GN 47/2020 Archiwum

Mamy  się czym dzielić

Bracia z Taizé po raz trzeci zorganizują we Wrocławiu Europejskie Spotkanie Młodych. To powrót do stolicy Dolnego Śląska po 25 latach.

Budowanie jedności

Życiowe ścieżki Pawła Kwiatkowskiego przecinają się z Taizé od ponad dwóch dekad. Regularnie odwiedza burgundzką wioskę i bywa na Europejskich Spotkaniach Młodych wraz ze swoją żoną Adą. Decyzja braci nie była dla niego wielkim zaskoczeniem. – To było długo oczekiwane – podkreśla. Przypomina, że pomysł zaproszenia braci z Taizé sięga 2014 roku. – To była inicjatywa oddolna młodych ludzi, poparta odpowiednimi listami. Bracia przyjęli ją z zadowoleniem, a br. Alois powiedział kiedyś, że „to jest takie piękne marzenie – przyjechać kiedyś do Wrocławia”. My się zastanawialiśmy, czy to zawsze będzie tylko marzenie... Ta decyzja wisiała jednak w powietrzu, bo od ostatniego ESM w Polsce minie w przyszłym roku już 10 lat – opowiada. A jak wyglądają przygotowania do ESM? – To na pewno jest wielka radość, choć powiązana z intensywną pracą – zaznacza. Wszystko rozpoczyna się we wrześniu. – To są trzy miesiące, które jednoczą. Mieszkałem wówczas (w 1995 r.) na terenie parafii pw. Macierzyństwa NMP. Trochę się znaliśmy, ale przez ten czas wszyscy – starsi i młodsi – mogliśmy się poznać znacznie lepiej.

Wśród zaangażowanych byli ludzie od młodszych ministrantów po seniorów. Organizowaliśmy regularne modlitwy i uczestniczyliśmy w modlitwach z braćmi, które odbywały się w kościele pw. Świętych Piotra i Pawła na Ostrowie Tumskim. To nas bardzo cieszyło, a samo spotkanie – tych 5 dni – przemknęło już bardzo szybko – wspomina. P. Kwiatkowski mówi również o owocach, choć te zależą trochę od aktywności lokalnej wspólnoty parafialnej. – W moim kościele modlitwy były organizowane jeszcze przez jakiś czas, ale na pewno ludzie jeszcze długo pamiętali i wciąż pamiętają ten zryw. Były też takie miejsca, w których śpiewy z Taizé brzmiały przez kilka kolejnych lat, choć trudno mi powiedzieć, czy coś z tych inicjatyw przetrwało aż do tej pory – dodaje. Podkreśla również, że gdy z kimś rozmawia i pojawia się słowo „Taizé”, ludzie nadal bardzo często wspominają, że tych 25 czy 30 lat temu przyjmowali kogoś w swoim domu. – Ta atmosfera gościnności z bardzo prostymi gestami jest czymś, co ludzie pamiętają – mówi. Mężczyzna zauważa również, że Wrocław ma szczęście, iż odbywają się tutaj różne wydarzenia, także religijne, jak Dni w Diecezjach poprzedzające Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. – To świadczy o tym, że Kościół we Wrocławiu ma się czym dzielić. Przychodzi więc kolejna szansa, by dać coś innym. Z drugiej strony czymś ożywczym jest możliwość zobaczenia ludzi z całej Europy – bardziej wierzących, mniej wierzących, szukających, którzy w tym naszym „życiu kościelnym” przez kilka dni chcą uczestniczyć – wyjaśnia. Jest też przekonany, że mimo różnic pokoleniowych młodzież, niezależnie od czasów, w których żyje, ma podobne rozterki. – Oczywiście, każdy jest inny, ale z drugiej strony zadajemy sobie bardzo podobne pytania: o sens życia i o Pana Boga. ESM daje szansę, by poszukać na nie odpowiedzi.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama