Nowy numer 39/2020 Archiwum

Taka szansa się nie powtórzy

Dwóch chłopców z parafii pw. św. Józefa Oblubieńca NMP w Żórawinie wyleciało 16 sierpnia do Stanów Zjednoczonych, by rozpocząć naukę w prestiżowej katolickiej szkole.

Michał i Krzysztof ukończyli wrocławskie szkoły podstawowe i dzięki zaangażowaniu oraz pomocy swojego proboszcza ks. Cezarego Chwilczyńskiego otrzymali propozycję kształcenia w prestiżowej szkole amerykańskiej w stanie Michigan niedaleko Detroit – St. Albertus & St. Maximilian Kolbe Halls. Młodzi parafianie podejmą naukę w pierwszej klasie z możliwością jej kontynuacji przez kolejne trzy lata i ukończenia placówki.

Dla świata, nie dla siebie

Podjęcie ostatecznej decyzji o wylocie trwało u państwa Góralów kilka dni. – Jestem trochę zestresowany, ale bardziej podekscytowany, ponieważ zobaczę zupełnie inny świat. Lecę na inny kontynent, by uczyć się w innym kraju. Przede wszystkim chcę podszkolić angielski – nie będę miał właściwie wyboru, bo trzeba będzie się komunikować i uczyć tylko w tym języku – mówi 15-letni Krzysztof Góral z Galowic. – Nasz syn otrzymał szczególną możliwość rozwoju. Mieliśmy wątpliwości, czy syn podoła. Wyjeżdża przecież w tak młodym wieku. Ale wychodzimy z założenia, że jeśli pojawia się tak wielka szansa, to należy z niej skorzystać, by po kilku latach nie żałować, że coś dziecku odebraliśmy – uważa Robert Góral, ojciec. Mama, jak to mama, wyraża zatroskanie. Nie chce tak szybko wypuszczać dziecka z domu, ale doskonale rozumie, że taka okazja może się nie powtórzyć. – Z jednej strony myślę tak jak mąż i syn, a z drugiej obawiam się, że może za wcześnie to się dzieje, choć wierzę, że Krzysztof da sobie radę. Dzieci chowa się dla świata, nie dla siebie – puentuje Małgorzata Góral.

Dobra, bo katolicka

– Podchodzę do tego wyjazdu jak do dużej szansy na przyszłość. Moim głównym celem jest opanowanie języka angielskiego na jak najlepszym poziomie. Bardzo chcę poznać też kulturę amerykańską – mówi 14-letni Michał Adamski z Żórawiny. Jak dodaje, na początku się wahał, ale nie trwało to długo. Najbardziej obawia się doskwierającej tęsknoty za rodzicami. – Propozycja ks. Cezarego była dla nas wielkim zaskoczeniem. Czuliśmy radość i dumę, że skierowano ją do naszego syna, a z drugiej strony przyszło wahanie dotyczące tego, czy jesteśmy w stanie rozstać się na tak długi czas – analizuje Marta Adamska. Podkreśla, że niewykorzystane okazje mogą bardzo boleć. – Uświadomiliśmy sobie, że nasz syn dostanie szansę, jakiej my w życiu nie mieliśmy, a z jakiej pewnie sami chcielibyśmy skorzystać. Żyliśmy w innych czasach – podsumowuje mama Michała. Obie rodziny zbierały informacje na temat szkoły św. Alberta i św. Maksymiliana. Kształcili się tam już chłopcy z Polski. – Ogromne znaczenie ma także fakt, że to szkoła katolicka, co przynosi nam większy pokój w sercu – zaznacza Przemysław Adamski. – Jesteśmy ludźmi wierzącymi i wiemy, że kształcenie katolickie daje pewną gwarancję kroczenia odpowiednią ścieżką moralną. Tam panują jasno określone zasady i wartości chrześcijańskie, którymi kieruje się grono pedagogiczne. To buduje w nas poczucie bezpieczeństwa – opisuje mama Krzysztofa.

Mieszanka kultur

Chłopcy nie będą ze sobą mieszkać w pokoju. Szkoła na terenie metropolii Detroit ściąga młodzież męską z całego świata, więc Krzysztof i Michał mogą mieć współlokatorów z Chin, Meksyku, Kanady czy innych państw europejskich. Chodzi o to, by otworzyli się na obcokrajowców i przełamywali barierę językową. Amerykański system kształcenia zakłada naukę siedmiu przedmiotów (trzy są obowiązkowe, a cztery do wyboru) na różnych poziomach – podstawowym lub rozszerzonym. – Lubię matematykę i dobrze sobie z nią radzę. Poza tym gram na ukulele. Jestem samoukiem – mówi Michał. – Mój ulubiony przedmiot to chemia. Ona interesuje mnie najbardziej. W wolnym czasie trenuję karate – opisuje Krzysztof. Taki wyjazd z pewnością nauczy młodych parafian z Żórawiny samodzielności, radzenia sobie w trudnych warunkach. Nie będą mieli rodziców pod ręką, więc będą musieli polegać na sobie. – Nie ukrywajmy, zostali rzuceni na głęboką wodę, przez co na pewno staną się dojrzalsi – uważa Robert Góral. – Wychowaliśmy się w szarym PRL-u, a chłopcy doświadczą szerokiego wachlarza kultur. Międzynarodowe towarzystwo otworzy im oczy, nauczy akceptacji innych i wyrozumiałości dla człowieka z drugiego końca świata – podsumowuje Przemysław Adamski.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama