Nowy numer 41/2019 Archiwum

Przeżyli Boski karnawał

Dla wielu z nich to przygoda życia, a jednocześnie punkt zwrotny ich chrześcijańskiej wiary. Co robiła dolnośląska młodzież na drugim końcu świata?

Odkrywała Jezusa w drugim człowieku. Obcym, a jednocześnie bliskim jak brat. Tak różnym z powodu temperamentu, wychowania czy kultury, a przy tym niezwykle podobnym ze względu na wyznawane ewangeliczne wartości. Kilkadziesiąt osób z archidiecezji wrocławskiej wzięło udział w Światowych Dniach Młodzieży w Panamie. Mieszkańcy egzotycznej Ameryki Środkowej przyjęli ich z wielką otwartością i gościnnością, a każdy dzień przynosił niesamowite wrażenia. Te, które kształtowały serce i wzmacniały katolicką wiarę.

Śmigus-dyngus w Panamie

Z Diecezjalnym Duszpasterstwem Młodzieży w podróż do odległej Panamy wybrało się ponad 40 osób. W tej grupie znajdował się bp Andrzej Siemieniewski, kapłani archidiecezji wrocławskiej oraz młodzi z Wrocławia i innych miejscowości. Na czas Dni w Diecezjach, które poprzedziły centralne spotkanie w stolicy kraju, Polacy wylądowali w niewielkiej miejscowości Los Pozos w diecezji Chitré. Tam modlili się w parafii pw. św. Piotra, której proboszczem był młody, 30-letni ojciec Carlos. – Od razu zauważyliśmy, że cały kraj żyje ŚDM. Społeczność od pierwszych chwil naszego pobytu tryskała entuzjazmem, panowała wielka radość. Przywitano nas bardzo hucznie. Ta atmosfera spontaniczności i wielkiej energii panowała w Los Pozos przez cały tydzień – mówi Mateusz Smaza, kleryk wrocławskiego seminarium. Gospodarze położyli duży nacisk na bezpieczeństwo przyjezdnych. – Kiedy kąpaliśmy się w płytkiej rzece, mieliśmy obstawę strażaków i ratowników. Byliśmy traktowani jak królowie, jak bardzo ważni goście – przyznaje Magdalena Drogosz. Panamczycy chcieli Polakom pokazać jak najwięcej ze swojego codziennego życia. Zabierali ich na wycieczki krajoznawcze po egzotycznej okolicy: nad rzekę czy na pobliskie wzgórze. Wszystko to działo się w temperaturze dochodzącej nawet do 35 stopni Celsjusza. Gospodarze zorganizowali dzień kultury panamskiej, prezentując swoje zwyczaje. Przebrali siebie i gości również w ludowe kolorowe stroje. Polacy mieli okazję przejechać się na byku. – Pewnego dnia po obiedzie zaczęła się mojadera – zabawa podobna do naszego lanego poniedziałku, tylko u nich normalnie trwającą pięć dni. Wszyscy oblewają się wodą, tańczą i bawią się. Wtedy nie odczuwa się barier językowych. Jedyna bariera to brak wystarczającej liczby misek do lania. (śmiech) – opowiada ks. Marcin Werczyński, który dobrze mówi po hiszpańsku i często w Panamie posługiwał nie tylko jako kapłan, ale także tłumacz.

Kolęda, polonez i „Despacito”

Czas Światowych Dni Młodzieży był wyjątkowy jeszcze z jednego powodu. W Panamie trwał karnawał, a w tamtym rejonie świata obchodzi się go bardzo hucznie i z impetem. – Każdy region wybiera króla i królową karnawału. To ważny dla nich tytuł. W związku z trwającymi ŚDM ustalili, że mogą również wybrać młodą osobę z przyjezdnych pielgrzymów. Królową została nasza koleżanka Faustyna z Polski, a królem Francuz – wspomina Mateusz Smaza. Młodzież szła w kolorowym pochodzie karnawałowym przez całą miejscowość Los Pozos. Królowa z królem jechali na powozie. Parada dotarła do dużej sceny i tam odbył się festyn. Grały zespoły muzyczne, a grupy pokazywały różne zabawy. Polacy też mieli okazję się przedstawić. – Zatańczyliśmy poloneza, zaśpiewaliśmy kolędę, pielgrzymkową wersję „Despacito” i „Barkę” – mówi ks. M. Werczyński. Dla Panamczyków ważny okazał się gest bp. Andrzeja Siemieniewskiego, który odprawiał Mszę świętą po hiszpańsku. Docenili to, że polski biskup modlił się z nimi w ich języku.

Egzotyka w kuchni i na modlitwie

W obserwacjach Polaków Kościół panamski różni się do naszego. Cechuje go młodość, wielki entuzjazm i radość. Z podobieństw widać także silny kult Matki Bożej. – Panamczycy kochają Maryję, a w ich wyznawaniu wiary w oczy rzuca się spontaniczność. Śpiewają całym sobą. Nawet na modlitwie pokazują temperament – tłumaczy ks. Mariusz Sobkowiak. Oprócz spotkań i rozmów z Panamczykami kapłan docenia także ich kuchnię. – Jedliśmy placki kukurydziane, dużo świeżych owoców, piliśmy wyciskane soki owocowe. To egzotyczna, ale pyszna kuchnia. Od razu zauważyliśmy, że prawie w ogóle nie spożywają pieczywa. Podali nam je raz na cały tydzień. Na porządku dziennym są ananasy, mango i banany (z hiszp. plátano). Ale inne niż u nas. Wymagające przyrządzenia, podsmażenia – tłumaczy ks. Sobkowiak. Najtrudniej pożegnać się z ludźmi, którzy przyjęli cię jak brata do swojego domu, mimo że widziałeś ich pierwszy raz na oczy, a mieszkają dosłownie na drugim końcu świata. Panamczycy z Los Pozos okazali się wrażliwi i uczuciowi. Wylali morze łez na pożegnanie Polaków. Co ciekawe, najwięcej płynęło ich po męskich policzkach.

Efekt długich przygotowań

Do Panamy z parafii pw. św. Jerzego Męczennika i Podwyższenia Krzyża Świętego na wrocławskim Brochowie wyruszyło aż 35 osób. Ksiądz Arkadiusz Krzeszowiec, opiekun grupy, podkreśla, że rozpiętość wiekowa uczestników wyjazdu jest dość spora – od uczniów VIII klasy szkoły podstawowej przez licealistów aż po studentów. W podróż życia młodzi ze swoim opiekunem wyruszyli... w zupełnie innym kierunku. – Najpierw pojechaliśmy do Warszawy, skąd mieliśmy lot do Istambułu. Tam przesiedliśmy się na samolot do Panama City z międzylądowaniem w Kolumbii. Wszystko trwało ok. 30 godzin – opowiada duszpasterz. Pierwszą część ŚDM spędzili w diecezji Colón-Kuna Yala. – Mieszkaliśmy w wioskach indiańskich, zwykle pojedynczo, bo tak małe domki mieli nasi gospodarze. Nie wszędzie był prąd i woda, ale ludzie mają tak wielkie serca, że te braki zupełnie nie przeszkadzały – mówi i dodaje: – Gościnność i piękno przyrody oraz bliskość innych ludzi robiły wrażenie na każdym kroku – dzieli się wrażeniami pielgrzym. Do tego należy dodać trzydzieści parę stopni oraz ciągłe tańce i muzykę – tak wyglądała rzeczywistość w okolicach miejscowości Colón.

Chcieliśmy zostać...

Marcelina Palow i Julia Gabryluk są tegorocznymi maturzystkami. Światowe Dni Młodzieży są więc dla nich jakby „studniówką” przed wysiłkiem intelektualnym. – Tu jest cudownie – mówiła podczas jednej z relacji dla „Gościa” Marcelina. Podkreślała wielką życzliwość i otwartość ludzi oraz to, że na ulicach czuło się atmosferę święta wiary. – Oni wyrażają ją zupełnie inaczej niż my w Polsce. Mnie to bardzo odpowiada. Czuję, jakby tam był mój drugi dom... – dodaje. Julia dodaje, że urzekające było doświadczenie modlitwy na panamski sposób. – Śpiew i taniec niekoniecznie sprawiają, że łatwiej mi się modli, ale jest to naprawdę coś niezwykłego – mówi. Te przeżycia zrekompensowały całkowicie warunki, w których młodzi mieszkali. – To były indiańskie slumsy. Domy nie miały ścian ani okien. Pomieszczenia przedzielono parawanami. Brakowało też elektryczności. Najpiękniejsze było jednak to, że mieszkający tam ludzie byli bardzo szczęśliwi i, co więcej, oni przyjęli nas i oddali wszystko, co mieli – dodaje. Przemek Kohyt jest studentem Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Podkreśla, że do Panamy pojechał, by doświadczyć powszechności Kościoła, który różni się na każdym kontynencie. On też zwraca uwagę na hojność w gościnności Panamczyków. – Oni naprawdę nie mają za wiele środków do życia, a jednak nie mieli problemu z tym, żeby nam dać tak wiele. Robili nam śniadania, a czasem oddawali nawet własne łóżka, by było nam jak najlepiej – mówi wyraźnie poruszony. Przyznaje też, że ŚDM w Panamie to jego największa życiowa przygoda. – W tak egzotycznym kraju jeszcze nie byłem, takich ludzi również nigdy wcześniej nie spotkałem. Kilka dni wystarczyło jednak, żebym poczuł się na drugim końcu świata jak w domu. ŚDM to również zabawne historie, ale czasem wieje z nich nutką grozy. Po przyjeździe do Panama City na centralne uroczystości ŚDM znalazło się kilka wolnych chwil, by wybrać się na plażę. – Był to czas odpływu. Zobaczyliśmy w oddali drzewa na wyspie, na którą w danej chwili można było dojść suchą stopą. Mieliśmy do przejścia około kilometra. Po dotarciu na miejsce zajęliśmy się oglądaniem tego, co tam było, i robieniem zdjęć. Po godzinie, gdy zaczęliśmy się zbierać, okazało się, że na brzegu czeka na nas wojsko, rybacy i ratownicy, a od stałego lądu dzieli nas już dość sporo wody. Zabrano nas na łódkę i przetransportowano w bezpieczne miejsce – opowiada ks. A. Krzeszowiec. Podkreśla jednocześnie, że spodziewał się ogromnej bury za to, że nie przewidział takiej sytuacji. – Tymczasem oni byli bardzo szczęśliwi, że mogli nam pomóc.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL