Nowy numer 27/2020 Archiwum

Jedna z pierwszych lekcji w szkole uczniów Jezusa

Rozważania z cyklu "Nim rozpocznie się niedziela" na święto Chrztu Pańskiego przygotował o. Oskar Maciaczyk OFM, duszpasterz akademicki.

W rozmowach duszpasterskich, które odbywam w czasie wizyty kolędowej, da się niekiedy zauważyć wśród odwiedzanych przerażenie z powodu potęgującego się zła. Padają przy tym sformułowania, że teraz są nowe grzechy, teraz ludzie żyją coraz gorzej... Myślę natomiast, że problemem jeśli chodzi o moralność współczesnego człowieka nie jest tyle kwestia nowych grzechów i coraz bardziej uzewnętrzniającego się zła, ile bardziej brak poczucia grzechu i brak uznania swojej grzeszności. Większym problemem jest coraz częściej słyszane: „Grzech to bajka”.

Tak naprawdę, to nie chrzest Janowy gładzi grzechy człowieka, ale śmierć Jezusa na krzyżu. Chrzest, którego udzielał Jan, był rytuałem pokutnym. Izraelici wchodząc do Jordanu, wypowiadali swoje grzechy. Inaczej można powiedzieć, że zdecydowanie uznawali to, iż są grzesznikami.

Dzisiaj Jezus wprowadza niemałe zakłopotanie, kiedy przyglądamy się temu, co On robi. Podchodzi do Jana Chrzciciela tak samo, jak każdy grzesznik. Można zatem stwierdzić, że tak jak inni Izraelici wypowiada swoje grzechy, uznaje swoją grzeszność. Jezus natomiast jest Bogiem i nie trzeba być wybitnym teologiem, żeby razem z Janem Chrzcicielem zawahać się i powiedzieć: „Ty, Jezusie, tego chrztu nie potrzebujesz. Ale my wszyscy wraz z samym Janem potrzebujemy Ciebie, bo tylko Ty możesz zgładzić nasze grzechy”. Dziś już wiemy, że tak się stało. Kiedy zapłatą za grzech jest śmierć, to jeden właśnie - Jezus Chrystus - umiera za wszystkich i śmierci dla nas już nie ma. Jezus bierze nasze grzechy na swoje ramiona.

Przypatrzmy się jednak jeszcze raz tej scenie z dzisiejszej Ewangelii. Ten, który jest bez grzechu, który jest naszym Odkupicielem, podchodzi do Janowego chrztu. Po co? Sam Jezus odpowiada: „Tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe” (Mt 3,15). Jezus jest praktykującym Żydem. Już Maryja i Józef dbali o to w dzieciństwie Jezusa, żeby wszystkie obrzędy religijne były wypełniane z ogromną starannością. Jezus wraz z apostołami i uczniami dbał o przestrzeganie wszystkich żydowskich świąt i wypełnianie obrzędów związanymi z tymi świętami. Nie chodzi tutaj jednak tylko o to. Jezus rozpoczyna swoją publiczność działalność i otwiera właśnie szkołę Jego doskonałych uczniów. Niejeden raz będzie podkreślał, że kto chce być Jego uczniem, ten niech Go naśladuje, niech idzie za Nim.

Na wydarzenie chrztu Pańskiego nie da się patrzeć inaczej, jak tylko przez pryzmat śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Chodzi o spojrzenie przez pryzmat wydarzenia, które jest dla człowieka ratunkiem, odkupieniem, wybawieniem. Jednak jedną z pierwszych lekcji w szkole doskonałych uczniów Jezusa jest droga uznania swojej grzeszności. Nie da się przystąpić do kolejnej porcji materiału w szkole Jezusa, nie da się przyjąć Jego śmierci i zmartwychwstania dla zbawienia, jeżeli w Jego szkole opuścimy lekcję uznania swojej grzeszności. On nam tę drogę dzisiaj pokazuje. Ustawiając się w kolejkę do Jana Chrzciciela, solidaryzuje się z naszym okrutnym losem, który jest skutkiem grzechu.

Może zastanawiamy się dzisiaj, co musi się wydarzyć, żebyśmy uznali istnienie grzechu, który oddala nas od miłości Boga. Co może dzisiaj wstrząsnąć ludzkością, żeby wejść do szkoły doskonałych uczniów Jezusa, zaczynając od lekcji uznania swojej grzeszności i uznania potrzeby tego, co wydarzyło się dla naszego zbawienia?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama