Nowy numer 39/2020 Archiwum

Bądź harfą w dłoniach Chrystusa

Solidne korzenie i wolność, własny dom i radość wędrówki, wierność wartościom, tradycji i przygoda bycia w drodze. Jak to połączyć?

Rozmawiali o tym z młodymi abp Wojciech Polak, prymas Polski, i brat Alois z Taizé podczas warsztatów na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego. Niezliczone spotkania w ramach ESM pozwalały usłyszeć o doświadczeniach ludzi – takich jak Marina czy Teresa – którzy potrafią przemierzać świat, a jednocześnie pozostają „solidnie zakotwiczeni” w tym, co dla nich najważniejsze.

Odyseusz czy Orfeusz

Arcybiskup Wojciech Polak wskazał trzy możliwe sposoby odnajdywania się chrześcijan w bardzo szybko zmieniającym się świecie. Pierwszy to ucieczka, drugi – utożsamienie się ze światem, poddanie się jego pokusom. Obrazem pierwszej postawy jest Odyseusz. By uchronić się przed zgubnym wpływem śpiewających syren, zakleja swoim towarzyszom uszy, a sam każe się przywiązać do masztu. Wszystko po to, by nie ulec syrenom – pokusom „tego świata”. „Natomiast Orfeusz, aby oprzeć się śpiewowi syren, uczynił coś innego: zagrał melodię piękniejszą, która oczarowała syreny” – pisał papież Franciszek w adhortacji „Christus vivit” (nr 223). I to jest trzeci model postawy wobec świata. Arcybiskup Wojciech Polak zwrócił uwagę na przedstawienia z katakumb z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Wśród nich znajduje się wizerunek ukazujący Chrystusa jako Orfeusza. – Orfeusz wyprowadza ze śmierci Eurydykę, Chrystus wyprowadza ludzkość ze śmierci. Ten pierwszy śpiewa i gra na harfie. Harfą w ręku Chrystusa jest Kościół – zauważył prymas. – Chrystus jak Orfeusz na obrazie z katakumb posługuje się Kościołem jak harfą, by pięknie „grać” w świecie. To ten dźwięk, jak mówił, może przezwyciężyć uwodzące głosy. Jeśli pozwolimy, by Jezus grał – według własnego pomysłu – na harfie naszego życia, ten dźwięk przeprowadzi nas przez różne próby; także inni pójdą za nami. Trzeba jednak odkryć swoje powołanie, plan Jezusa wobec naszego życia. – Niektórzy przypominają osoby, które wjeżdżają samochodem na rondo i… nie zjeżdżają z niego. Lęk powoduje, że trudno o decyzję co do wyboru drogi. Czasem mijają lata, a my wciąż jeździmy po tym rondzie – zauważył. Brat Alois przekonywał, że Kościół, zachowując swoją tożsamość, powinien zmieniać się – to znaczy szukać nowych sposobów niesienia Ewangelii. Zachęcał do gościnności, gotowości do twórczej improwizacji. – W Polsce siła wiary jest mocno związana z kulturą. Jest w tym coś bardzo mocnego, pięknego – ale już widzicie i będziecie jeszcze bardziej widzieć, że jest w waszym kraju coraz więcej różnorodności w sposobach myślenia. Sądzę, że to Europejskie Spotkanie Młodych jest bardzo ważne. My, którzy przyjeżdżamy spoza Polski, mówimy: pielęgnujcie wiarę w rodzinach. Potrzebujemy tego w Europie. Z drugiej strony – nie bójcie się zmian – zachęcał.

Małe ogniska dobra

Jednym z przykładów „pięknych melodii”, które Taizé wprowadza w życie Kościoła, jest inicjatywa małych wspólnot rozsianych po Europie i nie tylko. – Obecnie jest ich 80 – wyjaśniał brat Leo w ramach swoich warsztatów. – Trzy, cztery osoby, które wcześniej się nie znały, na mniej więcej miesiąc włączają się w życie lokalnej wspólnoty chrześcijańskiej – mieszkają z dala od swojego domu, na przykład przy parafii, klasztorze, goszczeni przez mieszkańców. Razem jedzą, pracują, modlą się. Wchodzą w życie danej społeczności także przez konkretne gesty solidarności, np. wobec chorych, bezdomnych. Marina z Ukrainy włączyła się na takich zasadach we wspólnotę działającą w Brukseli, która prowadzi restaurację socjalną, a także dom z miejscami noclegowymi dla ubogich. – Towarzyszyliśmy im, pomagaliśmy w restauracji – mówi. – Trzy razy dziennie gromadziliśmy się na modlitwie, przy czym ta południowa odbywała się w kaplicy przy restauracji i była otwarta dla wszystkich. Teresa z Niemiec mieszkała z kolei w ubiegłym roku przez miesiąc we… Wrocławiu. Tworzyła małą wspólnotę razem z Cristą ze Stanów Zjednoczonych i Hannah z Nowej Zelandii. Dziewczyny pomagały siostrom elżbietankom m.in. w przygotowywaniu kanapek w jadłodajni dla bezdomnych. Odwiedzały parafie, duszpasterstwa. Opowiadały o Taizé, zapraszały na modlitwę, jaką organizowały w jednym z wrocławskich kościołów. – Nie chodzi o to, by być bardzo użytecznym, robić wielkie rzeczy – mówił brat Leo. Często wystarczy obecność; wystarczą małe gesty wnoszące pokój, dobroć, piękno.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama