Nowy numer 27/2020 Archiwum

Uczymy się dobrze żyć

Dla jednych to po prostu ośrodek wychowawczy. Dla sióstr, które go prowadzą, i ich podopiecznych to coś zdecydowanie więcej. Razem tworzą Dom Miłosierdzia.

Wrocławski Młodzie- żowy Ośrodek Wy- chowawczy im. Matki Teresy Potockiej dla Dziewcząt Niedostosowanych Społecznie funkcjonuje już 10 lat. Dzieło tytanicznej pracy sióstr Matki Bożej Miłosierdzia jest niewidoczne na zewnątrz, mało efektowne dla świata, ale niezwykle cenne dla nieba.

Służą od wielu lat

Historia pracy sióstr Matki Bożej Miłosierdzia z kobietami we Wrocławiu rozpoczęła się w 1946 roku. Początkowo pod opieką zakonnic na pl. Grunwaldzkim znajdowały się mieszkanki przesiedlone ze Wschodu, chore i te mające problemy z prawem. Później także oczekujące potomstwa i matki z dziećmi. –  W rzeczywistości Polski Ludowej i po kilku latach pięknie rozwijającej się działalności na ziemi wrocławskiej otrzymałyśmy informację, że kontynuowanie tej pracy będzie niemożliwe. Narzucono nam zadanie opieki nad dziećmi upośledzonymi umysłowo. To także piękna i potrzebna posługa, ale niezwiązana ściśle z naszym powołaniem. W 2009 roku odzyskałyśmy możliwość powrotu do pracy z młodzieżą. Mogłyśmy zarejestrować Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy ze szkołami, który funkcjonuje dokładnie od 1 września 2009 roku – mówi s. Arkadia Teresa Wilkowska ZMBM, dyrektor MOW-u. W placówce pracuje osiem zakonnic oraz osoby świeckie, a funkcjonują trzy szkoły: podstawowa, branżowa i liceum ogólnokształcące. Ośrodek może przyjąć 60 dziewcząt w wieku 12–18 lat, które potrzebują pomocy: intelektualnej, fizycznej, psychologicznej i duchowej.

Misja całodobowa

– Główną naszą posługą, która wpisuje się w charyzmat zgromadzenia, jest – jak mówił św. Jan Paweł II – wydobywanie dobra z różnych warstw zła, które zalegają u każdego człowieka. Dziewczęta, które tutaj przychodzą, mają dużo talentów i możliwości, są bardzo twórcze, ale one same o tym nie wiedzą. I szara brutalna codzienność, która ich spotkała, uniemożliwiła im rozwój pasji – tłumaczy s. Eulalis Limanowska ZMBM, wychowawca. W ośrodku organizowane są różne koła zainteresowań, np. zajęcia plastyczne, sportowe, teatralne, taneczne, wolontariat w domu pomocy społecznej i w przedszkolu, nauka jazdy konnej. Podopieczne poznają polską kulturę i tradycję przez spotkania z gośćmi specjalnymi, m.in. z Dariuszem Malejonkiem czy Janem Melą. Uczestniczą w życiu Kościoła wrocławskiego, pielgrzymując pieszo na Jasną Górę i do Trzebnicy, a także jeżdżąc na archidiecezjalne spotkanie młodych na Ślęży. Przygotowują się także do grudniowego Europejskiego Spotkania Młodych we Wrocławiu. – Nasza posługa trwa 24 godziny na dobę. Staramy się, żeby dziewczęta czuły się jak w domu. Towarzyszymy im w ciągu dnia, ale i w nocy, kiedy np. przydarzy się choroba i trzeba jechać do lekarza. Pragniemy tworzyć tutaj rodzinną atmosferę i uczyć ich kobiecych ról żony i matki. Zaszczepiać w nich piękno kobiecości i macierzyństwa w duchu chrześcijańskim – mówi s. Eulalis.

Stawiają na rozwój

Pobyt w ośrodku jest dla dziewcząt także umocnieniem duchowym. Swoją postawą zakonnice zachęcają je do świadomego życia z Bogiem. Wiele z nich przystępuje do sakramentu bierzmowania. Czasami trafiają do MOW-u osoby zupełnie bez życia sakramentalnego. Wówczas bez żadnego przymusu, z potrzeby serca mogą na nowo zbudować relację z Bogiem lub ją umocnić. – Na obchodach jubileuszu 10-lecia naszej placówki zjawiły się absolwentki, które chętnie i z wdzięcznością wróciły do tego miejsca. Teraz doceniają to, co tu otrzymały. Przychodzą też, by się podzielić swoimi losami, poopowiadać o swoim życiu. To motywujące dla dziewcząt, które obecnie przebywają w ośrodku – wyjaśnia s. Eulalis. Karolina Grzanka od roku i dwóch miesięcy kształci się w MOW-ie. – Ludzie różnie reagują na nazwę Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy, a my tutaj doświadczamy naprawdę wielkiego dobra. Uczymy się, jak dobrze żyć, czego nie pokazali nam na swoim przykładzie rodzice. Kształtujemy swój charakter, zmieniamy swoje zachowanie. Siostry, obdarzając nas miłością i troską, uczą nas odróżniać dobro od zła. Pokazują, jak mamy samodzielnie funkcjonować – opowiada 18-latka. Szczególnie ceni sobie zajęcia fotograficzne, bo lubi robić zdjęcia i chce się rozwijać. Poza tym czuje też właściwe prowadzenie duchowe, które daje jej codzienny pokój. – Pobyt w MOW-ie jest na pewno inspirujący, a siostry są kimś więcej niż nauczycielkami. Są jak dobre ciocie, które nas wychowują, pokazują nam nasze błędy. Wiadomo, że nie zawsze się zgadzamy, jesteśmy buntownicze, ale siostry wiedzą, jak trafić do naszych serc – podsumowuje jedna z podopiecznych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama