Nowy numer 34/2019 Archiwum

Niech żyje nam!

Jaki prezent chciałyby najbardziej dostać dzieci na swoje 13. urodziny? Do głowy przychodzi mnóstwo pomysłów. Jest taki chłopiec, który poprosił Boga i rodziców o coś nietypowego. O bierzmowanie.

Ta dramatyczna, a jednocześnie piękna historia zaczęła się 13 października 2014 roku. U ośmiolatka Maksymiliana Rozmarynowskiego, który wyjechał na zieloną szkołę, pojawił się nagle niedowład prawej strony ciała. Szybko zdiagnozowano glejaka mózgu trzeciego stopnia. Rodzice natychmiast rozpoczęli długą i żmudną walkę o zdrowie i życie syna. Kluczową rolę na tej drodze odegrała wiara w Boga u chłopca, która umacniała się wraz z nadchodzącymi komplikacjami. Lekarze stwierdzili, że guz w głowie jest ogromny i Maksymilian nie przeżyje grudnia 2018 roku. Dzisiaj chłopak nie tylko żyje, ale jest świadomy, a przy tym chętnie opowiada o swojej miłości do Jezusa. Kto mógł to przewidzieć? Jedynie Bóg.

Miłość od pierwszego przyjęcia

Maksymilian pochodzi z rodziny wierzącej. – Już w przedszkolu chciał być bratem zakonnym i zbierać na tacę, bo myślał, że to wszystko będzie dla niego – śmieje się mama, Małgorzata Rozmarynowska. Mimo ciężkiej choroby i kiepskiego stanu zdrowia wrocławianin 10 maja 2015 roku przyjął wraz ze swoimi rówieśnikami Pierwszą Komunię Świętą. Jeszcze o własnych siłach, dzięki wielkiej determinacji. Miał lekki niedowład ciała, ale rehabilitował się i przechodził badania kontrolne. – Pamiętam, że bał się spowiedzi, bo po chemioterapii miał uszkodzony słuch oraz problemy z pamięcią. Ale wszystko się udało – wspomina mama. Komunia Święta okazała się wielkim umocnieniem wiary. Chłopiec pamięta, że był bez włosów i szedł w białym kaszkiecie. – W takim papież Jan Paweł II chodził po górach! – stwierdza z dumą. – Czułem lekki strach, ale potem było szczęście. Po przyjęciu Komunii dzieci tradycyjnie uczestniczyły w białym tygodniu, a Maksymilian zrobił sobie… biały miesiąc. Chodził codziennie do kościoła, jakby na przekór chorobie nowotworowej. – Ja już miałam trochę tego dość i mówiłam mu, żebyśmy zwolnili, że nie musimy być tak często w kościele. Wtedy on odparł: „A ty, jak kogoś kochasz, to chcesz go widywać sporadycznie, czy raczej spędzać z nim czas codziennie?” – opowiada pani Małgorzata, wycierając płynące łzy. Po chwili jej syn dopowiada: – Bardzo chciałem siedzieć przy Panu Jezusie. Tęskniłem za Nim. W kościele po prostu odżywałem.

Na wzór swojego patrona

Maksymilian pokochał modlitwę, którą traktuje jak rozmowę z Panem Jezusem. Mimo że zdrowie mu na to nie pozwalało, jeździł na pielgrzymki, uczestniczył w nabożeństwach, m.in. Drogi Krzyżowej, w czasie której utożsamia się z cierpiącym Mesjaszem. Śpiewał Gorzkie Żale tak często, że nauczył się tekstu i melodii na pamięć. W czasie półtorarocznego okresu leczenia korzystał z indywidualnych lekcji w szkole. A w Kościele chciał być codziennie i jak najczęściej przyjmować Komunię Świętą. Wkrótce zamarzył, by zostać ministrantem. Zgłosił się we wrześniu 2015 roku, przeszedł okres rocznej kandydatury, by stanąć w końcu w komży w prezbiterium swojego parafialnego kościoła pw. św. Elżbiety przy ul. Grabiszyńskiej we Wrocławiu. – Wtedy wiedliśmy w miarę normalne życie. Co trzy miesiące Maks przechodził rezonans kontrolny. Jeździliśmy codziennie na rehabilitację. Mieliśmy opiekę psychologa, logopedy. Robiliśmy wszystko, żeby postawić go na nogi. Wychodziliśmy z domu codziennie o 6.20 i ruszaliśmy w trasę po ośrodkach – mówi Małgorzata Rozmarynowska. Jedna placówka znajdowała się na terenie parafii pw. św. Franciszka z Asyżu. Codziennie o 7.30 na prośbę syna zaglądali do kościoła, by chłopiec mógł się pomodlić przed obrazem św. Maksymiliana Kolbego – swojego patrona. Zawsze chciał być taki jak on. – W końcu ksiądz proboszcz się nami zainteresował i zapytał, kim jesteśmy, że codziennie modlimy się tak wcześnie w kościele – opowiada mama. Maksymilian służył przy ołtarzu ponad rok. Aż przyszło wznowienie choroby i druga operacja neurochirurgiczna.

Boże, czasem przesadzasz

W grudniu 2017 roku, gdy wykonano rezonans, lekarze zauważyli komplikacje. Nie było wiadomo, czy to wznowa, czy zmiany po radioterapii. W lutym 2018 roku przyszło jednak potwierdzenie, że nowotwór wrócił. Kiedy Maks dowiedział się o tym, w płaczu powiedział: „Jezu, dlaczego znowu muszę przechodzić to samo?”. A po chwili milczenia stwierdził: „I tak będę w Ciebie wierzył”. – We wrześniu byliśmy po czterech cyklach chemioterapii. Już mieliśmy zaczynać radioterapię, aż tu nagle cios – okazało się, że mamy kolejną, drugą wznowę choroby, która uderzyła jeszcze mocniej – opowiada pani Małgorzata. Lekarz nie zgodził się na operację ze względu na wielkość i umiejscowienie guza. Rodzicom przekazano wyraźny komunikat: medycyna wyczerpała już sposoby leczenia chłopca. Pozostaje tylko opieka i nadzieja. Rokowania jednak były okrutne – Maksymilian nie dożyje 2019 roku, a wkrótce nie będzie można się z nim kontaktować. Minął grudzień, styczeń, luty… Teraz mija czerwiec, a Maksymilian nie tylko żyje, ale jest świadomy i bardzo rezolutny. Lekarze są w szoku. 10 kwietnia zrobiono mu ostatni rezonans. Guz miał wtedy 8,4 na 5,7 cm i prawdopodobnie rośnie. – Pani doktor powiedziała do mnie, że „rozwaliłem medycynę”. Cieszę się, że jeszcze daję radę. Zaufałem Jezusowi – stwierdza ze spokojem. W rozmowie z chłopcem nie wyczuwa się paniki, żalu czy załamania. Na pierwszy plan wysuwają się odwaga, nadzieja i głęboka wiara w Boga. Do Maksymiliana regularnie w Komunii Świętej przychodzi Pan Jezus. – Wierzę, że będzie dobrze. Czuję się bezpiecznie. Jezus jest moim królem, ale i przyjacielem. Często Mu się zwierzam i widzę, jak mi pomaga w trudnych sytuacjach – mówi wrocławianin. Po chwili dodaje, że zdarza mu się również narzekać. – Bo czasami naprawdę jestem zły na Niego, szczególnie kiedy mam gorsze wyniki. Miało być przecież dobrze, ułożyliśmy z mamą jakieś plany, a tu nagle np. musimy jechać do szpitala. Mówię wtedy: „ale żeś teraz przesadził, Boże”. Po chwili jednak mi przechodzi. Miewam słabsze chwile – przyznaje dojrzale 13-latek.

Życie pełne prezentów

W domu chłopca kapelan dziecięcego hospicjum odprawia Mszę św. Regularna Komunia Święta i dużo czasu spędzanego na modlitwie uspokajają i umacniają chorego w walce z rakiem. – W kościele mógłbym umrzeć, bo tam się czuję bezpiecznie. Chcę jak najwięcej być przy Panu Jezusie, bo On przy mnie był zawsze – mówi, a w jego słowach jest wielka nadzieja na życie wieczne. O co się najczęściej modli Maksymilian? – O zdrowie, bo wierzę, że Pan Bóg może mi je przywrócić, za swoją rodzinę, za Kościół oraz za dusze czyśćcowe modlitwą św. Gertrudy. Czuję, że Jezus mnie wysłuchuje. Maks w swojej wierze jest nad wyraz dojrzały, co dostrzegają katecheci i rodzice. Dużo czasu spędza na kontemplacji. Bóg spełnia jego najskrytsze marzenia. W zeszłym roku odwiedził razem z innymi chorymi dziećmi papieża Franciszka. Modlił się także na Eucharystii w Legnicy w miejscu cudu eucharystycznego. Wrocławianin przeskoczył swój wyrok śmierci, który wydała na niego choroba i medycyna. Teraz żyje tak, jakby nic się nie stało. Niedawno postanowił zrobić coś szalonego i Bożego. Poprosił o prezent duchowy na trzynaste urodziny – wcześniejsze bierzmowanie. 3 czerwca w jego domu bp Andrzej Siemieniewski udzielił mu upragnionego, wyczekanego sakramentu dojrzałości chrześcijańskiej. – Oprócz tych wielkich znaków Ducha Świętego pojawiają się w życiu także te przekazywane przez osoby nam najbliższe – rodzinę czy znajomych. Są równie ważne, a może i ważniejsze. I każdy obecny na bierzmowaniu Maksymiliana jest znakiem wiary, stał się dowodem na to, że Duch Święty działa. Widać bowiem naszą obecność, słychać nasze modlitwy tak jak w Wieczerniku. A najmocniejszym znakiem jest dla nas sam Maksymilian. Mimo braku sił cielesnych wykazuje się ogromną wiarą, która jest w tym przypadku niesamowicie ważna – mówi bp A. Siemieniewski. Chwilę po bierzmowaniu u przykutego do łóżka 13-latka pojawiło się kolejne marzenie. Pojechać do kościoła i tam modlić się z innymi dziećmi na niedzielnej Mszy św. Jedyną i trudną przeszkodą okazuje się transport z łóżka i mieszkania do świątyni. Nie minęły dwa dni od publikacji artykułu o chłopcu na naszej stronie internetowej, a znaleźli się chętni ratownicy medyczni, którzy z pomocą sprzętu specjalistycznego chcą pomóc Maksowi dotrzeć na Eucharystię, gdy tylko się lepiej poczuje. – Brakuje mi żywego Kościoła. Tych pieśni, dźwięku organów. Widać, że Bóg ma mnie w swojej opiece – oświadcza. Każdego dnia chłopak zadziwia swoje otoczenie i nie ma zamiaru poddać się chorobie. Jego największą bronią jest niezłomna wiara. On pewnie zmierza do nieba. A czas, który mu Bóg zostawił na ziemi, wykorzystuje zgodnie ze swoim imieniem i patronem – na maksa.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL