Nowy numer 03/2020 Archiwum

Z Wrocławia na koniec świata

Długi sznur muszli, samotność i przyjaźń. Syn Gromu z mieczem i jego mama z flakonem wonności dla Jezusa, Wybrzeże Śmierci, grzmiący ocean i łódź z Maryją niosącą wsparcie. Z tej podróży powraca się innym.

Do Santiago de Compostela iść można na różne sposoby. Ostatnio kolejni pielgrzymi docierają do grobu św. Jakuba w Hiszpanii z… Jakubem, pasjonatem Camino z Sobótki. Ci, którzy szli na przełomie września i października, pokonywali fragment Drogi Francuskiej. Wiele zaczerpnęli ze skarbów rozsianych na jakubowych szlakach, ale i sami sporo ofiarowali mijanym ludziom. Choćby widok księdza w sutannie i możliwość udziału w Mszy św.

Drogi nieprzypadkowe

Kuba Pigóra przed laty wyruszył na Camino dzięki żonie Ewie (i razem z nią) oraz dzięki „Pielgrzymowi” autorstwa P. Coelho. Książka sama w sobie go nie porwała, jednak zaintrygowała tematem Santiago de Compostela i drogami prowadzącymi tam od wieków. Rzucili pracę w Anglii, codzienną bieganinę, i poszli. Jakub wyruszył jako osoba obojętna religijnie; wrócił jako człowiek wierzący. – Camino zupełnie przeorganizowało nasze życie – mówi. Odtąd wciąż na różne sposoby pielgrzymował do Composteli – także rowerem, spod drzwi swego domu. Dzięki niemu w 2009 r. otwarty został Ślężański Szlak św. Jakuba. Prowadzi między innymi przez kościół w Sobótce, gdzie w ołtarzu głównym znajduje się XVIII-wieczny obraz autorstwa F.A. Feldera. Widać na nim apostoła, a także scenę bitwy. Prawdopodobnie chodzi o bitwę pod Clavijo w 844 r., gdzie wojska chrześcijańskie pod wodzą króla Asturii Ramiro I walczyły z Maurami. W kluczowym momencie walk miał się ukazać św. Jakub, „Syn Gromu”, na białym koniu i z mieczem w dłoni, i doprowadzić do zwycięstwa chrześcijan. – Obraz to świadectwo więzi między tym miejscem a Santiago; jeszcze jeden dowód pielgrzymowania mieszkańców Dolnego Śląska do Composteli – mówi Jakub. On sam prowadzi portal mypielgrzymi.com, a od pewnego czasu współpracuje z jednym z biur podróży – porywając kolejne osoby na szlaki wytyczone muszlami. – Widzę, jak ludzie się przemieniają – podkreśla. – Zaczynają iść jako turyści, którzy wykupili wycieczkę. Wracają jako wierzący. Czemu decydują się iść w grupie? Powodów może być wiele, ale dla niektórych ważna jest choćby obecność księdza. Wyrażenie „w grupie” może być zresztą mylące, bo w istocie każdy może przemierzać poszczególne odcinki w samotności.

Tego nie unikniesz

Tym razem kapłanem towarzyszącym pielgrzymom był ks. Konrad Góral z parafii pw. św. Mikołaja w Wiązowie. Po raz trzeci pielgrzymował do Camino, po raz drugi jako ksiądz. – Czym jest dla mnie Camino? Po prostu Drogą – taką przez duże „D”. Drogą do Boga, do ludzi, do samego siebie. Zawiera się w niej tak naprawdę potrójne przykazanie miłości – bo mamy kochać całym sobą Boga i kochać bliźniego „jak siebie samego”. Te trzy elementy na Camino trzeba znaleźć i… trudno ich nie znaleźć. Trzeba być bardzo zamkniętym, by je przeoczyć – mówi. Wyjaśnia, że na Camino nie można nie napotkać ludzi. Nie uda się przejść tej Drogi, nie będąc przez kogoś pozdrowionym, zagadniętym. – Zawsze ktoś dosiądzie się do twojego stolika, w zbiorowej sali w alberdze (schronisku) ktoś będzie spał obok ciebie, pod tobą lub nad tobą na piętrowym łóżku. Nie unikniesz także spotkania ze sobą. Choć w Drodze otaczają cię ludzie, wiele kilometrów przejdziesz w milczeniu, sam ze swoimi myślami. Tak naprawdę Droga to walka z samym sobą – a jest to przeciwnik trudny, bo znający nas doskonale – dodaje. – Kiedy już „dobrze spotkamy” siebie i innych ludzi, to odkryjemy też Boga. A będzie to najmocniejsze z tych spotkań. Patrząc wstecz, zrozumiemy, że to On nas na tej Drodze prowadził. Dostrzeżemy, jak wiele było na niej Bożych interwencji. Ksiądz Konrad wyjaśnia, że obecność kapłana w takiej grupie przemierzającej szlaki z muszlami ma nieco inny kształt niż na pieszych pielgrzymkach na Jasną Górę czy do Trzebnicy. – Na Camino idę często w samotności i ciszy, a jeśli z ludźmi, to jako jeden z nich, na takich samych zasadach jak inni pielgrzymi. Kiedy dochodzimy do schroniska, mam czas dla każdego – by usiąść z nim przy stole, porozmawiać. Często na to czekają. Wielu ludzi, zwłaszcza idących z Polski, poszukuje na Camino duchowych przeżyć, możliwości skorzystania z sakramentów, udziału w Mszy św. Ksiądz jest im potrzebny – mówi.

„Señor cura” z plecakiem

Czemu wędrował w sutannie? – Kiedy szedłem na Camino na przełomie czerwca i lipca, po raz kolejny byłem zachwycony. Złożyłem wtedy taką „ofertę” Panu Bogu, taki ślub: jeśli będę miał możliwość powrotu na Camino, pójdę w sutannie. Zaznaczyłem jednak: „Panie Boże, promocja trwa do końca roku” – tłumaczy. – Nie minął tydzień, a nasz pilot Kuba zadzwonił do mnie z prośbą, żebym poszedł także we wrześniu z jego kolejną grupą, gdyż ksiądz, który miał iść, niespodziewanie musiał zrezygnować. Pan Bóg tak mi wyprostował ścieżki, które prowadziły na Camino (nie mogę nie złożyć wyrazów wdzięczności księżom proboszczowi i wikaremu z Wiązowa, którzy umożliwili mi pielgrzymowanie), że udało mi się pójść. Musiałem wypełnić to, co ślubowałem. Poszedłem w sutannie. Przyznaje, że była to mała sensacja na szlaku, egzotyka. – Na Camino nikt nie chodzi w stroju duchownym, a hiszpańskiego księdza w ogóle raczej nie zobaczysz w sutannie, nawet w kościele – mówi. – Gdy przechodziłem, cichły rozmowy. Czasem słyszałem komentarze za swoimi plecami: „idzie padre” albo „señor cura” – „pan ksiądz”. Pewien starszy pan, który stał za mną w kolejce po pieczątkę, wziął moją sutannę do ręki, pogładził, upewnił się, czy naprawdę jestem księdzem. Z kolei pilot grupy usłyszał wypowiedź pana, który ponoć zobaczył księdza w sutannie po raz pierwszy od kilkunastu lat. Mająca ponad 30 lat, noszona przez kilku księży i kilku kleryków, wbrew pozorom dobrze się sprawdziła. – Myślę, że to była nie do końca moja decyzja z tą sutanną, ale Boży pomysł. Okazja do świadectwa. I daj Boże, aby się jeszcze powtórzyła – podkreśla kapłan.

Bezkres i milczenie

Magdalena Kocik z Wrocławia także zetknęła się z „Pielgrzymem” P. Coelho i to ta książka – oraz zasłyszane opowieści o szlaku – rozbudziła jej zainteresowanie Drogą. – Marzyłam 10 lat o Camino. Dojrzewałam do tej decyzji, zbierałam pieniądze, słuchałam różnych historii o szlaku – mówi. Siedem razy dotarła piechotą na Jasną Górę, kilkanaście razy wędrowała do Trzebnicy. Ta forma pielgrzymowania jest jednak nieco inna. – Najbardziej utkwił mi w pamięci moment, gdy dotarliśmy do O Cebreiro, do świątyni, w której wydarzył się w średniowieczu cud eucharystyczny. Tam ks. Konrad mówił kazanie, które bardzo do mnie trafiło. Powiedział wtedy, żeby – jednorazowo, w tamtym miejscu – powiedzieć podczas przyjmowania Komunii św. „Wierzę”. Wypowiedziałam to słowo i jednocześnie „poczułam je”. Gdy wróciłam do ławki, przyszły łzy. Magda wspomina, że mimo trudniejszych chwil ogólnie szło się jej dość dobrze, a przecież niosła na plecach cały swój pielgrzymkowy dobytek. – Da się przeżyć, mając niewiele. Udało mi się zmieścić w plecaku 32-litrowym, który razem z butelką wody ważył ok. 7 kg. Myślę, że można by zrezygnować z jeszcze większej ilości rzeczy – wyjaśnia. Wspomina poznawanych wciąż na szlaku ludzi, rodzinną więź wewnątrz grupy. – Na końcu odwiedziliśmy Muxię, Fisterrę, zatrzymaliśmy się na plaży nad oceanem. Gdy go zobaczyłam, zaczęłam się cieszyć i krzyczeć jak dziecko – mówi Magda. – Wykąpaliśmy się. Było to takie symboliczne zmycie z siebie trudu drogi, oczyszczenie, niejako zwieńczenie całej pielgrzymki. Każdy przeżywa na Drodze swoje własne, małe i większe cuda. Jedni w starej katedrze w Santiago, przy grobie apostoła. Inni w pobliskim kościółku poświęconym mamie św. Jakuba, Salome, ukazanej z flakonikiem pełnym wonności – z którymi szła do grobu Chrystusa. Dla wielu ważnym wydarzeniem jest wizyta na Costa da Morte – Wybrzeżu Śmierci; na średniowiecznym „końcu świata” – finis terrae, a zwłaszcza w sanktuarium maryjnym w Muxii. Wizerunek Maryi przypomina opowieść o tym, że pojawiła się tam swego czasu w kamiennej łodzi, by dodać otuchy św. Jakubowi. Jakkolwiek było z Jej fizyczną obecnością w Hiszpanii, pewnie duchowo towarzyszyła apostołom i otaczała ich matczyną troską. Dzisiejsi pielgrzymi, stając na brzegu smaganym falami oceanu, oddają się także pod Jej opiekę. Co się dzieje w ich sercach przedtem, na długich drogach otoczonych kamiennymi murkami, pośród drzew oplecionych bluszczem i winnic? Czasem usłyszysz skrawki ich zwierzeń, opowieści. Większość okrywa milczenie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama