Nowy numer 46/2018 Archiwum

Gdy pojawia się rysa

Patrząc na skalę zła w Kościele i nie tylko, można się przerazić. I pewnie trzeba. Zanim jednak wydarzą się prawdziwe zbrodnie, podpadające pod "paragrafy", coś dzieje się w zakątkach ludzkiego serca. To chwila, gdy wciąż można wygrać. I są miejsca, które ułatwiają zwycięstwo.

Trwające dyskusje na temat bulwersujących zachowań wśród duchownych koncentrują się na problemie wypracowania pewnych procedur, odpowiedniej reakcji wobec takich zachowań – by tam, gdzie dochodzi do ewidentnego zła, szybko je przerwać, nie dopuszczając do krzywdy innych osób.

To oczywiste, że tak powinno być – wobec każdego zła zresztą, czy to wśród ludzi Kościoła, czy w innym gronie. Pytanie: co zrobić, by w ogóle do takich zjawisk nie dochodziło? Dochodzi tak często, i to w różnych grupach społecznych, że chyba trzeba stwierdzić: to nie jednostkowe przypadki i nie dotyczą jakichś osobników „z innej gliny ulepionych”. Jesteśmy jako ludzie słabi, grzeszni, często poranieni. I trzeba się z tym zmierzyć, zanim zaczniemy ranić innych. Jak mówił w tym roku w wygłoszonym we Wrocławiu świadectwie Andrzej „Sowa” Kogut: Jesteśmy Kościołem grzeszników, Kościołem cudzołożników, narkomanów, pedofili...

Pamiętam mailową wymianę zdań z – zachowującymi anonimowość – członkami wrocławskiej grupy „Pascha”, grupy wspierającej mężczyzn z niechcianymi skłonnościami homoseksualnymi, ludzi, którzy chcą odbudować swoją tożsamość, żyć w zgodzie z Bożymi przykazaniami, być osobami szczęśliwymi. Pisali często o chwili, gdy musieli zmierzyć się z – czasem strasznym dla nich – faktem: „są we mnie skłonności, których nie chcę, są jakieś duchowe czy psychiczne rany, są jakieś mroczne zakamarki, coś, co pozostawione samo sobie, będzie niszczące, dla mnie i dla innych”. Ludzie ze wspomnianej grupy mieli odwagę zmierzyć się z tą rzeczywistością, a wielu z nich – po długotrwałej terapii i duchowej pracy nad sobą, z pomocą specjalistów i wśród przyjaznych osób – odniosło zwycięstwo.

W tamtej sytuacji rzecz dotyczyła homoseksualizmu, ale przecież dotyczyć może wielu innych zjawisk, destrukcyjnych dla człowieka, wobec których czuje się bezradny. Blisko 10 lat temu we Wrocławiu odbywał się zjazd Anonimowych Alkoholików oraz pokrewnych grup, wspierających między innymi osoby uzależnione od hazardu, impulsywnego seksu czy jedzenia (niepotrafiące powstrzymać niekontrolowanego spożywania pokarmu, nawet gdy powodowało to już uszkodzenia narządów wewnętrznych).

Spotkanie pokazało, że ludzie są w stanie wplątać się w niezliczoną liczbę zniewoleń, krzywdząc siebie i innych. Pokazało jednak także, że – jeśli człowiek chce „wyjść na prostą” – istnieje możliwość wyzwolenia się. Nie ma sytuacji bez wyjścia. I że czasem przedziwnie splatają się ze sobą grzech i doznane krzywdy, osobista wina i niezawinione rany. Co nie zwalnia od ponoszenia konsekwencji swoich czynów.

Nikt nie wyręczy nikogo w trosce o pielęgnowanie więzi z Bogiem, o duchowe środowisko, jakie tworzymy wokół siebie. Drobne kompromisy ze swoją słabością, kapitulacje w walce o czas na modlitwę, lekceważenie kolejnych rys na swoim chrześcijaństwie... Tak się zaczyna droga od najpiękniejszych ideałów do... zostania bandytą. Ale przecież nie dzieje się to od razu. Są sposoby, by lawinę zła zatrzymać – przede wszystkim w sobie, ale pomóc w tym i innym.

Może powinniśmy więcej mówić w Kościele o miejscach (i tworzyć je), gdzie można szukać pomocy, gdy człowiek – duchowny czy świecki – czuje, że zaczyna w nim dziać się coś złego, że stoi na progu kryzysu? O miejscach, gdzie można skorzystać z porady doświadczonej osoby, odbyć rekolekcje, skorzystać z pomocy psychologa, podjąć terapię. Słusznie mówi się o podejmowaniu zdecydowanych działań wobec ludzi winnych zła, ale czy równolegle nie trzeba równie mocno wskazywać na „koła ratunkowe” przed stoczeniem się w bagno zła? I umożliwiające cofnięcie się, gdy już jakiś krok ku przepaści się zrobiło? Nie od razu zostaje się cynicznym pedofilem, złodziejem czy pozbawionym nadziei narkomanem (nie porównując ze sobą tych sytuacji).

Czy wykorzystujemy te chwile, gdy w życiu naszym i ludzi obok nas tworzą się pierwsze pęknięcia, pierwsze zwiastuny możliwej katastrofy?

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Lubelak
    31.08.2018 22:04
    Myślę, że większość ludzi o zdrowym rozsądku nie oczekuje od nikogo, także od księdza czy siostry zakonnej bezgrzeszności. Ba, nawet grzechy ciężkie i wszelkie zbrodnie są do pomyślenia, bo taki jest człowiek, także ten w sutannie czy habicie. I to jakoś nie przeraża. Grozę budzi zupełnie coś innego. Mianowicie istnienie wśród duchowieństwa i hierarchii rozbudowanych struktur grzechu. Dowiadujemy się o kryciu pedofilów, o jakimś lobby homoseksualnym w Watykanie, słyszymy o najwyższych hierarchach chroniących na stanowisku arcybiskupa przestępcę. To jest właśnie coś, co spędza sen z powiek.
    doceń 46
  • Dremor
    04.09.2018 17:45
    Gdy pojawia się rysa, to bierze się wiertarkę, młotek, szpachlę, farbę i naprawia się, żeby cały mur nie popękał. Będzie lecieć kurz, będzie gruz do wywiezienia, czasami trzeba będzie wymienić parę cegieł. Będzie pot, mnóstwo pracy, a remontowana ściana przez pewien czas nie będzie przypominać pięknego muru. Ale trzeba to zrobić, bo inaczej rysa zmieni się w pęknięcie.

    Proponowane przez Panią Redaktor rozwiązanie jest naiwne. Rysy nie naprawimy odwracając od niej wzrok i każąc go skupić na ładnym i czystym kawałku ściany. Pewnie, piękne miejsca w Kościele są, trzeba o nich mówić, ale jak jest już pęknięcie, to ściana nie wytrzyma bez zdecydowanego remontu, nieważne jak piękna będzie jej "zdrowa" część.

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy