Nowy numer 50/2018 Archiwum

Jezus poszedłby na Marsz Równości?

Jezus byłby tutaj z nami na tej scenie - stwierdził podczas Marszu Równości Konrad Imiela. I na drugi dzień Jezus mu odpowiedział w Ewangelii.

Ulicami Wrocławia przeszedł 10 MarszRówności. Nie będę się skupiał na tym, dlaczego, ile osób i kto. Wiadomo, że chodzi o społeczność LGBT, LGBTQ, LGBTQ+ czy jakoś tak.

I pewnie nie poruszyłbym tematu tego wydarzenia, gdyby nie parę słów, które padły publicznie ze sceny. Do uczestników pochodu przemawiał bowiem Konrad Imiela, dyrektor wrocławskiego Teatru Capitol, który w przypływie duchowego uniesienie (jak mniemam) stwierdził:

Jezus byłby tutaj z nami na tej scenie. A czarne bilbordy są do dwudziestu razy mniej skuteczne niż miłość.

Od razu zaznaczę - nie znam religijności pana Imieli, ale po tych słowach mogę się domyślić, jakie prezentuje do religii podejście, a przynajmniej, jaką ma znajomość Pisma Świętego.

Dyrektor Capitolu nawiązał w swojej wypowiedzi do obecności Krucjaty Różańcowej, która przygotowała kontrmanifestację obok Marszu Równości oraz do jeżdżących po mieście banerach, które informują: „Stop pedofilii. Pedofilia występuje do 20 razy częściej wśród homoseksualistów”.

Czy Jezus zatem szedłby w Marszu Równości? Być może i by się wybrał, ale z pewnością nie po to, żeby machać kolorową chorągiewką i cieszyć się manifestacją.

Poszedłby tam zapewne, aby przekazać ludziom słowa, które wypowiedział dzień później w Ewangelii podczas niedzielnej Mszy świętej. Może przypomnę, bo nie wiem, czy pan Konrad Imiela słyszał.

Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co więc Bóg złączył, tego niech człowiek nie rozdziela.

Natomiast chwilę wcześniej słyszymy w pierwszym czytaniu Liturgii Słowa:

[…] mężczyzna powiedział: "Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta". Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem.

Odpowiedź Jezusa chyba nie wymaga dalszej analizy. Może dobrze, że jednak nie kroczył w marszu.

A pan Imiela niech lepiej już nie wyciera sobie gęby Jezusem i religią, szczególnie publicznie, zapewne wiedząc doskonale, jaki Kościół, a zatem i sam Jezus, a zatem i sam Bóg, ma stosunek do pojmowanej przez manifestantów równości, homoseksualizmu, małżeństw jednopłciowych itd.

Na pocieszenie dodam, że zgadzam się z drugim stwierdzeniem dyrektora Capitolu. Miłość jest skuteczniejsza niż czarne bilbordy, ale miłość nie polega na robieniu wszystkiego, co nam się podoba i co wymyślimy, na zgadzaniu się na wszystko i poklepywaniu po plecach.

I może tutaj warto zacytować bliskiego przyjaciela Jezusa, człowieka, nazywanego Apostołem Pogan (czyli nas), w temacie swobody obyczajów.

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. […] ciało nie jest dla rozpusty, lecz dla Pana, a Pan dla ciała. […] Czyż nie wiecie, że ciała wasze są członkami Chrystusa? Czyż wziąwszy członki Chrystusa, będę je czynił członkami nierządnicy? Przenigdy! Albo czyż nie wiecie, że ten, kto łączy się z nierządnicą, stanowi z nią jedno ciało? Będą bowiem – jak jest powiedziane – dwoje jednym ciałem. […] Strzeżcie się rozpusty! Bo czyż jakikolwiek grzech popełniony przez człowieka jest poza ciałem? Lecz kto grzeszy rozpustą, przeciwko własnemu ciału grzeszy.

Ktoś powie, a co to obchodzi uczestników Marszu Równości? Nie muszą być wierzący i słuchać św. Pawła. Oczywiście. Ale wmawianie sobie, że Jezus dołączyłby do kolorowej manifestacji to już wyraźne naginanie rzeczywistości.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • Anonim (konto usunięte)
    22.10.2018 13:56
    ... kwestia. 5
    doceń 0
  • Anonim (konto usunięte)
    22.10.2018 14:00
    Na koniec, inaczej rozumiem teologię. Jest najpierw doświadczeniem żywego, działającego Boga w Kościele (liturgis, sakramenty), a następnie jego ukazywaniem, również w eklezjalnym kontekście. Zabawa w "dowody na istnienie Boga" na przykład, jedt, ehem, niepirozumieniem. Aha, to jak syntetyczne wygląda nauczanie Kościoła dot. Homoseksualizmu? Pogłębiło się, ale nie zmieniło. KONIEC odpowiedzi
    doceń 1
  • Anonim (konto usunięte)
    22.10.2018 14:02
    PS Też jestem przeciwny upraszczaniu i drogom na skroty.
    doceń 1
  • Anonim (konto usunięte)
    22.10.2018 15:25
    Nie zapisał mi się kolejny tekst. Jeszcze raz. Jasne, przecież sam przed chwilą pisałem, że nie ma "człowieka w ogóle". Z kryzysem tożsamości chodzi o to, że (anty) kultura, cywilizacja smiercią, nie pomoże np. nastolatkowi niepewnemu swek męskości w rozwiązywaniu problemów, że generalnie proponuję człowiekowi, żeby robił, co chce, i robił z siebie i ze sobą vo chce, a punkty odniesienia znikają. Zostają różne "czucia", "wydawania sie", no i oczywiście bezwzględna presja na konsumpcję.
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy