GN 33/2019 Archiwum

Czarna pisanka dla księdza i wójta

W mieszkaniu Marii Kieleczawy, z domu Monczak, przez cały rok trwa Wielkanoc. Misterne arcydzieła opowiadają o życiu silniejszym niż śmierć barwnym językiem łemkowskich i huculskich wzorów.

Kiedy trzeba opuścić swój dom i ruszyć w dalekie strony, co zabiera się ze sobą? Otóż rodacy pani Marii, którzy przyjechali na Dolny Śląsk, zabrali między innymi… pisanki. Mieli poczucie, jakby zabierali w ten sposób ważną część swej ojczyzny. Zadbali o to, by te kruche „relikwie” przetrwały podróż. – Pierwsze Święta Wielkanocne na Dolnym Śląsku, w 1948 r., przeżywali przy tych właśnie ozdobach – mówi rodowita Łemkini, kultywująca pisankowe tradycje.

Z matki na córkę

Rodzina pani Marii, wyznania greckokatolickiego, wywodzi się z okolic Krynicy w Beskidzie Sądeckim. – Wioska moich bliskich, Berest, słynęła z pięknych łemkowskich pisanek. Z kolei wioska teściowej – Łosie k. Krynicy – była sławna z haftu krzyżykowego – wyjaśnia, wspominając, że sama od małego asystowała swojej mamie przy zdobieniu jaj. – Wyroby mieszkańców każdej miejscowości – a nawet każdej gospodyni – były niepowtarzalne, łatwo rozpoznawalne. Jak mówi, Łemkowie to naród robotny, z talentami artystycznymi. To uzdolnieni samoucy. – Jest nas niewielu, tym bardziej staramy się pielęgnować swoją tradycję – podkreśla. – Urodziłam się w Przemkowie na Dolnym Śląsku w 1958 r., dokąd przyjechali moi rodzice w 1947 r. We Wrocławiu mieszkam od 1982 r. Tu przyszły na świat moje córki Marta i Aleksandra. Teraz Oleńka pielęgnuje sztukę zdobienia pisanek łemkowskich, Martę z kolei moja teściowa nauczyła wykonywać haft krzyżykowy. Artystka przypomina, że na Kijowszczyźnie odkryto pisankę pochodzącą z X wieku! To prastara tradycja. Pamięta, że niegdyś przed świętami krzątanina przy ozdabianiu jaj trwała często nocami, bo w ciągu dnia trzeba było wykonać wiosenne prace polowe. – W Wielką Sobotę jaja suszyły się na płycie od pieca, podczas gdy mama jeszcze szybko malowała całą kuchnię na niebiesko. Wszystko musiało być na święta odświeżone – mówi pani Maria. Kiedy przed laty pokazała swoje pisanki koleżankom z pracy, te zachwyciły się. Zachęciły ją, by udała się do Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu. „Ile lat pani mieszka we Wrocławiu? 19? O 19 lat za późno pani przychodzi” – powiedzieli jej wtedy w muzeum.

Pszczoły też mają udział

– Na pisankach łemkowskich wyrastają kwiaty, rośliny, kółeczka (łemkowskie „koliczki”) – wyjaśnia pani Maria, wskazując na kosz z bohaterkami swej opowieści i na haftowany gorset pamiętający jej babcię. – Te same motywy szły albo na skorupkę, albo na materiał – na ubrania, ręczniki. Są tam kropeczki, zygzaki, czasem niedźwiedzie łapy, kurze stópki, kłosy zboża – wszystko, co łemkowskich górali otaczało. Na niektórych można znaleźć napis „Christos woskres”. Na huculskich pisankach z kolei widnieją geometryczne wzory. Dominuje kilka kolorów: zieleń, żółć, pomarańcz, czerwień, czerń. – Ten ostatni kolor jest charakterystyczny. Czerń na pisankach z innych regionów jest nieobecna (ewentualnie zobaczyć można granat i grafit), obawiano się widocznie skojarzeń z żałobą. U nas z kolei taka czarna pisanka miała szczególne znaczenie. Była dawana w prezencie dostojnym osobom – księdzu, matce chrzestnej, wójtowi – opowiada artystka. Dodaje, że jedną huculską pisankę przygotowuje się 5 dni – każdego dnia wykonując jakiś etap pracy, po którym trzeba nieco odczekać, by skorupka dobrze wyschła. Pani Kieleczawa stosuje technikę batikową, z wykorzystaniem wosku. Nakłada się go na skorupkę, a barwnik pokrywa całą przestrzeń oprócz miejsc, gdzie znajduje się wosk. Można w ten sposób komponować kolejne kolorowe warstwy. – Przy ikonach przechodzi się od czerni do złota, a przy pisankach odwrotnie – najpierw są barwy jasne, potem ciemniejsze. Na końcu ogrzewamy płomieniem pisankę i wosk spływa – wyjaśnia. – Ważne jest, by jajeczko było białe. Trzeba ponadto usunąć z niego naturalny tłuszcz. Należy przemyć skorupkę wodą z płynem do mycia naczyń, inaczej na tłustej powierzchni farba nie będzie się trzymać.

Sekrety mistrzyń

Obecnie wnętrze jajka się usuwa, ale kiedyś robiono pisanki na jajach pełnych. Taka metoda wymaga dodatkowych przygotowań. Jajko należy moczyć 4 godziny w gorącej, ale nie wrzącej wodzie (ok. 90 stopni). Potem, po naniesieniu barwników, zapieka się je w piecu. Zasuszone jajo przetrwa choćby 70 lat. Do wykonywania zdobień M. Kieleczawa używa piór – takich, jakie stosowano kiedyś do pisania atramentem, ze stalówkami na obsadkach – oraz szpilek krawieckich o różnych grubościach, nabitych na patyczek. – Tak jak malarz maluje pędzlami o różnych grubościach, tak i ja używam czasem 4 czy 5 różnych piórek. Można powiedzieć, że rzeźbię pisankę – wyjaśnia. – Najcieńsze pióra służą do wykonywania konturów. Można sobie zrobić szkic ołówkiem, bo i tak ten ołówek zejdzie przy zmywaniu wosku, choć ja już teraz raczej nie stosuję szkiców. Pracuję w białych bawełnianych rękawiczkach – bo ręce się pocą, a jeśli są tłuste, zostawią brzydki ślad. Obecnie stosuje się farby wodne – rozrabiane w wodzie destylowanej, co gwarantuje, że nie nastąpi żadna niepożądana reakcja chemiczna. – Farbę rozpuszczamy w wodzie o temp. 90 stopni. Sypiemy 3–4 saszetki barwnika na 200 mililitrów, dodajemy łyżkę octu, który sprawi, że farba się nie rozmaże. Dobrze wszystko mieszamy, następnie pozostawiamy do ostygnięcia. Jeśli barwnik jest dobry, wystarczy potem jajko na chwilę w nim zanurzyć. Trzeba je dobrze osuszyć – ja na przykład zapiekam jajko w piekarniku, pamiętając, że temperatura nie może być wyższa niż 100 stopni, bo inaczej biel skorupki zmieni się w écru lub brąz. W dawnych czasach wkładano pisanki do pieca po upieczeniu w nim chleba w Wielką Sobotę. Kiedyś nie było oczywiście barwników syntetycznych. Barwiono jaja, wykorzystując zboża (co dawało kolor zielony), cebule, łupiny orzecha (odcienie żółci do brązu), opiłki żelaza (zyskując wtedy czerń), płatki różnych kwiatów, warzywa, a nawet robaki.

Niech przemówi

Mistrzostwo rodzi się stopniowo. Niejedną pisankę trzeba zepsuć, by nabrać wprawy. – Kiedyś przy pisankach spędzałam więcej czasu. Obecnie pracuję rano dwie godziny i po południu kolejne dwie. Muszę oszczędzać oczy, ręce – wyjaśnia Maria Kieleczawa. Od dawna jest uznaną artystką, nieustannie się rozwijającą. Przez wiele lat korzystała z porad i recenzji śp. prof. Mieczysława Zdanowicza z Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Obecnie jej pisanki mają specjalny certyfikat. Każda, która wychodzi spod jej palców, jest sygnowana inicjałami. Pani Maria ma w swoim mieszkaniu minimuzeum. W jednym zbiorze znajduje się 130 pisanek – w tym z jajek krokodyla, strusia, emu, gęsi, kaczki, a także liczące kilkadziesiąt lat „pełne” pisanki z Huculszczyzny. Druga kolekcja to 60 sztuk skatalogowanych „pisanek matek”. Z rąk Łemkini wychodzą ich kolejne „córki”. Obok kolorowych dzieł widać mnóstwo odznaczeń, nagród. Artystka otrzymała między innymi Złoty Krzyż Zasługi czy brązowy medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Wśród listów i podziękowań są też słowa papieża Franciszka, do którego pisanki trafiły za pośrednictwem nuncjusza apostolskiego. – Całą Polskę i świat zjeździłam z nimi – mówi, wspominając o niezliczonych wystawach w kraju i nie tylko, o zaangażowaniu pisanek w rozmaite projekty miejskie. Jej prace można znaleźć między innymi w USA, Kanadzie, Afryce, Niemczech, Francji czy na Ukrainie. Bywała z nimi w Oslo, w Atenach, Libercu. Dodaje, że pisanki potrzebują odpowiedniego otoczenia. W jej mieszkaniu spoczywają na starej haftowanej serwecie, z ręcznie tkanego lnu. Tuż obok widać półtorametrowy tradycyjny ręcznik, który kładzie się nad ikoną i którym ksiądz w cerkwi wiąże ręce nowożeńców przy ślubie. Wszystko tu ma swoje znaczenie – łącznie z tulipanami, które także głoszą pochwałę życia budzącego się na wiosnę. – Każda pisanka musi przemówić, dopiero wtedy jest udana – podkreśla Łemkini. Poświęcona, wpleciona w radość ze Zmartwychwstania, pisanka jest jak wyśpiewane kolorami „Alleluja”. Więcej: www.mariakieleczawa.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL