Nowy numer 42/2018 Archiwum

Duszę zbawisz, a co z tobą?

Mówił o sobie „maestro di miotła”, a jego kazania stały się częścią legendy Wrocławia. Co pozostawił za sobą ten artysta słowa?

Proboszcz parafii pw. NMP na Piasku, słynny kaznodzieja, wykładowca homiletyki, spowiednik. Ukształtował duchowo – a nawet językowo – rzesze ludzi. Prof. Jan Miodek, językoznawca, wspominał nieraz, że ks. Julianowi zawdzięcza wszystko w swojej zawodowej pracy wykładowcy; to on przekazał mu podstawową zasadę: „Jeśli chcesz, by twoi odbiorcy płonęli, musisz sam płonąć”.

Kompozytor na ambonie

– To był kapłan, który dbał o kunszt słowa w sposób trudny do wyrażenia – mówi Maria Lubieniecka, dbająca o spuściznę ks. J. Michalca. Przypomina, że definiował kaznodziejstwo jako „mowę o Bogu i w łączności z Bogiem”; twierdził, że „od kazania słuchacze oczekują nie tylko światła, ale i ciepła”. Uważał, że wybranym tematem kazania trzeba się zajmować tak długo, aż stanie się dla mówiącego „osobistą, wewnętrzną własnością” – co wcale nie narusza obiektywnej prawdy, ale zapewnia jej oryginalne zaprezentowanie. „Jeśli nie masz prawdy swojej, nie masz jej wcale” – twierdził.

Pani Maria wspomina „partytury” kazań, które ich autor przechowywał w ściśle określonym porządku. Przygotowany tekst rozrastał się zwykle w trakcie głoszenia, bo kaznodzieja na bieżąco przystosowywał się do możliwości audytorium. Używa określenia „partytura kazania” między innymi ze względu na widoczne na kartkach różnobarwne znaki mające sugerować sposób interpretacji głosowej. Lekkość mówienia nie pozwalała domyślić się ogromu pracy, jaką wkładał w przygotowywanie kazań. Jak stwierdziła kiedyś red. Maria Woś podczas rozmowy o ks. J. Michalcu – „ciężka jest praca nad lekkością stylu”.

Prof. Jan Miodek wspominał przy różnych okazjach o „drążeniu słowa” przez ks. Juliana – misternych rozróżnieniach na przykład między „spotkać” i „napotkać”, „wyniszczenie” i „samozniszczenie”. Zwracał uwagę na błędy w myśleniu, jakie towarzyszyć mogą pewnym utartym określeniom – na przykład „Zbaw duszę swoją”. Przekonywał, że człowiek duszy nie posiada. „Przecież dusza nie jest wcale moja! Ja jestem duszą i ja mam zbawić – sam siebie, a nie coś mojego (...). Chcesz »zbawić duszę«. A co masz zamiar zrobić ze samym sobą?”. – Ksiądz profesor na wszelkie dostępne mu sposoby i pod różnorakimi względami restaurował słowo – mówi Maria Lubieniecka.

Nie opuszczaj Ogrodnika

Zaskakiwał. Zachowało się kazanie ks. Michalca „do braci kominiarzy” (braci dla kapłana noszącego również czarny strój), do organistów – którym mówił o muzyce czekającej „w salonach Bożych”, wspominane są, co roku inne, kazania noworoczne na temat czasu. Często używał przerywnika: „Jak to powiedzieć, jak to powiedzieć...”. Zmagał się z językiem. Kazanie trwało 20, 30, czasem 40 i więcej minut, a ludzie denerwowali się, że się już kończy... – Jego kaznodziejstwo stanowiło bezpośredni wykwit, właściwie erupcję życia duchowego, jakie w nim buzowało – twierdzi M. Lubieniecka. Nie był specjalnie wylewny, ale miał spore poczucie humoru – niemal każdej osobie przychodzącej częściej do kościoła NMP na Piasku nadawał przezwisko (np. „Kapelusik”). Czasem świadomie używał gwary. Na pogrzebie swojego brata księdza (nękanego przez ówczesne władze) mówił: „I bydziesz se tam, Franuś, leżoł... I już milicjont po cie nie przyjdzie...”. Był mistrzem słowa i... porządków. M. Lubieniecka wspomina, że należał do „najwybitniejszych znawców sztuki doskonałego sprzątania”. Dysponował różnymi przygotowanymi przez siebie szczotkami, które mocował na długich bambusach, chcąc dosięgnąć pajęczynę wiszącą wysoko w kościele, wspinał się na drabiny. Nazywał sam siebie „maestro di miotła”.

Był wspaniałym spowiednikiem. Niektórzy twierdzili, że każdy, kto się z nim zetknął, stawał się człowiekiem wierzącym. Wiele jego określeń otwierało w sercach jakieś nowe drzwi. Jak mówił, grzechem jest zmienianie świata „w ogród bez Ogrodnika”. Twierdził, że „Kościół to miejsce, gdzie Chrystus Pan Zbawiciel na tym świecie ucztuje. Wspólnie przy stole siedzi – z grzesznikami”. Jego słuchacze podkreślają, że walczył o wiarę rozumną. Jego kazania były teologiczne – jak zauważył kiedyś J. Miodek, nie opierały się na tym, że „coś tam przyłoży komunie, będą oklaski”. Co mogą zaczerpnąć od ks. Juliana ci, którzy go nie znali? Może szacunek do słowa – albo do ludzi poprzez słowo? W jednym z kazań poruszył kwestię przeklinania, a także – dziś chyba w ogóle nieobecny – temat języka używanego w towarzystwie kobiet oraz języka, jakiego używają one same. „Proszę – mówił – niech panie się rozglądną wokół własnych ust”. Korzystałam z materiałów archiwalnych Marii Lubienieckiej.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy