nie chodził na nie, podobnie jak jeden z kolegów. Spotykały go w związku z tym pewne złośliwości ze strony innych uczniów. – Mieszkałem zwykle w środowiskach wojskowych – w Krakowie, Warszawie, Lublinie, Rzeszowie, Poznaniu, Legionowie. Kadra wojskowa była przenoszona raz po raz, by nie zawiązywały się różne spiski itd. – dodaje. – Ja również zostałem zawodowym żołnierzem. Choć sam nie byłem ochrzczony, syna ochrzciłem – we Wrocławiu, a mieszkaliśmy wtedy w Warszawie. Jak wspomina, z jednej strony podziwiał ludzi wierzących, z drugiej jednak widział takich, którzy tuż po wyjściu z kościoła zachowywali się zupełnie inaczej niż w środku – szli na wódkę, klęli. To go zrażało. Ale jednocześnie… – Miałem parę wypadków, po których nie powinienem żyć, a jednak ocalałem. Dostrzegłem, że Ktoś nade mną czuwa, ma nade mną pieczę. Byłem skoczkiem spadochronowym w wojsku, przeżyłem wypadek samochodowy. Pozostawiło to zresztą swoje ślady. Fizycznie nie jestem tak sprawny jak dawniej, mam kłopoty z pamięcią.

Iskierka rozpalona

W pewnym momencie pan Jerzy zainteresował się sprawami wiary. – Dawno już przeszedłem do rezerwy. Zobaczyłem, że jest kolosalna różnica między życiem osób wierzących – zwłaszcza głęboko wierzących – a tych z dala od Boga – wspomina. – Widziałem zakłamanie, fałsz, obłudę, jaka była w wojsku. Widziałem, że inaczej jest poza tym środowiskiem. Choć byłem w zasadzie niewierzący, miałem takie przebłyski, że musi „coś być”, coś, co istnieje ponad nami. To była taka mała iskierka… W schronisku systematycznie chodził na Msze św. – Myślałem nawet, że to dziwne, że tu niby wszyscy wierzący, a garstka chodzi na Eucharystię. – Czytałem wiele książek o tematyce religijnej – dodaje. Jego zainteresowania to książki, książki i jeszcze raz książki. Jak mówi, jest raczej samotnikiem. Czyta, odkłada, zastanawia się, wraca… Choć wychowany był na muzyce Rolling Stonesów, Beatlesów, a w Warszawie pod blokiem miał słynny klub Stodoła, kocha muzykę poważną – Bacha, Mozarta. Odpoczywa przy niej psychicznie, rozmyśla nad różnymi rzeczami. Gdzieś pośród tych schroniskowych Eucharystii, lektur i rozważań dojrzewało w panu Jerzym pragnienie chrztu. Ostatecznie poprosił pracowników schroniska o pomoc w tej sprawie. – Do przyjęcia sakramentów przygotowywał mnie o. Wojciech, dominikanin. Chodziłem tam z opiekunką, panią Jadwigą – mówi. – Te spotkania miały charakter nie tyle szkolenia, ile takiej luźnej rozmowy. Miały trwać do końca marca, ale ojciec stwierdził, że już teraz mogę przyjąć chrzest. I tak się stało. Pan Jerzy cieszy się, że swój chrzest – przyjęty w dojrzałym, senioralnym już wieku – będzie dobrze pamiętał. Udział w ceremonii był wielkim przeżyciem. Obecność wielu osób, biała szata… – Po uroczystości przyszły wielka radość i pokój – wspomina. – Trudno mi to wszystko opisać. To bardzo osobiste przeżycia. Cieszę się.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy