Nowy numer 39/2020 Archiwum

Wszystko na Nią postawił

O drodze wytyczonej przez Prymasa Tysiąclecia i zwycięstwie przychodzącym przez Maryję – pół roku przed beatyfikacją kardynała Stefana Wyszyńskiego – mówi Grażyna Balkowska.

Agata Combik: Więź z prymasem zaczęła się w Pani życiu na długo przed poznaniem wspólnoty, której był współzałożycielem.

Grażyna Balkowska: Moi rodzice bardzo szanowali kardynała Wyszyńskiego, był dla nich wielkim autorytetem. W naszym domu uważnie słuchało się jego słów. Pamiętam jak przez mgłę z dziecięcych lat pobyt w Bardzie Śląskim, na uroczystościach, którym przewodniczył. Pamiętam z późniejszego okresu udział we Mszy św., podczas której prymas dokonał koronacji figury Matki Bożej w Wambierzycach (17 sierpnia 1980 r.). Słuchałam opowieści mamy o uroczystym złożeniu Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego w 1956 r. Mama, osoba prostej, głębokiej wiary, czuła, że musi wtedy być na Jasnej Górze. Wspominała nieprzebrane tłumy ludzi i mnożone utrudnienia. Przykładowo, pociągi nie dojeżdżały do samej Częstochowy, trzeba było kawał drogi iść pieszo.

Ale na początku motywem wyboru Rodziny Rodzin nie był Prymas Tysiąclecia?

W 1987 r. przeprowadziliśmy się na wrocławski Brochów, do parafii św. Jerzego Męczennika i Podwyższenia Krzyża Świętego. Razem z mężem Romualdem szukaliśmy wtedy dla siebie wspólnoty – takiej, w której odnajdziemy się jako rodzina z czwórką dzieci, zaabsorbowana wieloma sprawami, ale chcąca żyć wiarą na co dzień. Do Rodziny Rodzin doprowadził nas splot „przypadkowych” wydarzeń – spotkań, rozmów. Dzięki pomocy śp. ks. Kazimierza Malinosia powstała w naszej parafii nowa grupa tej wspólnoty, która ma swoje centrum w Warszawie. Jej początki w stolicy datuje się na 1952 r., a założycielami są członkinie Instytutu Prymasowskiego Maria Okońska i Maria Wantowska, zwana ciocią Lilą, oraz prymas, który nadał wspólnocie nazwę.

Okazało się, że wybór RR to poważna sprawa.

Poznawaliśmy różne wspólnoty, grupy. Do Rodziny Rodzin przekonało nas to, że – jak się wydawało – niewiele od swych członków wymaga. Tymczasem okazało się, że wymaga… wszystkiego – zwłaszcza oddania się Matce Bożej w niewolę miłości. Z czasem odkryłam, że przynależność do RR to powołanie na całe życie. Jeśli powiedziałam raz Bogu „tak”, to muszę być wierna. Ta wierność wpisana jest w nasz charyzmat. Wierność Bogu, ojczyźnie, Kościołowi, Matce Bożej ma związek z duchowością księdza kardynała i z duchowością Ósemek – jak najpierw nazywane były panie z Instytutu Prymasowskiego, które dały podwaliny RR. Chciały zajmować się formacją kobiet. Pracowały z dziewczętami jako przyszłymi strażniczkami ogniska domowego. Kiedy wybuchło powstanie warszawskie, zaangażowały się w nie, ale nie z bronią w ręku. Koncentrowały się na duchowej pomocy dla walczących. Odkryły potem, że w powstaniu dokonało się rzeczywiście zwycięstwo duchowe: wielu ludzi ginęło, ale umierali pojednani z Bogiem, także dzięki Ósemkom. Warszawa szła do nieba. Sam ks. Wyszyński był kapelanem powstania. Patriotyzm jest więc wpisany w ducha naszych założycieli. RR powstała później, gdy dziewczęta prowadzone przez nasze założycielki powychodziły za mąż i chciały wychowywać swoje dzieci wśród przyjaciół, ludzi zaufanych. Sam prymas nadał temu ruchowi nazwę Rodzina Rodzin. Formalny początek to rok 1952 – zresztą rok mojego urodzenia. Jak na co dzień działa RR? Ruch Apostolski Rodzina Rodzin (tak brzmi pełna nazwa) opiera się na czterech filarach. Są nimi: eklezjalność, maryjność, rodzinność i patriotyzm – co ma się wyrażać w codzienności, niekoniecznie w wielkich działaniach. Uczestniczymy w miarę możliwości w różnych inicjatywach w swojej parafii w czasach kolejnych proboszczów – ks. Kazimierza Malinosia, ks. Jana Kleszcza. Mamy zawsze swojego parafialnego duszpasterza. Obecnie jest nim ks. Maciej Dębogórski. Jednym z charakterystycznych przedsięwzięć RR są od lat Wakacje z Bogiem (wspierane również przez prymasa Wyszyńskiego). Brali w nich udział członkowie RR i zaprzyjaźnione rodziny. We Wrocławiu organizowaliśmy z mężem pięć razy taki wakacyjny wypoczynek, starając się na różne sposoby, m.in. przez loterię fantową, pozyskać środki umożliwiające wyjazd także uboższym osobom. Zarówno w czasie wakacji, jak i podczas ważniejszych wydarzeń wspólnocie towarzyszy Maryja, nawiedzająca nas w wizerunku Matki Bożej Jasnogórskiej. Obraz twarzy Matki Najświętszej to wierna kopia ikony z Częstochowy. Jest to dar prymasa dla wspólnoty. Wraz z nim przekazał nam miłość do Matki i Królowej.

Powtarzał: „Wszystko postawiłem na Maryję – i to Jasnogórską”.

Podjął też słowa prymasa Augusta Hlonda wypowiedziane na łożu śmierci: „Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny”. Sam prymas swoje kapłaństwo od początku związał z Jasną Górą. Święcenia kapłańskie otrzymał we Włocławku, nieco później niż jego koledzy z roku, ze względu na bardzo zły stan zdrowia. Gdy przyszedł do katedry włocławskiej, zakrystian powiedział: „Proszę księdza, z takim zdrowiem to chyba raczej trzeba iść na cmentarz, a nie do święceń”. Swoją pierwszą Mszę św. odprawił na Jasnej Górze. Oddał całe swoje kapłaństwo Maryi. Jest zadziwiające, jak bardzo doświadczył Jej opieki – człowiek o takim kruchym zdrowiu był w stanie później niezwykle intensywnie pracować, nie oszczędzając się, nie unikając trudu. Bardzo ważnym wydarzeniem były dla niego i dla całej Polski Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego, złożone w 1956 r. (300 lat po ślubach króla Jana Kazimierza). Ich tekst napisał podczas swojego internowania w Komańczy. Maria Okońska zachęciła go do tego, przekonując że św. Paweł Apostoł najpiękniejsze listy napisał właśnie w więzieniu.

Oddał się Maryi w „macierzyńską niewolę miłości” w duchu św. Ludwika Grignion de Montfort.

My też w Rodzinie Rodzin odmawiamy codziennie, a nawet częściej, akt osobistego oddania się Matce Bożej. Taka niewola miłości u Maryi nie jest w żaden sposób przykra. Pozwala otworzyć się na Jej opiekę. Kiedyś na Wakacjach z Bogiem, podczas których obecni byli przedstawiciele różnych wspólnot, ruchów, odkryliśmy, że dla wszystkich – czy chodzi o nas, czy o świetlicę Tobiaszki, czy o Domowy Kościół – Maryja była szczególną opiekunką. Przez Nią wszystko otrzymujemy, Ona jest Bramą Miłosierdzia. W naszym akcie oddania mówimy do Maryi: „Tobie poświęcam ciało i duszę moją, wszystkie modlitwy i prace, radości i cierpienia, wszystko, czym jestem i co posiadam. Ochotnym sercem oddaję się Tobie w niewolę miłości. Pozostawiam Ci zupełną swobodę posługiwania się mną dla zbawienia ludzi i ku pomocy Kościołowi świętemu (…). Chcę odtąd wszystko czynić z Tobą, przez Ciebie i dla Ciebie (…)”. Taka „niewola” to wolność do czynienia najpiękniejszych rzeczy.

Beatyfikacja kard. Stefana Wyszyńskiego, która ma się odbyć w Warszawie 7 czerwca 2020 r., to pewnie dla was wielka radość.

Modlimy się od zawsze modlitwą o beatyfikację prymasa. Odmawiamy ją często, wraz z aktem oddania się Maryi, przy wizerunku Matki Bożej w naszym kościele parafialnym; odmawiamy ją na naszych comiesięcznych spotkaniach. Odkąd jest znana data beatyfikacji, poprzedzamy tę modlitwę dziękczynieniem – za to, że już się ten moment zbliża. W minionych latach bywaliśmy w maju (w rocznicę śmierci prymasa – 28 maja – przyp. red.) na Mszach św. w katedrze wrocławskiej i zatrzymywaliśmy się przy znajdującej się tam tablicy pamiątkowej jemu poświęconej. Propagowaliśmy również w katedrze modlitwę o jego beatyfikację – co zostało podjęte. Naszemu patronowi powierzamy nasze sprawy, także te trudne, jak choroba nowotworowa w rodzinie.

W Pani domu mnóstwo jest książek, pism – czy to samego prymasa, czy osób z nim związanych.

Zawsze bardzo mnie inspirował. To był człowiek wielkiego ducha, ale i wielkiego umysłu, wiedzy. Od swoich współpracowników wymagał zresztą ciągłego kształcenia się. Jeszcze przed spotkaniem z Rodziną Rodzin rozczytywałam się w „Zapiskach więziennych” prymasa, wsłuchiwałam się w jego słowa. Poruszało mnie na przykład to, co pisał o pracy, która ma wartość ze względu na wykonującego ją człowieka; o godności ludzi bezrobotnych. Byłam w wielu miejscach związanych z kard. Wyszyńskim – w Stoczku Warmińskim, w katedrach we Włocławku, Lublinie; mam nadzieję, że w marcu pojadę do Komańczy. RR ma swoje – bardzo cenne – spotkania modlitewne i formacyjne. W październiku spotykamy się na ogólnopolskiej pielgrzymce w Częstochowie. W okolicach Święta Niepodległości w listopadzie gromadzimy się na tzw. Ojcowiźnie – której program jest corocznie poświęcony różnym aspektom nauczania prymasa Wyszyńskiego.

Wrocławska grupa RR ma już 30 lat…

A obraliśmy sobie za patrona właśnie kardynała Stefana Wyszyńskiego. Nasza grupa nie jest obecnie liczna, ale zgłaszają się nowe osoby. Pewnego razu ktoś zadzwonił do mnie, prosząc o spotkanie. „Ja mam pani wizytówkę, ale wie pani… dostałem ją od Pana Boga” – powiedział. Okazało się, że pojechał na rekolekcje do Tyńca, otworzył Pismo Święte, a z niego wyleciała moja wizytówka. Ja jej tam nie zostawiłam. Ktoś inny musiał „przypadkowo” umieścić ją w tynieckiej Biblii, która wpadła w ręce owego pana. Powiedział, że chce być w Rodzinie Rodzin. Cieszymy się. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych. Kontakt: gralkowska@wp.pl lub bkchyt@gmail.com. agata.combik@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama