Nowy numer 34/2019 Archiwum

Motyle w brzuchu przez 50 lat

W postępującej chorobie naszych czasów, jaką jest kryzys sakramentalnego małżeństwa, jednym z lekarstw są takie historie jak ta jubilatów z Wrocławia.

Kornelia i Bogdan dobrze pamiętają 7 czerwca 1969 roku. Aura była słoneczna, ale nie upalna. Spotykamy się w miejscu, gdzie 50 lat temu przysięgali sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Zarówno archikatedra wrocławska, w której wzięli ślub, jak i ich związek nie straciły na wyjątkowości.

Do góry nogami

– Teraz, po 50 latach, bardziej się stresowaliśmy na Mszy Świętej niż podczas ślubu – mówi Kornelia Okonkowska. Wraz z mężem dziękowała Bogu na Eucharystii za przeżyte razem pół wieku. Specjalny list gratulacyjny, w którym podkreślił wyjątkowość długiego stażu małżeńskiego, wystosował do nich abp Józef Kupny. Dzisiaj obydwoje zgodnie stwierdzają, że ten okres minął bardzo szybko, bo szczęśliwi czasu przecież nie liczą. Co pani Kornelia najbardziej ceni w mężu? – Trudno powiedzieć po tylu latach. (śmiech) Jest dobry, wrażliwy, pomocny. Nie poddaje się przeciwnościom. Wyręcza mnie w wielu rzeczach. Nosi zakupy. To ważne, że nigdy mi nie powiedział, że ma dość, że za dużo bierze na siebie. Oczywiście mówimy sobie regularnie, że się kochamy, ale o jego miłości świadczą przede wszystkim czyny. One mi pokazują każdego dnia, że przysięga małżeńska jest dla niego wciąż bardzo ważna – opowiada 71-latka. Urzeka ją także codzienne pozytywne nastawienie. A małżonek po chwili dopowiada: – Jestem przy niej, by kochać, pomagać i służyć. To postawa dżentelmena. Kiedy żona widzi moje zaangażowanie, wtedy sama również stara się odwzajemniać miłość. To się tak pozytywnie napędza – opisuje pan Bogdan. Życiowa partnerka ujmuje go prostotą, bezpośredniością i wyrozumiałością. Oboje pochodzą z katolickich rodzin i szybko zobaczyli w sobie nawzajem wiarę w Boga. Nie taką z nazwy czy wychowania, ale konkretną. Przed ślubem znali się 3 lata, ale Bogdan dojeżdżał do Wrocławia pociągiem aż z Bydgoszczy. Pojawiał się co drugi weekend. – Nie zwlekaliśmy ze ślubem. Stwierdziliśmy, że skoro się kochamy i chcemy ze sobą być, to na co mamy czekać? – pyta Kornelia Okonkowska. – Dzisiaj ludzie chcą się najpierw dorobić, pozabezpieczać się ze wszystkich stron, a małżeństwo planują na końcu. My ze sobą nie mieszkaliśmy przed ślubem, a nawet miesiąc po ślubie, a teraz jak robi większość? Odwrotnie. Poza tym wszyscy gdzieś gonią. Jeden dla drugiego nie ma czasu. Świat się odwrócił do góry nogami.

Rozwód nie istnieje

Okonkowscy oświadczają, że przez wspólnie przeżyte 50 lat nie przechodzili poważniejszych kryzysów. Ich opowieść nie jest jednak wyidealizowana. To ludzie ulepieni z twardej i spójnej gliny, której składnikami są wiara w Boga, wierność wartościom chrześcijańskim i tradycyjne spojrzenie na życie, przekazywane w Polsce z pokolenia na pokolenie. Ich związek przetrwał w dobrej kondycji nie dlatego, że są idealni, ale dlatego, że są świadomi swoich słabości, wspierają się, a przysięga małżeńska wyznaczyła im azymut do końca życia, a nie do pierwszej większej awantury. Jedność rozpoczyna się już na etapie myślenia. Tu nie było nawet przebłysku myśli o rozstaniu. – Oczywiście, że zdarzały i zdarzają się sprzeczki czy kłótnie, kiedy człowiek upiera się przy swoim zdaniu, ale one nie mogą trwać długo. Upór nie jest dobrym doradcą. Przez te wszystkie lata dla nas najważniejszy był szacunek oraz kompromis. Łatwo stanąć przy swoim, ale sztuką jest zrobić krok naprzód dla dobra małżeństwa. Wymagać przede wszystkim od siebie – mówi K. Okonkowska. Jednocześnie przyznaje, że to ona prędzej kaprysi i się oburza. Czasem chce przetrzymać męża. Jednak dostrzega i ceni to, że on odpuszcza, że potrafi ustąpić. – Wynieśliśmy taką postawę z domów rodzinnych. Nie wolno się na siebie długo gniewać, bo to niczemu nie służy. Owszem, emocje są obecne, burza wisi w powietrzu. Wtedy warto zrobić sobie spacer, zająć się swoją sprawą, zejść sobie na chwilę z oczu, by niedługo później się pogodzić i nie przedłużać tego gniewu – opowiada mężczyzna. Im dłużej trwa stan obrażenia, tym bardziej zapada on w pamięć i trudniej wyciągnąć rękę.

Piwo i papieros nie przystoją

Bogdan i Kornelia po prostu nie pasują do współczesnych trendów. W ciągu 50 lat ich myślenie stało się jakby przeciwieństwem tego, co robią dzisiaj młodzi ludzie. – Miałam 21 lat, gdy wyszłam za mąż, i – mówiąc krótko – nie przelewało nam się. Wesele wyprawialiśmy w domu, nie w lokalu. Kiedyś mieliśmy mniej, żyliśmy skromniej, ale nie patrzyło się na stan posiadania, lecz na człowieka – wspomina pani Kornelia. Jej zdaniem dzisiaj kobiety są niby mniej zależne, samodzielniejsze, ale przez to bardziej wygodne. Podkarmiają w sobie coraz to nowe potrzeby. – Widzę, że mężczyźni naprawdę dużo pomagają żonom w domu, przy dzieciach, a niestety u kobiet zauważam mniej samodyscypliny i pokory. Panuje kryzys kobiecości. Przychodzi mi na myśl jeszcze jedna zależność. Im większy dobrobyt w małżeństwie, tym łatwiej o rozwód. Biedniejsze rodziny nie rozpadają się tak łatwo. Może to kwestia doceniania tego, co się ma? – zastanawia się wrocławianka. Jej mąż zaznacza, że z biegiem lat sprawy materialne zaczynają przysłaniać sprawy duchowe i uczuciowe. Współczesna młodzież za dużo czasu i sił poświęca na zarabianie pieniędzy, powiększanie majątku. Wielu robi to na pokaz. Dobry telefon komórkowy, nowy samochód, modne ubrania – to dzisiaj wyznaczniki oceny człowieka. A po co jeszcze ślub? – Przykro mi, gdy widzę, jak kobiety się nie szanują. Stoją na ulicy z papierosem i piwem w ręku. Kiedyś tak nie było. A to one wyznaczają poziom. Mężczyznom brakuje klasy po części dlatego, że kobiety jej już nie wymagają. Ani od siebie, ani od innych – analizuje 79-latek. Apeluje, by zainwestować w relacje! Być na co dzień bardziej ze sobą, a nie z telewizją, laptopem czy smartfonem. – Spędzajmy wspólnie dużo czasu, być może kosztem standardu życia i bogactwa. Nie żałujmy chwili na bezpośredni kontakt. Komunikacja to podstawa – radzi pan Bogdan. Ostrzega przed nawet niedługimi rozstaniami. Wiele małżeństw rozpada się, bo jeden z małżonków wyjeżdża do pracy za granicę, a potem rozłąka szybko przeradza się w zobojętnienie.

Trzeci do pary

W 50-letniej małżeńskiej konstrukcji jedną z najsilniejszych podpór była wiara w Boga, która pomagała budować silny związek. – Bóg jest obecny w naszym życiu. Szczególnie widzimy to w kryzysach, chorobach, trudnych chwilach. Czujemy, że nas wysłuchuje. Mamy też za co Mu dziękować. Często zwracamy się do Boga przez pośrednictwo Maryi, która nam przychodzi z pomocą – oświadcza szczęśliwa żona. Umocnieniem dla niej zawsze była modlitwa i Msza Święta, dlatego pęka jej serce, gdy obserwuje coraz agresywniejszą nagonkę na Kościół i księży. – Doświadczamy miłości i opieki Bożej przez całe nasze życie. Ja wychowywałem się jako sierota. Ojciec zginął na wojnie i długo to odczuwałem, dlatego każdego dnia dziękuję Bogu za to, że spotkałem na swojej drodze tak wspaniałą kobietę i że pozwolił mi u jej boku przeżyć tyle czasu – wyznaje B. Okonkowski. Co pięć lat małżonkowie zamawiają specjalną Mszę Świętą dziękczynną w kolejną rocznicę ślubu. Wiedzą, że w katolicyzmie nie chodzi tylko o prośby kierowane do Najwyższego, ale potrzebna jest też postawa wdzięczności i pokory, która nie pozwala sprowadzić religii do koncertu życzeń czy do przysłowia: „Jak trwoga, to do Boga”. Państwo Okonkowscy są pełni wigoru i życia. W ich opowieści widać radość i szczęście o takim samym nasileniu jak przed 50 laty, a to już życiowa sztuka. Można powiedzieć, że z małżeńskiej miłości uzyskali tytuły profesorskie – Chwilami się zastanawiam, kiedy ten czas minął. My w żadnym wypadku nie mamy dosyć! Jeszcze chcielibyśmy pożyć trochę i prosimy o to Boga. Choć z drugiej strony wiemy, że każdy dzień może być tym ostatnim. Zawsze staraliśmy się jak najwięcej czasu spędzać razem. Nie zostawialiśmy się na długo – opowiada wrocławianin. Ukochana żona wtóruje mu, określając małżeństwo mianem „wspólnego życiowego dzieła”. – My naprawdę jeszcze czujemy motyle w brzuchu! – podsumowuje Kornelia Okonkowska.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL