Nowy numer 3/2021 Archiwum

Radość musi być

Kaplicę w budynku przy ul. Jutrosińskiej zdobi lśniąca tęcza. – To znak nadziei. Przypomina o tęczy, która rozbłysła dla tych, co ocaleli w Arce Noego – tłumaczy Małgosia.

Jak wyjaśnia, poszczególne elementy barwnego łuku to dzieło konkretnych osób, których imiona utrwalone są pod kolorowym szkliwem. Mozaika, nad którą widać kopię ikony Rublowa, wyraża coś z charyzmatu Arki: budowanie rodzinnej wspólnoty w całej różnorodności osób. Obecnie mieszka tu 22 domowników z różnymi niepełnosprawnościami (w tym 9 w tzw. mieszkaniach chronionych). To oni są gospodarzami. Wspierają ich asystenci.

Niech będzie dom

Wśród mieszkańców jest Milena. Serdecznie zaprasza do swojego pokoju z soczystą łąką namalowaną na ścianach i mnóstwem rysunków na stole. – Bardzo lubię kwiaty – mówi, pokazując zdjęcia z Ogrodu Botanicznego. Następnie prowadzi do pracowni. – Robimy magnesy na lodówkę: z biedronką, z kwiatkami, z napisami o przyjaźni – demonstruje. Milena odznacza się wielką dokładnością i często doprowadza prace innych do ideału. Domownicy, z pomocą osób prowadzących warsztaty, wykonują rysunki, kartki świąteczne, baranki wielkanocne, anioły… Alinka pracowicie drze wytłoczki po jajkach, z których potem wykonuje się masę papierową, Marek jest specjalistą od wycinania, Zbyszek maluje. Razem tworzą swoje dzieła sztuki, razem sprzątają, świętują i modlą się. Ich kolorowy dom sięga korzeniami różnych środowisk. – Jedno z nich to wspólnota „Muminkowa” przy parafii pw. św. Antoniego na Karłowicach. Zapoczątkował ją o. Antoni Dudek – mówi Małgorzata Andrzejczak. Wspomina czas, gdy zainteresowana wspólnotami dla niepełnosprawnych, odwiedziła dom Arki w Śledziejowicach, a potem spędziła trzy lata w Arce w Wielkiej Brytanii. – Po powrocie usłyszałam od o. Antoniego: „To kiedy powstanie Arka we Wrocławiu?”. Myślałam wtedy, że się pomylił, nie wie, jakie to wyzwanie… Jego pytanie nie dawało mi jednak spać. Ostatecznie powstała grupa osób, którym bliskie były idee L’Arche (czyli Arki), wspólnoty założonej przez Jeana Vaniera. Spotykali się co miesiąc na modlitwie, lekturze jego pism. Wspierali ich franciszkanie, a pod swój dach przygarnęła ich wspólnota „Duży Dom”. Ostatecznie, krok po kroku, 15 lat temu doprowadzili do powstania pierwszego domu Arki na Karłowicach. – To był prawdziwy cud Boży – mówi Małgorzata.

Sąsiedzi i przyjaciele

– Z czasem tuż obok, przy ul. Jutrosińskiej, powstał drugi dom. Jego część stanowi obecnie zespół mieszkań chronionych, dla osób mających większą potrzebę samodzielności – tłumaczy Agnieszka Karolak, dyrektor wrocławskiej Arki. – Mieszkańcy uczą się bycia dla innych dobrymi sąsiadami. Doświadczają, że budowanie wspólnoty, relacji międzyludzkich daje prawdziwe szczęście. Arka stwarza warunki do odkrycia w każdym człowieku jego niepowtarzalnych darów. Pokazuje, że osoby z niepełnosprawnością mają ich mnóstwo; że dla społeczeństwa nie są problemem, ale skarbem. Agnieszka Karolak podkreśla, że każdy jest współodpowiedzialny za wspólny dom – za to, jakiego koloru będą ściany, co będzie na obiad, jak spędzić wspólnie weekend. – Wspieramy się nawzajem. Niektórzy potrzebują pomocy w wymiarze praktycznym, inni w poukładaniu sobie priorytetów w życiu, odkryciu radości z rzeczy małych. To właśnie pełnosprawni asystenci szczególnie wiele korzystają z „arkowej” wspólnoty. Na przestrzeni lat coraz bardziej wrasta ona w środowisko sąsiedzkie. – Nawiązaliśmy współpracę ze szpitalem przy ul. Kamieńskiego. Angażujemy się podczas odprawianych w szpitalnej kaplicy Mszy św. (czytania, zbieranie składki), a w świątecznym czasie kolędujemy z pacjentami. Mamy swobodę zagospodarowania korytarza prowadzącego do kaplicy. Prezentujemy tam różne wystawy – dodaje Agnieszka. Wyjaśnia też, że cały czas wspólnota otwarta jest na nowych asystentów. Zwykle są oni zapraszani do zamieszkania z domownikami na okres 3 miesięcy. Po czasie rozeznania mogą podjąć decyzję o pozostaniu w Arce na rok i dłużej. – Często asystenci zarażają swoimi zainteresowaniami domowników i odwrotnie – mówi. Teraz na przykład Jacek wpłynął na wspólnotę swoją pasją wędrowania drogami św. Jakuba. – Co miesiąc pokonujemy wspólnie jakiś odcinek dolnośląskiego szlaku Camino. To trud, ale i wielka radość – przekonuje. Do 7 maja można oglądać w katedrze wrocławskiej wystawę fotograficzną z okazji 15-lecia wrocławskiej Arki. Znajdziemy tam zdjęcia domowników i ich charakterystyczne powiedzonka. „Zabierz mnie tam, gdzie rosną bajki” – prosi Emilia. A Wiola i Artur dzielą się prostą refleksją: „Radość? Radość musi być!”

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama