Nowy numer 33/2019 Archiwum

Dom nadziei

– Przyjmujemy cię taką, jaka jesteś. Z twoim bólem, z błędami, z alkoholizmem i poranionym sercem – słyszą na początku. W otulonym zielenią budynku niejedna osoba po raz pierwszy poczuła, że dla kogoś jest ważna.

Placówka dla bezdomnych kobiet istnieje przy ul. Strzegomskiej 9 we Wrocławiu od 1999 roku. W grudniu obchodzić będzie 20-lecie działalności w tym miejscu. Wcześniej przez 7 lat schronisko mieściło się przy ul. Złotostockiej. Obecnie stoi na progu poważnych wyzwań związanych z ustawą o standaryzacji schronisk, wchodzącą w życie w lipcu.

Walczycie o mnie?

Łucja Dobrowolska, kierownik schroniska, pracuje w tym ośrodku od początku jego istnienia. – Przed laty zajrzałam do schroniska św. Brata Alberta tylko na chwilę, odwiedzić kolegę. Pracowałam wtedy w Arce Jeana Vaniera w Belgii. Weszłam i… zostałam do dziś – wspomina. W pamięci ma niezliczone historie swoich podopiecznych. Czasem przyjęcie tych kobiet do schroniska wygląda dramatycznie. – Straż miejska przywozi je z dworców, z melin, owinięte folią. Nie dlatego, żeby nie zmarzły… Chodzi o lęk przed biegającymi po nich wszami, świerzbem – wyjaśnia. – Kiedy taka pani jest już umyta, ma czystą pościel i ubranie, po jakichś 2–3 dniach zwykle przychodzi i opowiada o sobie. – Do liceum posłała mnie mama, ale matury już nie zrobiłam, nie dało się – wspominała jedna z mieszkanek. – Dużo nas było w domu, musiałam pomagać przy dzieciach. Kiedy poznałam chłopaka i zaszłam w ciążę, zamieszkałam u niego. Okazało się, że to rodzina alkoholików. Mąż lubił wypić, wyjść na imprezę. Ja, żeby go nie stracić, robiłam wszystko, co chciał. Kiedy jednak pojawiły się kolejne dzieci, nie chciałam, żeby oglądały pijącego ojca. Uciekłam do kuzynki. I tak całe życie się tułałam… Dzieci winiły mnie, że mają ojca pijaka, że żyją w biedzie. W końcu pouciekały z domu. Syn trafił do kryminału… Kobieta, jak to określa, „poszła w Polskę”. Wchłonęło ją środowisko bezdomnych, wpadła w alkoholizm. W końcu w izbie wytrzeźwień powiedziała do siebie: albo umrę, albo coś ze sobą zrobię. Przewieziona na Strzegomską, uwierzyła w siebie. – Gdy zobaczyłam, jak walczą tutaj o człowieka, pomyślałam, że jestem w niebie – mówi. Na nowo spotkała Boga, także z pomocą pełniących tu posługę paulinów. Zatrudniona przez firmę sprzątającą zaczęła pracę w szpitalu. Tam poznała pewną pacjentkę, która nabrała do niej zaufania. Zaproponowała, by kobieta wsparła jej potrzebujących opieki rodziców, mieszkających w dużym domu na wsi. Tak się stało. Oni zyskali pomoc, ona – własny kąt.

Przygarnięte

Mieszkanki, gdy przychodzą do schroniska, zwykle nic ze sobą nie mają. – Załatwiamy im dokumenty, ubezpieczenie, rejestrujemy w urzędzie pracy – mówi pani Łucja. Bywa to trudne – jak w przypadku pewnej pani, która nie pamiętała nawet, jak się nazywa. Czasem pojawiają się spore wyzwania. – Przywieziono nam kiedyś kobietę, która dwa lata mieszkała w garażu, bardzo cierpiała z powodu świerzbu norweskiego. Jej skóra pokryta była naroślą, z ranami, naciekami. Po dwóch dniach musiałam wezwać pogotowie, bo dusiła się, nie mogła oddychać. Po godzinie negocjacji lekarka zgodziła się zabrać ją na oddział. Okazało się jednak, że ów świerzb był bardzo zaraźliwy. Zaatakował mnóstwo innych kobiet. Leczenie było uciążliwe – także pod względem finansowym – wspomina Ł. Dobrowolska. – W sierpniu minie dwa lata, odkąd tu jestem – mówi pani Krystyna. – Złożyłam wniosek o mieszkanie socjalne, ale nie wiem, czy się tego doczekam. Mam już 70 lat. Mąż mnie bił. Przez 24 lata znosiłam przemoc, w końcu uciekłam. Tu warunki są dobre, a ludzie przyjaźni. Mamy pracownię, w której robimy na przykład ozdoby świąteczne. Pani Łucja mówi o różnych dylematach, jakie pojawiają się w związku z nowymi uregulowaniami prawnymi. Co począć z przywiezioną w środku nocy przez straż miejską kobietą, która pochodzi ze Stargardu i formalnie tam należałoby ją odesłać? Wspomniana ustawa mobilizuje do samodzielności – na przykład w zapewnianiu sobie pożywienia – ale doświadczenie pokazuje, że osoby chore, z nałogami, z problemami psychicznymi nie są w stanie o siebie zadbać. – Pracujemy w duchu św. Brata Alberta. Tu zawsze liczył się człowiek, który potrzebuje kompleksowej, nie tylko wycinkowej pomocy – dodaje Ł. Dobrowolska. – Chętnie przyjmiemy każde wsparcie, na przykład odzież, żywność, środki czystości. Można u nas w formie pomocowej cegiełki kupić np. flakony zdobione w technice decoupage’u (więcej na FB).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL