Nowy numer 44/2020 Archiwum

Posłani i podarowani

„Kim jest dobry pasterz”? Jak przygotować się do pasterskiej posługi w Kościele?

Przed IV niedzielą wielkanocną – Niedzielą Dobrego Pasterza – zapytaliśmy o to kleryków formujących się w różnych seminariach archidiecezji wrocławskiej.

Znak od Boga

Tomasz Zalwowski, kleryk IV roku Metropolitalnego Wyższego Seminarium Duchownego – Moja odnowa relacji z Panem Bogiem zaczęła się od pieszej pielgrzymki wrocławskiej na Jasną Górę. Wtedy zobaczyłem Kościół zupełnie inny niż ten, który znałem ze swojej parafii – radosny, uśmiechnięty, taki, jaki był w moich marzeniach. Rozeznanie powołania rozpoczęło się od Seminarium Odnowy Wiary w Duchu Świętym w „Wawrzynach”. Już wtedy słyszałem głos Boga, ale nie byłem tego wszystkiego pewien. Powiedziałem do swojej animatorki: „Wierzę, że jeśli Pan Bóg będzie chciał, abym poszedł w tę stronę, to otrzymam jeszcze jakiś znak”. Seminarium kończy się nabożeństwem, które nazywa się wylaniem darów Ducha Świętego. Gdy trwała modlitwa grupy wstawienniczej nade mną, wyznałem Jezusa Panem i Zbawicielem swojego życia. Wówczas zobaczyłem dwie dłonie, które się ze sobą splotły i zbliżały się w moim kierunku. Gdy przenikały moje wnętrze, Bóg sprawił, że ja to czułem. One się rozdzieliły i wtedy „zobaczyłem” wiatr, który wleciał do środka. W tym momencie złapałem głęboki oddech i, mogę tak powiedzieć, „wróciłem na ziemię”. To był ten znak. Przede wszystkim uważam, że kapłan powinien być na pierwszym miejscu człowiekiem. Widzę teraz dokładnie, jak wielka odpowiedzialność spoczywa na pasterzach Kościoła. Chciałbym być kapłanem, który będzie wśród owiec, który będzie z ludem, a nie gdzieś obok. Oczywiście wiem, jak ważna jest relacja z Bogiem i jak bardzo trzeba o nią dbać, by nic w życiu się nie rozsypało. Dla mnie dobry pasterz to taki, który cały czas w swoim życiu szuka Boga, na nowo Go odkrywa. Nie brakuje mi autorytetów. Jednym z największych jest ks. Stanisław „Orzech” Orzechowski. To przez niego Bóg do mnie przemawiał, a jego słowa tak bardzo trafiały. Chciałbym być takim kapłanem jak on.

W sercu Maryi

Michał Serwiński CMF, kleryk V roku Wyższego Seminarium Duchownego Misjonarzy Klaretynów – Żeby był pasterz, muszą być owce. Jeśli nie ma się relacji z owcami, to pasterzowanie w wymiarze duchowym jest puste, bez sensu. Papież Franciszek w adhortacji „Evangelii gaudium” mówi, że pasterz to ktoś, kto czasem idzie na czele ludu, czasem pośrodku, a czasem z tyłu. Na początku – by wskazywać drogę, w środku – by być pomiędzy owcami, za ludem – by pomóc tym, którzy zostali z tyłu. Dobry pasterz potrafi być w różnych miejscach; umie dostosować się do potrzeb owiec. To nie ktoś, kto z wysokości swojej cnoty, swojego urzędu kieruje wszystkimi. To raczej ktoś, kto idzie razem z owcami w określonym kierunku – wyznaczonym przez Tego, który jest prawdziwym Dobrym Pasterzem. Wielu rzeczy można się nauczyć od założyciela naszego zgromadzenia. Św. Antoni Maria Claret był człowiekiem niesamowicie rozmodlonym. Przemieniał się na modlitwie i szedł do ludzi napełniony Nim. Tylko wtedy człowiek może głosić innym prawdziwego Boga. Nie jakąś karykaturę, ale Kogoś, kogo najpierw sam spotkał Go na głębokiej modlitwie. Św. A. M. Claret uczy wychodzenia do owiec. Żył w Hiszpanii w trudnych dla niej i dla Kościoła w tym kraju czasach. Widział potrzeby serc spragnionych słowa Bożego – którego nie miał im kto głosić. Jego pomysł był prosty: „Idź i głoś”. Wędrował od wioski do wioski, by szerzyć słowo Boże. Na różnych obrazach, pomnikach jest często ukazywany w ruchu – jako idący naprzód, wychodzący. Kolejna ważna nauka naszego założyciela – robienie wszystkiego, także podejmowanie ewangelizacji, w sercu Maryi. Ono jest miejscem, gdzie każdy czuje się bezpiecznie, otoczony matczyną miłością. Dlaczego wstąpiłem akurat do tego zgromadzenia? Kluczowe było dla mnie to, że jesteśmy „synami serca Maryi”; duchowość maryjna była dla mnie zawsze bardzo ważna. Poza tym spodobał mi się fakt, że klaretyni mogą służyć Bogu, zajmując się… wszystkim. Mamy głosić słowo Boże wszelkimi możliwymi sposobami. Można to czynić, głosząc rekolekcje, pracując w parafii, z młodzieżą, czy w pracy naukowej.

Z ludzi i do ludzi

Olaf Jankowicz OFM, kleryk IV roku Franciszkańskiego Wyższego Seminarium Duchownego „Antonianum” w Prowincji św. Jadwigi Zakonu Braci Mniejszych – Pochodzę z Kłodzka, wychowałem się w religijnej rodzinie, byłem ministrantem, a moje powołanie dojrzewało przez lata. Pociągał mnie przykład ojców franciszkanów, którzy mnie uczyli w szkole. Odzywało się we mnie pragnienie służenia Bogu, więc postanowiłem spróbować, żeby nie gryźć się przez całe życie, że porzuciłem to, co mi podpowiadało serce. Pan Jezus daje nam znakomity wzór ewangeliczny dobrego pasterza. Moim zdaniem chodzi przede wszystkim o mądre towarzyszenie ludziom w drodze do Boga. Prowadzenie ich do doświadczenia Boga, do tego, by zbudowali z Nim żywą relację. A co to znaczy mądrze towarzyszyć? Nie robić nic na siłę, nie narzucać się, pozostawić wolność drugiemu człowiekowi, ale być dostępnym, kiedy tego potrzebuje. Co ważne, pasterzowanie nie jest tylko zadaniem dla kapłanów, zakonników, jak wielu uważa, ale to wyzwanie dla każdego z nas. Są pewne etapy w drodze do Boga, które musimy i możemy przejść sami, ale są takie, w których potrzebujemy prowadzenia drugiego człowieka. Nie można się zatrzymać na byciu owcą, ponieważ poprzez chrzest zostaliśmy zaproszeni do bycia pasterzem dla otoczenia, dla innych ludzi. Mamy ich prowadzić dla Pana Boga. A zatem to misja również dla świeckich katolików. Sądzę, że współcześnie dobry pasterz powinien zauważać ogromną potrzebę bycia z ludźmi i przy ludziach. Nie wchodzić w ich życie z butami, ale towarzyszyć im z całą wrażliwością i cierpliwością zarówno w pięknych, radosnych chwilach, jak i trudnych momentach, w cierpieniu. Pasterz wlewa w serca owiec nadzieję, przez co wskazuje na samego Boga, który jest wieczną nadzieją. Dlatego kapłan musi być dla ludzi, bo jest z ludzi brany i do ludzi posłany.

Nie wolno spocząć

Paweł Janowski SDS, kleryk II roku Wyższego Seminarium Duchownego Salwatorianów w Bagnie – Bycia dobrym pasterzem dopiero się w seminarium uczymy. Ważne są dla nas dobre wzory. Przyglądamy się kapłanom. Szukamy autorytetów. Ostatecznie jest nim sam Chrystus, Dobry Pasterz. Papież Franciszek mówi, że pasterz powinien „pachnieć owcami”, być pośród nich, a jednocześnie umieć stanąć na ich czele, poprowadzić. Jego życie musi być podporządkowane służbie innym. Tu nie wystarczy być dobrym liderem. Trzeba być kimś więcej. Myślę, że to „więcej” płynie z przylgnięcia do Boga, budowania bliskiej relacji z Nim. Tylko wtedy można jej uczyć innych. Sługa Boży o. Franciszek Maria od Krzyża Jordan, założyciel naszego zgromadzenia, starał się jako pasterz docierać do każdego człowieka – dlatego przełamywał pewne schematy, wykorzystywał najnowsze środki komunikacji, nauczył się bardzo wielu języków. „Dopóki żyje na świecie choćby jeden tylko człowiek, który nie zna i nie kocha Jezusa Chrystusa Zbawiciela Świata, nie wolno ci spocząć” – to dewiza, którą kierują się salwatorianie. Prowadzimy misje w bardzo wielu krajach. Docieramy do ludzi na różne sposoby i ta różnorodność to jedna z salwatoriańskich cech. Ja przykładowo pracuję w studiu nagrań, które znajduje się w Bagnie i poprzez które staramy się promować muzykę chrześcijańską czy w jakiś sposób prowadzącą ku Bogu. Moją pierwszą miłością było wojsko. Byłem podchorążym w Warszawie. Moim kapelanem był wspaniały kapłan, salwatorianin, jednocześnie świetny żołnierz. Dzięki niemu poznałem nasze zgromadzenie. Zapragnąłem czegoś więcej, tęskniłem za jeszcze większą bliskością Boga. Wojsko przestało wystarczać. Tu, u salwatorianów, poczułem, że jestem na swoim miejscu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama