Nowy numer 41/2019 Archiwum

Trwa mecz o wszystko

Kiedyś ich całym życiem były koszykówka i boks. Dziś do tych dyscyplin dołączyła najważniejsza: gra w drużynie Chrystusa. Andrzej Wierzgacz i Wojciech Bartnik zapraszają na niecodzienne zgrupowanie – „Boże igrzyska”.

Wydarzenie odbędzie się w sobotę 13 kwietnia. W katedrze wrocławskiej o 12.00 odprawiona zostanie uroczysta Msza św. w intencji środowiska sportowego, w której udział wezmą zarówno gwiazdy polskiego sportu, jak i jego miłośnicy, pasjonaci jakiejkolwiek aktywności fizycznej. – Wystarczy, że kiedyś podbiegłeś kawałek do autobusu. Jesteś zaproszony – mówi z uśmiechem Andrzej Wierzgacz. Po Eucharystii chętni będą mogli wziąć udział w spotkaniu przy kawie i herbacie (ul. Katedralna 4).

Początków pomysłu trzeba szukać kilka lat temu na pielgrzymce do Trzebnicy. – Mijałem akurat grupę idącą z Oleśnicy. Patrzę, a tu tubę od nagłośnienia niesie jakaś znajoma postać o wyjątkowo szerokich plecach – wspomina pan Andrzej. Przyjrzał się dobrze i po chwili nie miał już wątpliwości – to Wojciech Bartnik, wybitny pięściarz. Panowie znali się jeszcze ze sceny sportowej. Na szlaku do św. Jadwigi odkryli, że w ostatnich latach w życiu każdego z nich sporo się wydarzyło.

Wojownik Królestwa

– Niosłem wtedy tę tubę przez niejeden etap. To była moja pokuta – mówi Wojciech Bartnik, niegdyś zawodnik Gwardii Wrocław, który na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie w 1992 r. zdobył brązowy medal w boksie w wadze półciężkiej. Dziesięć razy był mistrzem Polski. Jego sukcesy sportowe długo można by wymieniać. – Gdybym wcześniej znał Pana Jezusa, być może osiągnięcia byłyby jeszcze większe. Chyba, że miałby wobec mnie inny plan… Trudno powiedzieć – mówi. – Zawsze byłem człowiekiem wierzącym. Przed walką krótko zawracałem się do Boga, prosiłem o zwycięstwo, ale potem o Nim zapominałem. To był taki „model włoski” – przeżegnać się i tyle. Choć jest prawdą, że ten znak krzyża miał swoje znaczenie. W latach 80. zabraniano mi tego, ale nie przejmowałem się zakazami. Miałem poczucie, że mi to pomaga, a poza tym… mama mi kazała. Jej słowa były dla mnie ważniejsze od zdania jakichś pułkowników. Modliłem się: „Panie Boże, spraw żeby mi się krzywda nie stała i żebym komuś krzywdy nie zrobił”. W boksie, wiadomo, różnie bywa. Jak to się stało, że zaczął świadomie walczyć po stronie królestwa Bożego? – Jakieś 6 lat temu nasza córka Karolina wstąpiła do Wspólnoty Przymierza Rodzin „Mamre” w Oleśnicy. Kiedyś powiedziała: „Chodź, tato, na spotkanie, zobaczysz jak jest fajnie” – wspomina. – Pomyślałem: Dobra, zobaczę z ciekawości. Intrygowało mnie, że spędza na tych spotkaniach tyle czasu. Ileż można się modlić? Poszedłem i… zakochałem się. Zostałem w „Mamre” do dnia dzisiejszego. Wspólnota bardzo mi pomogła, uspokoiła moje serce, pokazała nowe drogi. Kilka miesięcy po panu Wojciechu do „Mamre” dołączyła też jego żona. – Możemy teraz iść oboje w tym samym kierunku – dodaje. – Moja żona jest odpowiedzialna za diakonię charytatywną we wspólnocie. Razem staramy się pomagać, zwłaszcza rodzinom z małymi dziećmi – zbieramy dziecięce ubrania. Dodam, że można je przynosić w każdy poniedziałek do kościoła pw. Chrystusa Króla we Wrocławiu przy ul. Młodych Techników (od 19.00 do 19.30 i po Mszy św. o 20.00). Zapraszamy.

Na nowych boiskach

Andrzej Wierzgacz, ponad dwumetrowy mężczyzna, którego nie sposób nie dostrzec na wrocławskich pielgrzymkach, to człowiek którego serce podbiła przed laty koszykówka. Wśród swoich sukcesów ma między innymi pięciokrotne mistrzostwo Polski zdobyte ze Śląskiem Wrocław. – Bóg towarzyszył mi od zawsze. W domu widziałem modlącego się dziadka. Mama zachęcała, żeby iść w każdą niedzielę do kościoła – wspomina. – Potem chodziłem tam już z własnej woli, ale przełom w mojej przyjaźni z Bogiem nastąpił ponad dziesięć lat temu. Znajomy zaprosił mnie na rekolekcje dla rodzin w Jamnej. Strasznie nie chciałem tam jechać, w końcu jednak poddałem się. To był początek czegoś nowego. Przeżyłem spotkanie z żywym Chrystusem. Przyszła zmiana serca, sposobu myślenia, środowiska… – mówi. Dziś jest nadzwyczajnym szafarzem Komunii św., pielgrzymuje, uczestniczy w spotkaniach modlitewnych, współpracując z jednym z wrocławskich sercanów, a także w ewangelizacji w więzieniu. Związany jest z ruchem Mężczyzn św. Józefa. – Coraz więcej osób przychodzi na spotkania. Warto. Zapraszamy wszystkich chętnych – dodaje (informacje o spotkaniach: mezczyzniwe- wroclawiu.pl). Razem z W. Bartnikiem raz po raz wspólnie biorą udział w różnych inicjatywach. – Zostałem zaproszony do niesienia krzyża podczas jednego z Marszów Mężczyzn organizowanych we Wrocławiu. Wciągnąłem w to też Wojtka. – Mieliśmy okazję nieść krzyż Pana Jezusa przez rynek, w miejscu, gdzie nie zawsze byliśmy grzeczni – mówi. – Chcieliśmy pokazać przechodniom, ludziom w kawiarniach, że warto się z Nim zaprzyjaźnić.

Czas powrotów

Dlaczego zanim chwycą w tym roku za palmy wielkanocne, zapraszają sportową brać na „Boże igrzyska”? – Tak jak olimpiada jest najważniejszym wydarzeniem sportowym, tak Msza św. jest nim w życiu duchowym. Tu toczy się gra o wszystko – mówią. – Chcemy zaprosić na wspólną Eucharystię naszych przyjaciół, kolegów, ale i wszystkie osoby, dla których sport jest ważny. Mamy nadzieję, że taka modlitwa nas zjednoczy. Będziemy dziękować za to, co nam Pan Bóg pozwolił dokonać na arenie sportowej – za wszystkie medale, sukcesy, ale też i porażki. Za tę radość, jaką daje sport – zawodnikom, kibicom. Chcemy modlić się za naszych bliskich, powierzać Bogu naszą przyszłość. Z Jezusem ustalać „program treningowy”. – Poprosiliśmy o błogosławieństwo dla naszego pomysłu o. Andrzeja Smołkę, a następnie udaliśmy się do proboszcza katedry, ks. Pawła Cembrowicza. Modliliśmy się, żeby Pan Bóg sam zadbał o najlepszy termin spotkania. Okazało się, że może się ono odbyć w sobotę przed Niedzielą Palmową. Mamy nadzieję, że to nie będzie jednorazowa inicjatywa i odtąd co roku w tym czasie organizowane będą „Boże igrzyska” – mówią. Pan Wojciech dodaje, że swoją obecność potwierdziło już wielu sportowców. Są wśród nich Józef Tracz – trzykrotny medalista olimpijski, legenda zapasów, kolarze Jan Brzeźny i Henryk Charucki, pięściarz Mariusz Cendrowski, Tomasz Skrzypek – legenda sztuk walk, piłkarz Janusz Kudyba. Obecni będą także księża, którzy są zapalonymi sportowcami. Oczywiście Wojciecha Bartnika i Andrzeja Wierzgacza również nie zabraknie. Duchowe drogi sportowców przebiegają różnie. – W trakcie trwającej kariery sportowej nie masz zwykle na nic czasu, na życie religijne też. Dwa, trzy treningi dziennie pochłaniają siły. Ja brałem udział w trzech olimpiadach. Przygotowania do każdej z nich oznaczały ogromny wysiłek. Nie było mnie czasem w domu 250 dni w roku – wyjaśnia W. Bartnik. – Rozmawialiśmy ostatnio z pewnym człowiekiem, mistrzem świata, takim młodym wojownikiem. Zapraszamy go na „Boże igrzyska”, a on na to: „Ale ja kilka lat już nie byłem w kościele”. „To nie szkodzi, Pan na ciebie czeka” – mówimy. W oczach miał łzy. Postanowił przyjść. – Każdy z nas upada – powtarza A. Wierzgacz. – Syn marnotrawny z Ewangelii według św. Łukasza wszystko stracił, ale nie bał się wrócić do ojca. On zawsze wybacza. Czeka, a gdy przychodzimy, daje nową szatę – przywraca godność. Nie bójmy się powrotów.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL