Nowy numer 24/2018 Archiwum

Historia jest areną działania Pana Boga

– Kościół nigdy nie stał obok narodu. Zawsze był obecny, kiedy o niepodległość trzeba było walczyć – przypomina abp Józef Kupny w 100. rocznicę odzyskania niepodległości.

Maciej Rajfur: Jubileusz setnej rocznicy odzyskania niepodległości to okazja nie tylko do opracowań historycznych. Niepodległość naszego narodu, jak pokazuje historia, jest ściśle związana z głęboką wiarą w Chrystusa. Czy powinniśmy podjąć jakąś szczególną refleksję związaną z naszą relacją z Bogiem na przestrzeni dziejów, ale także dzisiaj?

Abp Józef Kupny: Katolik nie musi szukać specjalnej okazji, by podejmować refleksję nad swoją relacją z Bogiem. On w tej relacji żyje każdego dnia i w jej perspektywie widzi swoje życie. Natomiast Pismo Święte pokazuje, że Bóg nie działa w próżni. Objawia się w konkretnym miejscu i w konkretnym czasie. Historia zbawienia realizuje się niejako poprzez wydarzenia, które mogą być opisywane przez kronikarzy i badane przez historyków. To doskonale widać w dziejach narodu wybranego. Człowiek niewierzący może z ogromną dokładnością opisywać wędrówkę Izraelitów przez pustynię, zajęcie Kanaanu, konflikty, starcia i wojny, niewolę babilońską itd. Odnotuje wiele ważnych wydarzeń, podając fakty, miejsca i osoby. Człowiek wierzący zaś spojrzy na nie szerzej i dostrzeże, że historia jest areną działania Pana Boga. To widać doskonale, kiedy czytamy poszczególne księgi biblijne. Ich autorzy nie byli zwykłymi kronikarzami, ale ludźmi zakochanymi w Bogu, stąd przedstawiają pewne wydarzenia z perspektywy Bożego działania. Patrząc w tym kontekście, możemy powiedzieć, że historia każdego narodu jest w jakimś sensie miejscem, w którym można dostrzec palec Boży.

Dlatego zawsze warto stawiać sobie pytanie zarówno osobiście, jak i wspólnotowo: co Bóg chce mi powiedzieć, wprowadzając mnie w daną sytuację?

O co należy modlić się w kontekście współczesnej niepodległej Polski? Obecnie w narodzie uwidaczniają się coraz głębsze podziały polityczne. To może o jedność za wszelką cenę, o ciągłe nawrócenie każdego z nas?

Studiując polską myśl patriotyczną, znajdziemy list Cypriana Kamila Norwida do Michaliny z Dziekońskich Zaleskiej z 14 listopada 1862 r. To chyba jeden z najmocniejszych tekstów, który mówi o miłości do ojczyzny. Czytając go, można odnieść wrażenie, że jest tekstem, do którego warto dziś wracać. Norwid pisze m.in.: „Jesteśmy żadnem społeczeństwem. Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym” i dodaje: „Może powieszą mię kiedyś ludzie serdeczni za te prawdy, których istotę powtarzam lat około dwanaście, ale, gdybym miał dziś na szyi powróz, to jeszcze gardłem przywarłem chrypiałbym, że Polska jest ostatnie na globie społeczeństwo, a pierwszy na planecie naród. Kto zaś jedną nogę ma długą jak oś globowa, a drugiej nogi wcale nie ma, ten, o! jakże ułomny kaleka jest!? Gdyby Ojczyzna nasza była tak dzielnem społeczeństwem we wszystkich człowieka obowiązkach, jak znakomitym jest narodem we wszelkich Polaka poczuciach, tedy bylibyśmy na nogach dwóch, osoby cale i poważne – monumentalnie znamienite. Ale tak jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł – i jesteśmy karykatury, i jesteśmy tragiczna nicość i śmiech olbrzymi… Słońce nad Polakiem wstawa, ale zasłania swe oczy nad człowiekiem”. Nasz wieszcz pokazuje, że nie wolno przeżywać patriotyzmu w odniesieniu do jakiejś abstrakcji. Tłumacząc ten tekst na dzisiejsze realia, powiedziałbym tak: ważne jest, byśmy cieszyli się jako Polacy z każdego narodowego święta, dumnie wywieszali nasze barwy narodowe i śpiewali pieśni patriotyczne czy brali udział w marszach, spotkaniach i uroczystościach upamiętniających ważne wydarzenia z historii naszej ojczyzny, ale też jest bardzo ważne, żeby ta miłość do ojczyzny wyraziła się miłością do konkretnych osób.

Jak scalić powojenny Wrocław, w którym zamieszkali Polacy z różnych stron przedwojennej ojczyzny?

Myślę, że nie brakuje tu śladów niepodległości. Od kiedy przybyłem do Wrocławia, obserwuję chociażby, jak pięknie rozwija się Radosna Parada Niepodległości, w której biorą udział dzieci z wrocławskich szkół. Przywołujemy pamięć powstańców warszawskich, z których wielu zamieszkało po wojnie na Dolnym Śląsku. Widzę, jak Dolnoślązaków łączy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych czy kolejne rocznice ogłoszenia Prawd Polaków spod Znaku Rodła. Owszem, można narzekać na to, że po wojnie Dolny Śląsk zamieszkali ludzie pochodzący z różnych stron naszej ojczyzny i że nie możemy poszczycić się takimi miejscami jak chociażby Muzeum Powstania Warszawskiego. Ale tak naprawdę tyle jest niepodległościowych znaków na danym terenie, ile jest ich w ludziach ten teren zamieszkujących. Te znaki są w nas i to my – kolejne pokolenie zamieszkujące Dolny Śląsk – jesteśmy odpowiedzialni za to, co przekażemy tym, którzy przyjdą po nas.

Jak dobrze świętować jubileusz 100. rocznicy odzyskania niepodległości? Na co powinniśmy zwrócić uwagę?

Bóg, zawierając przymierze z narodem wybranym na Synaju, wypowiedział takie słowa: „Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić”. Zostały one zapisane w Księdze Wyjścia. Przywołuję je dlatego, że to zwięzłe zdanie stanowi kompletną odpowiedź na to pytanie. Bóg mówi, że zanim zaczniemy świętować, musimy najpierw pamiętać, a więc stawia pamięć przed robieniem czegoś. Obawiam się, że przy pytaniu o to, jak świętować, myśli większości biegną ku tzw. obchodom, czyli ku działaniu. Tymczasem ono jest na drugim miejscu (co nie znaczy, że nie jest ważne). Pierwsza jest pamięć. Trzeba ją budzić, przywracać. Człowiek musi wiedzieć, co świętuje. Świętowanie dla świętowania nie ma sensu. Ono jest o tyle ważne, o ile wynika z pamięci i ją podtrzymuje. Zatem droga ku dobremu świętowaniu wiedzie przez wszelkie inicjatywy, które przypomną naszemu społeczeństwu, czym był moment odzyskania niepo- dległości, i wbrew pozorom nie chodzi tutaj jedynie o przekaz wiedzy. Mam wrażenie, że problemem wielu jest coś, co w teologii określamy mianem historyzmu, to znaczy zamykania wydarzeń, które miały miejsce w przeszłości, tylko i wyłącznie w ich kręgu czasowym. W ten sposób nam po latach pozostaje jedynie ich wspominanie, jednak nie czujemy, że one w jakiś sposób wpłynęły na nasze losy. Może warto, żeby młode pokolenie zastanowiło się, jak potoczyłyby się losy naszej ojczyzny, gdyby nie udało się odzyskać niepodległości. Wówczas zapewne łatwiej będzie napra- wdę świętować, czyli przeżywać jubileusz ze świadomością, że to wydarzenie miało realny wpływ na moje życie.

Jaka była i jest, zdaniem Ekscelencji, rola Kościoła w pielęgnowaniu polskiego patriotyzmu?

Na to pytanie można napisać (i napisano zapewne) setki wielostronicowych dzieł. Powiem krótko – Kościół nigdy nie stał obok narodu. Zawsze był obecny, kiedy o niepodległość trzeba było walczyć. Dość wspomnieć chociażby kapelanów, którzy towarzyszyli polskim żołnierzom na wszystkich frontach. Był dla wielu ostoją polskości (polskiej kultury, polskiego języka), kiedy nasza ojczyzna została wymazana z mapy świata. Był i jest obecny, uświadamiając, że niepodległość nie jest dana nam raz na zawsze, ale każdego dnia zdajemy egzamin z naszego patriotyzmu.

Trwamy w Wielkim Poście. To czas, by zajrzeć w głąb swojej duszy, czas pokuty. Co jest ważne, gdy robimy rachunek sumienia jako obywatele, cząstka narodu?

Odwołam się tutaj do dokumentu pt. „Chrześcijański kształt patriotyzmu”. Czytamy w nim, że patriotyzm jest wpisany w nakaz miłości bliźniego. Zatem jeśli mielibyśmy robić rachunek sumienia obywatela, należałoby zapytać o naszą postawę służby oraz troski i odpowiedzialności za los konkretnych osób w tych miejscach, gdzie toczy się nasze codzienne życie: w gminie, parafii, szkole, miejscu pracy, wspólnocie sąsiedzkiej czy lokalnej. Podkreślam mocno zwrot „konkretnych osób”, bo mamy łatwość kochania abstrakcyjnych grup i społeczeństw. Łatwo deklarujemy, że kochamy ludzi, ale jest zdecydowanie trudniej, kiedy zostajemy zapytani o miłość do tych, których codziennie spotykamy na swojej drodze. W dalszej perspektywie ta miłość będzie się konkretyzowała także w szacunku dla prawa i zasad, które porządkują życie społeczne, jak np. rzetelne płacenie podatków, sumienne wykonywanie obowiązków zawodowych czy odpowiedzialne uczestnictwo w życiu swoich wspólnot.

Polski Kościół ma wielu wspaniałych świętych. Niepodległość to nie tylko rok 1918, ale także wcześniejsze wieki i późniejsze lata. Czy Ksiądz Arcybiskup chciałby przypomnieć jakąś postać, na której moglibyśmy się wzorować, którą warto w tym roku jubileuszowym przypominać wiernym?

Z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że każdy człowiek święty jest dla nas wzorem dojrzałego patriotyzmu. Osoby wyniesione na ołtarze zdawały w konkretnych warunkach egzamin ze swojej miłości do ojczyzny. Możemy wspomnieć np. powstańców styczniowych: św. Rafała Kalinowskiego, brata Alberta Chmielowskiego. Pięknie zapisał się w historii także św. abp Zygmunt Szczęsny Feliński, który po upadku powstania napisał list do cara, broniąc Polaków przed represjami, za co został zesłany w głąb Rosji. Przywołam także arcybiskupa lwowskiego św. Józefa Bilczewskiego. Zachęcam do zapoznania się z jego listem pasterskim na Wielki Post z 1923 r., w którym tłumaczył, że czas na „odzyskanych fundamentach odbudować wielki, trwały, praworządny gmach państwowy”. A ponieważ, jak zauważył arcybiskup, nie jest to łatwe zadanie, mogli się go podjąć jedynie ci, którzy mieli „duszę pełną miłości Ojczyzny”. Idąc dalej przez wieki, mamy przecież przykłady świętych z okresu II wojny światowej, jak bł. Michał Kozal, św. Maksymilian Kolbe czy bł. ks. Władysław Makowiak, a także z czasów komunizmu, jak bł. ks. Władysław Findysz czy bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Warto również zwrócić uwagę na naszego sługę Bożego ks. Aleksandra Zienkiewicza, który – pomimo grożącego mu niebezpieczeństwa – nie miał zamiaru opuszczać swoich parafian, a po przybyciu na Dolny Śląsk dawał każdego dnia przykład tego, jak być dobrym Polakiem i dobrym chrześcijaninem.

Niejednokrotnie nasi przodkowie mówili o interwencji Bożej, która pomagała Polakom lub ich ratowała – w skali makro (np. Cud na Wisłą) i mikro (pojedyncze historie ocalenia z tragedii wojennych). Jak powinniśmy podchodzić do takich opowieści?

Rozpoczynaliśmy naszą rozmowę, podając przykłady potwierdzające, że Bóg objawia się poprzez konkretne wydarzenia historyczne – działa w historii. Jeśli tak działał kilka tysięcy lat temu, to możemy z całą pewnością powiedzieć, że nie osłabł ani nie zrezygnował z tego działania. Działa także w naszej historii. Być może wydarzenia, których sensu dziś kompletnie nie widzimy, odsłonią się przed nami za jakiś czas. Ważne, by mieć otwarte oczy i nie bać się szukać śladów Boga w otaczającym nas świecie.

maciej.rajfur@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma