Nowy numer 25/2018 Archiwum

Czy perła Dolnego Śląska odzyska blask?

O tym, jak wielki wpływ na rozwój cywilizacyjny Europy mieli cystersi, nie trzeba przekonywać. Ich klasztor w Lubiążu, kiedyś tętniący życiem, dziś z trudem ratowany jest od ruiny. Być może idą dla niego lepsze czasy.

Klasztorny zespół pocysterski w Lubiążu to drugi największy tego typu kompleks na świecie. Jest trzykrotnie większy od krakowskiego Wawelu. Znajduje się tam nie tylko klasztor, ale również dwa kościoły, Pałac Opatów, stary browar, stara wozownia oraz stara stodoła, w której dziś jest restauracja. W tym miejscu spoczywają również członkowie rodziny Piastów Śląskich. Pod koniec lutego w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim podpisano list intencyjny o rozpoczęciu działań zmierzających do nieodpłatnego przekazania obiektów na rzecz Skarbu Państwa. Opiekująca się nim dotychczas fundacja „Lubiąż” uratowała to miejsce od totalnej katastrofy, ale więcej nie jest w stanie zrobić.

Skok do przeszłości

Źródła historyczne mówią, że na wzgórzu klasztornym już na przełomie X i XI w. istniał gród strzegący jednej z najstarszych przepraw przez Odrę. Prawdopodobnie w 1150 r. na miejsce przybyli benedyktyni i wybudowali świątynię w miejscu obecnego kościoła pw. św. Jakuba. Cystersi przybyli do Lubiąża z Pforty nad Saalą w Turyngii 16 sierpnia 1163 r. w miejsce benedyktynów. W 1175 r. książę Bolesław Wstydliwy wystawił akt fundacyjny dla opata Florentego nadający zakonowi wiele przywilejów i własności ziemskich. Pierwszy klasztorny kościół – pw. Najświętszej Maryi Panny – został wybudowany w 1200 r., a już rok później książę Bolesław został pochowany w chórze świątyni. Skromne, średniowieczne budowle zostały przemienione w ogromny barokowy kompleks na przełomie wieków XVII i XVIII. Składają się na niego budynki klasztorne, zamieszkałe dawniej przez mnichów, oraz dwuskrzydłowy Pałac Opata. Dekoracje wykonywali najwybitniejsi artyści barokowi Europy Środkowej. Część z nich zachowała się do dziś, choć opactwo jest bardzo zniszczone i wymaga wielu nakładów finansowych, by przywrócić mu dawny blask. Wpływ na niszczenie obiektu miało na pewno przejęcie Śląska przez państwo pruskie w 1741 r. i sekularyzacja zakonu cystersów w 1810 r. 20 lat później działalność w tym miejscu rozpoczął zakład dla umysłowo chorych i funkcjonował tu do początku XX w. Od tamtej pory postępowała stopniowa dewastacja obiektu, którą dopełnili Rosjanie tuż po zakończeniu II wojny światowej, poszukując... skarbów. Po 1948 r. i opuszczeniu przez stacjonujące w tym miejscu wojska radzieckie zorganizowano tu szpital dla byłych żołnierzy. Od 1950 r. w pomieszczeniach klasztornych składowano książki i zbiory muzealne.

Na ratunek

Na początku lat 90. XX w. powstała fundacja „Lubiąż”. Członkowie postawili sobie za zadanie uratowanie obiektu od popadnięcia w nieodwracalną ruinę. Aktualny prezes zarządu, były wojewoda dolnośląski Witold Krochmal zaznacza, że w ciągu 28 lat jej działalności na ratunek klasztoru wydano około 30 mln złotych. Udało się m.in. zabezpieczyć obiekt od strony konstrukcyjnej. – On się rozlatywał. Do tego, by się nie zawalił, wykorzystana została specjalna technologia opracowana na Politechnice Wrocławskiej – wyjaśnia. Oprócz tego udało się wymienić konstrukcję dachową i cały dach, który ma łączną powierzchnię, bagatela, 2,5 ha. – Proszę sobie wyobrazić rok 1991, Salę Książęcą, gdzie największe w Europie płótno na suficie jest oberwane i wisi, na ścianach odpadające stiuki, obrazy bez ram. Taki stan pozostawiła po wyjściu Armia Czerwona – opowiada. Wyremontowano również jadalnię w Pałacu Opata i refektarz w części klasztornej. W ostatnich latach zakończył się remont jednej z kaplic bocznych kościoła. – To z niej pochodzi herb Dolnego Śląska – zaznacza Witold Krochmal. Aktualnie prace trwają przy remoncie biblioteki. – To jest benedyktyńska robota. Mamy ją w zasadzie zakończoną w 75 proc. – dodaje. Blask odzyskuje również przepiękna elewacja. Skromne dotychczas środki pozwalały na bardzo powolny postęp prac oraz na utrzymanie osób, które jednocześnie pilnowały obiektu i były przewodnikami dla turystów. Witold Krochmal zaznacza, że kompleks pocysterski w Lubiążu jest największym reprezentantem ukazującym dziedzictwo europejskie w Polsce. – Od założycieli – francuskich cystersów – przez Czechy, Habsburgów, państwo pruskie, po żołnierzy Armii Czerwonej i polskich właścicieli – wiele narodowości może być związanych z tym miejscem, dlatego trzeba pójść w tym kierunku. – Wiemy, że mecenat państwowy nad tym obiektem jest jak najbardziej właściwy dla jego wykorzystania – mówi. Zwraca uwagę, że fundacja wyczerpała swoje dotychczasowe możliwości. Dalsza działalność ratowania i dalszego utrzymania obiektu wymaga gwarancji państwowych i środków własnych jako wkładu na realizację wszelkich innych projektów, które mogłyby być finansowane z różnych źródeł. – Wierzymy, że taki sposób funkcjonowania w przyszłości daje gwarancję, że obiekt będzie wykorzystany lepiej jak do tej pory. A co dalej z fundacją? – Prawdopodobnie będziemy ją likwidować – zaznacza jej prezes. Podkreśla, że jest wiele możliwości zarządzania nieruchomością przez Skarb Państwa, również taka, że fundacja zostanie przejęta.

Ambitne plany

– Wartość historyczna zespołu klasztornego w Lubiążu jest trudna do wyceny. To perła Dolnego Śląska i zabytek ciągle w mojej ocenie niedoceniany – mówił w czasie uroczystego podpisania listu intencyjnego Paweł Hreniak, wojewoda dolnośląski, reprezentujący Skarb Państwa. Zaznaczył, że trzeba poszukiwać rozwiązań na zagospodarowanie i większe wykorzystanie tego unikatowego obiektu. – Chcemy powołania instytucji kultury, której organem założycielskim byłoby Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wydaje się, że taka formuła jest najbezpieczniejsza dla tego projektu. Oczywiste jest, że państwo polskie posiada inne narzędzia, zarówno finansowo, jak i organizacyjnie. Wojewoda liczy, że całą procedurę przekazania kompleksu uda się przeprowadzić do końca roku, tak, by w przyszłorocznym budżecie zagwarantować pierwsze środki na funkcjonowanie obiektu i ewentualne remonty. Zaznacza, że wstępne szacunki mówią o potrzebie łącznie około 400 mln zł na remonty. – To nie jest możliwe w perspektywie 2–3 lat, ale już 6–7 jak najbardziej – mówi. A jakie są plany na wykorzystanie kompleksu? To wszystko jest jeszcze melodią przyszłości. Paweł Hreniak zwraca uwagę, że powinna w tym miejscu powstać stała ekspozycja dzieł Michaela Willmanna. Jeden z najwybitniejszych malarzy barokowych w Europie Środkowej w Lubiążu mieszkał i tworzył od 1660 do 1706 r. Wojewoda przywołał tu możliwą współpracę z Muzeum Narodowym we Wrocławiu, które posiada w swych zbiorach dzieła mistrza. – Chcemy zaprosić też do tego miejsca inne instytucje kultury – zapowiada. Pojawił się również pomysł połączenia wodnego przez rzekę Odrę między Muzeum Narodowym a klasztorem w Lubiążu. Inną propozycją jest wykorzystanie ogromnej kubatury obiektu i ok. 300 pomieszczeń na ekspozycje dzieł kultury, które zalegają w muzealnych magazynach w całym kraju. Obecnie klasztor w Lubiążu odwiedza ok. 60 tys. turystów rocznie, ale może ich być nawet pół miliona.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma