Nowy numer 27/2020 Archiwum

Wystarczył kwadrans

Gdy państwo Gosiewscy wyruszyli z Wrocławia na Białoruś, nikt się nie spodziewał, że powstanie z tego tak rozbudowane dzieło.

Stowarzyszenie Odra-Niemen liczy dzisiaj ponad 300 zarejestrowanych członków, ma 7 oddziałów w Polsce i jeden za granicą (we Lwowie) oraz kilka tysięcy wolontariuszy. To uznana marka najczystszego patriotyzmu, edukacji historycznej i przywracania pamięci bohaterom historii najnowszej.

Wsiąknęli w Kresy

Ilona i Eugeniusz Gosiewscy już od 2002 roku odwiedzali Polaków mieszkających na Białorusi. Tam zawiązali wiele przyjaznych relacji. – Kiedy 11 listopada 2009 roku uczestniczyliśmy tam w obchodach Dnia Niepodległości, nagle w Domu Polskim w Iwieńcu usłyszeliśmy: „Jest z nami kpt. Weronika Sebastianowicz, prezes Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej na Białorusi”. Popatrzyliśmy na siebie z Eugeniuszem – nie mieliśmy pojęcia, że są jacyś polscy kombatanci na Białorusi! Podjęliśmy rozmowę z panią Weroniką i… po 15 minutach już powstał cały plan – wspomina z uśmiechem Ilona Gosiewska, prezes Odry–Niemna. Co zakładał plan? Przygotowanie paczek świątecznych dla 270 kombatantów zza wschodniej granicy. I tak po powrocie Gosiewscy zainicjowali akcję. Już na Wielkanoc 2010 roku paczki pojechały na Białoruś. A potem wszystko ruszyło jak lawina. Wrocławskie małżeństwo zebrało swoje doświadczenia z biznesu, który prowadzili, z działalności w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów i z pracy społecznej, by rozkręcić własne stowarzyszenie. Stworzyli nowy statut, powołali nowy zarząd, uruchomili stronę internetową, przeorganizowali swój system pracy. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Nadeszło Boże Narodzenie i z jeszcze większym rozmachem udało się zorganizować pomoc dla bohaterów polskiej wolności. – Kiedy pojechaliśmy na Kresy Wschodnie z darami, wsiąkliśmy zupełnie w tę niezwykłą atmosferę. Wchodziliśmy do domów kombatantów, poznaliśmy ich rodziny i nie chcieliśmy z tego rezygnować. Pojawiały się nowe tematy i płaszczyzny do działania, tworzyły się kolejne kontakty. Zaczęliśmy poszerzać działalność np. o remonty kwater polskich żołnierzy na Kresach – opowiada wiceprezes Eugeniusz Gosiewski.

Zaufani na Wschodzie

Rozpoczynali od małych akcji, a całkiem niedawno stworzyli oprawę historyczną dla pierwszego wrocławskiego Biegu Niepodległości. Stowarzyszenie Odra-Niemen powstało z marzeń i ideałów. Opiera się na dumie narodowej i patriotyzmie, nowoczesnej edukacji historycznej, przywracaniu miejsc pamięci, współpracy międzypokoleniowej, wolontariacie i działaniach międzynarodowych. Stoi za nim choćby znana w całym kraju akcja „Rodacy Bohaterom”, dająca wsparcie kombatantom. Działają ponad podziałami i ponad wiekowymi różnicami. Nie brakuje im chętnych do pracy wolontariuszy. – Odra–Niemen to dla mnie spełnienie marzeń. Na Kresach jesteśmy traktowani jak swoi. Stworzyliśmy przyjazne relacje z Polakami za wschodnią granicą, bo są dla nas kimś więcej niż beneficjentami projektów. Nie jest łatwo w kilka lat zbudować takie zaufanie – podkreśla E. Gosiewski. Dużym atutem okazuje się wielopokoleniowość. Młodzi ludzie od razu łapią dobry kontakt z kombatantami, którzy również oczekują ich zainteresowania.

Pasjonaci polskości

Małgorzata Suszyńska jest ze stowarzyszeniem od początku. Wzięła udział w pierwszej zbiórce paczek i pomaga do dzisiaj. – Nie robimy tego dla siebie, ale dla innych. U nas nie ma tak, że zarząd sobie siedzi, a młodzież pracuje. My też zakasujemy rękawy i przez to jesteśmy autentyczni – informuje wiceprezes stowarzyszenia. Te działania sprawiają jej ogromną satysfakcję, bo są oparte na szacunku i patriotyzmie. 29-letni Dominik Rozpędowski działa w ON od 6 lat. Zainteresował go temat związany z żołnierzami wyklętymi. Po studiach zostawił pracę i rozpoczął przygodę w stowarzyszeniu. – Poznałem wielu niesamowitych bohaterów polskiej wolności, byłem u sybiraków w Nowej Zelandii, kombatantów na Kresach czy w Anglii. Wiele się od nich nauczyłem, uzyskałem pewną świadomość historyczną i to wszystko mnie kształtuje jako człowieka oraz Polaka. To coś więcej niż praca – oświadcza. 26-letnia Kamila Gosiewska działa od 7 lat. – Przy projektach zawiązały się trwałe przyjaźnie. Czasem bywa naprawdę ciężko, ale wszystkie inicjatywy dają mnóstwo satysfakcji. Nie robimy tego z przymusu czy chęci zarobku, lecz z pasji. Przełomem dla mnie było spotkanie z moimi rówieśnikami i rodakami z Wilna, którzy przyjechali do Wrocławia. Zobaczyłam ich miłość do Polski i to wywarło na mnie ogromne wrażenie – przyznaje K. Gosiewska.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama